Reklama

Niegrzeczne, prawdziwe, zabawne

16/05/2012 12:23
Z aktorem Mariuszem Pogonowskim, szefem Stowarzyszenia Teatr Per Se, który wygrał plebiscyt „Z Tumskiego Wzgórza” w kategorii „kultura i rozrywka”, rozmawia Lena Szatkowska

Płocki Spacerniak Teatralny, czyli kilkadziesiąt spektakli na scenach offowych, które powstały m.in. na ulicy, podwórku, hotelu, został nominowany do nagrody w kategorii wydarzenie kulturalne roku i zwyciężył, pozostawiając w tyle poważne instytucje kulturalne. Jak wytłumaczyć ten fenomen?
Nie wiem, być może było coś uroczego w tych spektaklach. Uczestnicy sami pisali teksty i było w tym wiele spontaniczności. Widzów zapraszamy w różne miejsca, czasem bardzo ciekawe, jak kamienica na Nowym Rynku, plaża, podwórko z całą lokalną otoczką, itp. Jest dla mnie dużym zaskoczeniem, że czytelnicy Tygodnika Płockiego w ogóle zauważyli spacerniak i jeszcze do tego wysłali kupony! To naprawdę niesamowite.

Kto wpadł na pomysł letnich spacerów teatralnych?
Ja. Pomyślałem na początku, żeby grać dwu, trzyosobowe spektakle i żeby młodzież sama pisała teksty. W międzyczasie myślałem o utworzeniu festiwalu teatru nieprofesjonalnego. Niestety, wymagałoby to znacznie większych nakładów finansowych. Potem usłyszałem od kilku osób o tym, jak ważne jest „ożywianie” rynku, więc pomyślałem, że w sumie poradzimy sobie sprzętowo, aby obsłużyć trzy spektakle na raz. I tak powstał pomysł Spacerniaka.

Stowarzyszenie Teatr Per Se działa od kilku lat. Aktorzy się zmieniają, wyjeżdżają, wykruszają, a mimo wszystko wciąż oglądamy nowe spektakle. Jak przyciąga pan ludzi?
Sami przychodzą. Czasem chodzę po szkołach i zapraszam, ale najczęściej oglądają nasze spektakle, a potem się pytają, jak można do nas trafić. Poza tym prasa, radio i plakaty w szkołach informują o naszych działaniach.

Co młodzi ludzie myślą o roli teatru dzisiaj?
Czasem to po prostu fajna zabawa i miejsce, gdzie można się emocjonalnie wyżyć. Ale trafiają się osoby, którym o coś chodzi, jakby chcieli sobie zasłużyć na nieśmiertelność. Czasem po prostu ktoś przychodzi z dziewczyną i już zostaje, a czasem po to, aby zagrać główną rolę. Ja widzę w teatrze ogromną moc sprawczą i chyba uczestnicy warsztatów też to czują.

Jakie spektakle chcą robić, co ich interesuje?
Niegrzeczne, prawdziwe, zabawne i takie, żeby się podobały i żeby wszyscy mówili, że są świetni.

Którą z dotychczasowych realizacji Teatru Per Se można uznać za najważniejszą?
Największym i najbardziej kosztownym, a tym samym bardzo widowiskowym spektaklem było Misterium Płockie o Bolesławie Krzywoustym. Jego prapremiera odbyła się 30 sierpnia 2008 roku. Wystąpiły razem aż 64 osóby (20 osób niepełnosprawnych, 24 uczestników warsztatów Stowarzyszenia Teatr Per Se, 10 kuglarzy i 6 aktorów zawodowych oraz 4 członków Płockiej Drużyny Kuszniczej).

Co zawodowym aktorom daje praca z amatorami?
Odświeża warsztat i cały czas mobilizuje do weryfikowania swoich technik. Kiedy się komuś tłumaczy, w jaki sposób kontrolować emocje, wzbudzać je, jak zapanować nad rytmem w roli, czy utrzymaniem postaci – cały czas nazywam te procesy i uświadamiam je sobie jakby na nowo i sam dzięki temu dochodzę do nowych wniosków, uczę się, obserwując i nazywając błędy innych.

Jest pan jednym z najbardziej zapracowanych płockich aktorów (udziały w spektaklach realizowanych na rodzimej scenie, role w przedstawieniach innych teatrów, seriale, konferansjerki) i również tatą. Jak pan godzi wszystkie obowiązki? Co na to żona?
Rzeczywiście trochę przesadzam z pracą, próbuję teraz przeorganizować Stowarzyszenie tak, żeby mniej czasu poświęcać na organizowanie, a więcej na pracę twórczą. Czasem trudno to wszystko pogodzić i czasem niestety pogodzić się nie da, ale próbuję.

Które swoje role na zawodowej scenie uważa pan za przełomowe?
– Rola Dymitra w Braciach Karamazow pozwoliła mi zaistnieć w całym kraju, choć niekoniecznie musi to mieć jakiekolwiek znaczenie. Moja twarz pojawiła się na okładce czasopisma Teatr, a spektakl zdobył dobre opinie. W tym momencie wygląda to jak przełom, ale w którą stronę? – czas pokaże. Ważne dla mnie były też role Henryka w Ślubie, tytułowa w Obywatelu M., w Słudze dwóch panów.

Aktualnie Teatr Per Se pracuje nad happeningiem o Broniewskim. Czym nas zaskoczycie?
Władysław Broniewski to bardzo barwna postać. Jego życiorys naprawdę robi wrażenie. Oczywiście nie pokażemy życiorysu, ale chcę pokazać, jak mocno kochał życie, i to, jaki był nieugięty i do szpiku kości prawdziwy – bo tak widzę Broniewskiego. Sam happening nie będzie działaniem z bogatą oprawą, światłami i drogą scenografią. Będzie raczej rusztowanie, drabina, taczka i śmietnik – no może jeszcze parę butelek, i będzie Broniewski.

Wkrótce zobaczymy pana w sztuce Być jak Kazimierz Deyna. Jaką postać pan gra? Czy mecz na płockim rynku to swoiste przygotowanie do roli?
Gram nieudacznika, ale głównego nieudacznika. Jeżeli chodzi o mecz, to zdecydowanie nie było to przygotowaniem do roli, raczej zabawą.

Jak pan odpoczywa poza teatrem?
Z żoną i dziećmi u rodziców na obiedzie, w galerii, na placu zabaw, na spacerze. Czasem gdzieś pojedziemy, ale rzadko.

Pomysł letniej wędrówki od sceny do sceny wypalił. Co zaproponujecie płocczanom teraz?
Dwie bajki na dobranoc zagramy w sumie 12 razy, w przestrzeni płockich blokowisk. Powstanie też spektakl O kondycji współczesnego człowieka – napisany w oparciu o panel naukowy, na którym wystąpili ciekawi ludzie: Zbigniew Mańkowski z Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku i Jacek Kołtan z Działu Nauk Społecznych Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku.
fot. Dariusz Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości