Reklama

Onkocelebryta ksiądz Jan

15/11/2017 14:17
Ktoś nam może podać rękę i wszystko zmienić

– Nie możemy dać więcej umierającej osobie niż bliskość, czułość, dobroć. Jeśli ktoś jest dla ciebie ważny, robisz wszystko, by go zatrzymać – mówiła Joanna Podsadecka, autorka wywiadu i książki o księdzu Janie Kaczkowskim podczas spotkania z czytelnikami w płockiej Książnicy. Zmarły w 2016 roku ksiądz jest bohaterem „Sztuki czułości”, która w październiku ukazała się na półkach księgarskich.
– Kiedy jeszcze się nie znaliśmy, usłyszałam go w telewizji. Ksiądz, który żyje z glejakiem mózgu, dużo mówi o opiece hospicyjnej, uwiarygodniał to swoim życiem, swoim doświadczeniem człowieka chorego. Pokazywał, że słowa i czyny idą razem – opowiadała Joanna Podsadecka. Na żywo spotkali się w Centrum Kultury Japońskiej w Krakowie. Potem rozpoczęli pracę nad książką „Grunt pod nogami”. Joanna Podsadecka opracowywała publikację zawierającą tzw. żebracze kazania ks. Jana wygłaszane w różnych kościołach w Polsce, z prośbą o wsparcie puckiego hospicjum. Ona głośno czytała tekst, ksiądz Kaczkowski autoryzował. Widział słabo. Miał kilka operacji wzroku w dzieciństwie. – Przyjechałam do Pucka. Wtedy pierwszy raz byłam w jego hospicjum i zrozumiałam, na czym polega fenomen tego miejsca, skąd te nagrody, spektakularne przemiany. Tam miłość wisi w powietrzu, wszyscy się ze sobą przyjaźnią. Jedną noc przesiedziałam z personelem w dyżurce. Nigdy nie zauważyłam zniecierpliwienia, że ktoś się musi do kogoś podnieść. Jan był wymagającym szefem. Nie mieszał porządku zawodowego i prywatnego. Chciał mieć krystaliczny, uczciwy zespół ludzi. Dzisiaj pracownicy mierzą się z jego legendą. Bardzo chcą, żeby był z nich dumny.
Ksiądz Jan nigdy nie wyłączał telefonu. Swoje powołanie traktował jako służbę. Głosił kazania, wyjeżdżał, ale hospicjum, bycie z umierającymi traktował jako najważniejszy obowiązek. – Jan pochylający się nad łóżkami chorych ludzi to obraz, który zawsze będę pamiętać. On nie udawał, był sobą. Dbał o komfort odchodzących ludzi. Oswoił przestrzeń publiczną z tematem śmierci i umierania, uczył, jak rozmawiać z tymi, którzy odchodzą. – Ludzie się boją towarzyszenia, odchodzenia. On to traktował jako coś oczywistego. Więc dlaczego o tym nie rozmawiać? Nagle dostrzegliśmy, że wszyscy będą kiedyś na takim etapie, nasz los jest powtarzalny. On sobie zdawał sprawę z tego, że to część życia.
Kolejną książką, nad którą wspólnie pracowali, była „Dasz radę”. – Wymyśliliśmy sobie, że to będzie rozmowa Jana i moja, a wartością dodaną będą pytania internautów, które mu przysyłali na specjalną skrzynkę – opowiadała Joanna Podsadecka. – Pytań było potwornie dużo. Ksiądz odpowiadał, ja dokonywałam selekcji. Na te najbardziej palące, najtrudniejsze kwestie odpisywaliśmy prywatnie. Każdego dnia był słabszy, ale chciał pomagać ludziom. Miał lepsze i gorsze dni. Zdawał sobie sprawę, że to jest jego ostatnia książka. Jak sam przyznawał, choroba wyzwoliła go z wielu obaw. Przestał się bać rzeczy głupich, nieistotnych. Odważnie mówił to, co sądził, co nie wszystkim się podobało. Ale bardzo chciał być zapamiętany jako ksiądz katolicki. Nikt nie wierzył, że w dwa lata zbuduje hospicjum. A jednak mu się udało. – Jan trafia do czytelników z bardzo różnych środowisk, tak jak ks. Tischner. Sam pochodził z rodziny niezwiązanej z Kościołem. Kiedy wybrał seminarium, wszystkich zadziwił. Każdy dzień traktował jak przygodę. Żył bardzo intensywnie. Dzień z nim był jak miesiąc. Cieszył się z każdej chwili. Fenomen księdza Jana, o czym mówią ludzie na spotkaniach i w listach, pomógł wielu osobom dojrzeć do podejmowana trudnych decyzji.
Joanna Podsadecka niedawno wydała jeszcze jedną książkę, która w pewien sposób domyka dzieło ks. Kaczkowskiego. Jest w niej m.in. opowieść o ostatniej podróży do Australii, którą ks. Jan odbył przed śmiercią. Historie Marka i Basi dowodzą, że w każdym momencie nasze życie, nawet pełne dramatów, może zmienić się na lepsze. – Po śmierci ks. Jana zarzekałam się, że juz żadnej książki nie napiszę. O tym, co się wydarzyło w Australii, rozmawialiśmy niewiele. Jan bardzo się cieszył, że zebrał dużo pieniędzy na hospicjum. Dopiero kiedy poznałam Basię, okazało się, jak bardzo spotkanie z ks. Janem wpłynęło na jej życie. Gdy ktoś poda nam rękę, w jednym momencie może się wszystko zmienić. Ta cywilizacja przecenia rozum, ale serce ma większą moc oddziaływania. Cieszę się, że ta książka powstała i spełnia swoje zadanie. Ludzie wciąż nie zapominają o księdzu Janie i robią dużo dobrego – podsumowała autorka.
Spotkanie prowadziła Renata Kraszewska. Odbyło się w ramach Dni Kultury Chrześcijańskiej i projektu Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich, oddział w Płocku „Tak dla historii. Tak dla przyszłości” dofinansowanego ze środków ministra kultury i dziedzictwa narodowego. (lesz)

 
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości