Papież Franciszek zanim spotkał się z młodzieżą w czasie ŚDM trzy razy przemówił do Polaków – na Wawelu do rządzących i biskupów oraz w Częstochowie do całego narodu. To, na co zwróciły uwagę media z nauki wawelskiej to refleksja o dwu rodzajach pamięci – dobrej i złej. Nie da się ukryć, że jest to nauka potrzebna uczestnikom naszego życia politycznego, także obecnie rządzącym, którzy lubują się w tym drugim rodzaju pamięci, „która spojrzenie umysłu i serca obsesyjnie koncentruje na złu, zwłaszcza popełnionym przez innych”. Nie bez powodu w tym miejscu Papież mówił o przebaczeniu i potrzebie rozwijania „dobrej pamięci”, aby służyły sprostaniu „wyzwaniom chwili obecnej”. Papież dyskretnie podpowiada, że tym wyzwaniom może sprostać wspólnota zjednoczona, a temu zjednoczeniu służy „dobra, pozytywna pamięć”. Również w Częstochowie Papież podkreślił potrzebę budowania społecznej jedności, która jest możliwa tylko wtedy, gdy między ludźmi żywe będzie pragnienie „wyjścia ponad krzywdy i rany przeszłości i stworzenia komunii ze wszystkimi, nigdy nie ulegając pokusie izolowania się i narzucania swej woli”. Obie strony politycznego sporu, tej niesmacznej plemiennej wojny, jakiej jesteśmy uczestnikami, niech sobie wezmą głęboko do serca tę naukę.
I ci, którzy sprawują teraz władzę, i tak chętnie podpierają się hasłami ewangelicznymi, i ci, którzy ich tak brutalnie krytykują, a sami nie postępowali lepiej, będąc u władzy. Nauka papieska jest skierowana do wszystkich i wszystkich wzywa do szukania konsensusu, zgody, jedności, bez której nie uda się żadne budowanie wspólnoty, które tak ochoczo zapowiadał prezydent Duda po wyborze, a którego potem zaniechał, postępując w ślady swoich poprzedników. A Papież przypomina nam i naszym władcom, byśmy czerpali wzór z „żywego zmysłu historycznego” Jana Pawła II, byśmy nie zaniedbywali poznawania naszej historii, byśmy z niej wyprowadzali podstawy naszej tożsamości, „wierni tradycji i otwarci na odnowienie”, byśmy czerpali siłę do zgody z tego „wydarzenia jedności”, jakim były obchody 1050. rocznicy chrztu Polski. Z tego doświadczenia wspólnej historii powinna wyrastać gotowość rozwiązywania wspólnych problemów na drodze dialogu, a nie na drodze narzucania siłą gotowych rozwiązań.
Papież nie omieszkał także upomnieć się u rządzących o polskich emigrantów, których miliony w „szczęśliwych” czasach transformacji opuściły i nadal opuszczają regularnie kraj. Bez tych słów o potrzebie szukania przyczyn emigracji z Polski nie wypadałoby nawet mówić Papieżowi o „potrzebie gotowości przyjęcia ludzi uciekających od wojen i głodu”. Szkoda może, że nie nazwał Papież w tym miejscu po imieniu realnych przyczyn tych „wojen i głodu”, bo może przeciw nim trzeba zwrócić zaangażowanie świata, żeby powstrzymać nienaturalne ruchy migracyjne. Niewiele też mówił o realnych zagrożeniach wiążących się z masową migracją, jak terroryzm, trudność asymilacji ludzi innych kultur i religii w społeczeństwach zachodnich, groźba utraty przez Europę jej historycznej tożsamości. Mówienie w kółko o „miłosierdziu” i potrzebie „przytulenia” milionów przybyszów bez osadzenia tej nauki na mocnym gruncie rozpoznania rzeczywistych przyczyn i skutków problemów migracyjnych to za mało, żeby uczynić tę naukę wiarygodną.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze