Dla pewności sprawdzam w Wikipedii. Wołyń, to kraina geograficzna w północno-zachodniej części Ukrainy w dorzeczu górnego Bugu oraz dopływów Dniepru – Prypeci, Styru, Horynia i Słuczy – obejmująca obwody wołyński i rówieński, zachodnią część żytomierskiego i północne części tarnopolskiego oraz chmielnickiego. Główne miasta to Łuck (stolica obwodu), Kowel, Dubno, Równe, Krzemieniec, Zwiahel, Włodzimierz, Ostróg, Owrucz, Zasław, Starokonstantynów. Z miast najbardziej znany jest Krzemieniec, miejsce urodzin i dorastania Juliusza Słowackiego, słynące z jednej z najlepszych polskich szkół na Kresach w I połowie XIX wieku – najpierw znanej jako Gimnazjum Wołyńskie, a potem Liceum Krzemienieckie, gdzie wykładał ojciec Juliusza – Euzebiusz. Jaki był ten Wołyń 80 lat temu w tamto lato 1943 roku, kiedy na tę ziemię zstąpił „demon zła” i podjudził ukraińskie organizacje UPA i OUN do dokonania tej strasznej zbrodni, w której wymordowano setki tysięcy Polaków w około 400 wsiach Wołynia, Galicji Wschodniej oraz w innych miejscach i kiedy spalono około 200 kościołów? Lech Franczak, płocki poeta, jeden z ocalonych z rzezi wołyńskiej, pisze w wydanym 8 lat temu tomie „Nieśmiertelni wołają z Wołynia”, że „był uroczy i złocisty”, „kwitło słońce, igły upału próbowały kąsać jak bąki, zboża w złocie prężyły się, oczekując żniwiarzy, skowronki głodne śpiewu błogosławiły okolicę”.
Dzień tragedii. Nic nie zapowiadało, że kiedyś może tu przyjść. Mieszkańcy wsi, Polacy i Ukraińcy, jedni drugich zapraszali i razem się bawili, trwała przyjaźń, o której mówili moi rodzice”. A jednak nadszedł ten „dzień tragedii. W niedzielę 11 lipca, w tę straszną niedzielę, kiedy ukraińscy nacjonaliści wymordowali blisko 100 wsi, paląc ludzi w kościołach i stodołach oraz zabijając w inny sposób, rano, przed świtem, jak wspomina dziś pan Lech, obudziło go gwałtowne stukanie w okno. To mieszkająca niedaleko ukraińska kobieta przybiegła z ostrzeżeniem: „Uciekajcie, rezuny mordują, uciekajcie”. „Mama chwyciła mnie na ręce, zdążyła zabrać kawałek chleba i ukryliśmy się w pobliskim zbożu za sadem. Mama zatykała mi usta, abym nie krzyczał, kiedy oprawcy przechodzili obok nas w odległości 10 metrów.” Z jego rodzinnej wsi liczącej 500 ludzi ocalało może 40-50 osób. „Znikła duża wieś i kolonia Gurów – miejsce mojego urodzenia”. „Nagle jakby zawalił się świat z blaskiem słońca, bo każdy dzień zastygał w płacz ginących dusz”.
W sercu wsi odbywała się rzeź, bandyci wpadli do chałup, zabijali po kolei, także dzieci. Robili to siekierami, widłami, czym popadło. Część opornych zabrali do szkół, stodół i kuźni na żywą egzekucję Lachów w płomieniach. Ginęły spowinowacone i bliskie nam rodziny wraz z dziećmi. Były to rodziny Kowalczyków, Jarugów, Ponińskich, Cepowskich, Utrackich, Barszczewskich, Grzelaków, Sadowskich. Oprawcy zabili trójkę dzieci Szcześniewskich. Stryjostwo cudem ocalało. Dziś, po 80 latach od tamtych wydarzeń, w ten dramatyczny i „niewygodny”, jak mówią niektórzy, czas wojny, dusze męczenników wołają z Wołynia o prawdę, o pamięć, o pojednanie w prawdzie, tylko w prawdzie. Wołają do nas, do naszych rządzących, do naszych pasterzy. Nie zlekceważmy i nie zmarnujmy tego wołania. „Mój los przebaczenie pisze, biegnąc kocha i kochając każe biec, jest na drodze poszukującej człowieka. Nieśmiertelni nie narodzili się na śmierć, gdyż ona nie może być kresem wszystkiego”. „Matko Boska Bolesna – Pieto ze Swojczowa – w swym słynącym cudami Wizerunku z kościoła pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny, uczyń wszystko, by pamięć prawdą obmywała oczy”.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze