Reklama

„Pan Ameryk” idzie na wojnę

02/04/2023 08:00

Nasz sympatyczny ambasador we Francji – niejaki Jan Emeryk Rościszewski (już przez niektórych nazywany „Amerykiem”) – ogłosił, że jeżeli „Ukraina nie obroni swojej niepodległości”, „my” nie będziemy mieli wyboru i zostaniemy zmuszeni, żeby przystąpić do wojny. A więc sprawy muszą przybierać bardzo nieciekawy obrót, skoro w trosce o nasze bezpieczeństwo, i to w roku wyborczym, nasi przywódcy nie boją się ryzykować twierdzenia, że nie będą mieli innego wyjścia, jak tylko posłać nasze dzieci na rzeź. W związku z tym wielce ciekawe się wydaje, czy nasi gieroje samodzielnie podejmą decyzję o przystąpieniu do wojny, co może wykluczyć naszą obronę przez Pakt Północnoatlantycki, czy posłuchają się „starszych i mądrzejszych”, jak to celnie nazywa pan Stanisław Michalkiewicz. I czy siebie postawią w pierwszych szeregach, gdzie przystoi stanąć ludziom odważnym, a także czy zobaczymy wśród bohaterów pana Dudę, pana Morawieckiego, może pana Kaczyńskiego, a także pana Tuska, który wcale nie skrzywił się na wypowiedź „pana Ameryka”, no i czy na pewno nie zabraknie tam samego pana Rościszewskiego, a także czy zabiorą z sobą swoich pierworodnych (synów albo wnuków), jeżeli takowych posiadają? 
Wytrzymałość Polaków na taką okoliczność testuje się oczywiście od dawna, ale ostatnio jakby coraz częściej, co może oznaczać tylko jedno, że moment ostatecznej decyzji, którą podejmie zapewne w naszym imieniu nasz amerykański suzeren, nieubłaganie się zbliża. Wydawało się, że rozkazy werbunkowe przywiezie podczas ostatniej bytności w Polsce, ale jakby cicho o tym (kto wie, co tam ustalono podczas bliskich spotkań trzeciego stopnia). Oczywiście propagandowe bajeczki o strasznym rosyjskim imperializmie i proroczych zdolnościach prezydenta Kaczyńskiego można sobie tam włożyć, gdzie jest miejsce klimatycznych histerii Grety Tunberg  (ponoć uniwersytet w Helsinkach przyznaje tej dziwaczce doktorat honoris causa z teologii). Kto ma trochę oleju w głowie, ten analizuje głębiej i widzi rolę „takich czy innych sił”, których przez grzeczność i wzgląd na nasze nerwy reżimowe i „niezależne media” zgodnie nam oszczędzają, więc i my zmilczmy je uprzejmie.
A więc miałoby dojść do tego, że polską krwią zostaną podpisane traktaty pokojowe na Ukrainie i my się na to zgodzimy bez mrugnięcia okiem? Może też na to, by kilka polskich miast wyparowało z całą ich zawartością? Na pewno tego chcemy, patrząc bezwolnie, jak coraz śmielej wymachują szabelkami nasi dziarscy chłopcy? I to ci sami, którzy nie potrafią nawet dobrze zorganizować systemu oświaty, by przynosiła prawdziwie mądre efekty, tylko muszą na finiszu tak kłamać, żeby wyglądało, że jest pięknie i dobrze. Z języka ojczystego na pewno będzie „pięknie i dobrze”, bo nasze „metodyki” z dumą ustaliły, że abiturient może zdobyć za wypracowanie 100 procent punktów nawet wtedy, gdy popełni aż 17 różnego rodzaju usterek. Takie to cudaki nami rządzą, ponoć w naszym imieniu i z naszego przyzwolenia, a tym bardziej dla naszego „wspólnego dobra”. Teraz jeszcze „pan Ameryk” zapowiada, że dla naszego „wspólnego dobra” trzeba będzie nas przetrzebić nieco na stepach Ukrainy. Smutne to, że i opozycja nie ma nic przeciwko temu, a przecież już w tym roku przyjdzie nam wybierać. I kogo sobie w tej sytuacji wybierzemy, skoro jedni i drudzy planują kupczyć naszą krwią?

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości