Dokumentacja, którą zgromadził Janusz Szczygliński, dyrektor P.H.U. Copi-Flex w Woli Łąckiej, czyli salonu i serwisu samochodowego, liczy dwa tysiące stron. Wszystko jest posegregowane: osobno wyroki sądowe, osobno korespondencja z powiatem, osobno pisma do gminy. Od dwóch lat stara się przekonać urzędników, że powstająca obok w szybkim tempie betoniarnia naruszy jego interes – ograniczy działalność, ale najgorsze jest to, że może ją wręcz uniemożliwić.
Przedsiębiorca jest obecny w Woli Łąckiej od 10 lat. Zatrudnia 55 osób (planuje rozszerzenie działalności i zatrudnienie kolejnych 8-10 pracowników), szkoli uczniów szkół zawodowych. Z rozmysłem wybrał lokalizację serwisu z dala od miasta, w miejscu spokojnym, upewniwszy się uprzednio, że zgodnie z planem zagospodarowania przestrzennego gminy Łąck, jest to teren przeznaczony pod rzemiosło, z możliwą funkcją mieszkalną. Gdy rozpoczął budowę domu, dowiedział się, że teren obok został sprzedany pod betoniarnię. A przecież miejsce to znajduje się w otulinie Gostynińsko-Włocławskiego Parku Krajobrazowego, któremu przemysł zaszkodzi: – W odległości 10-20 metrów od moich budynków, w szybkim tempie powstaje betoniarnia, która stanowi zagrożenie dla prowadzonej przeze mnie działalności gospodarczej – uważa Janusz Szczygliński. – Prowadzę serwis samochody i serwis blacharsko-lakierniczy. Zgodnie z przepisami unijnymi przeszliśmy na lakiery wodne, które nie są zbyt odporne na działanie zapyleń i kurzu, zwłaszcza że betoniarnia, aby otrzymać beton dobrej jakości, dodawać będzie uszlachetniaczy i związków chemicznych, które będą reagowały z lakierem. W kabinie lakierniczej mamy urządzenia, które zasysają powietrze, więc będą zasysać też pył z betoniarni, który będzie obecny w promieniu pół kilometra wokół. Jeśli betoniarnia będzie pracować na trzy zmiany, dziennie przejedzie tędy z kruszywem i betonem 380 samochodów ciężarowych. To wszystko praktycznie uniemożliwi mi działalność – wyjaśnia przedsiębiorca, który obecnie rocznie odprowadza do gminy 16 tys. zł podatku od nieruchomości.
O tym, że obok powstanie potężna inwestycja przemysłowa (nieopodal jedna betoniarnia już funkcjonuje), nikt Copi-Fleksu nie informował. Budowa już trwała, gdy Janusz Szczygliński postanowił się odwoływać od decyzji gminy: – Kto koło swojego domu chciałby mieć betoniarnię? – pyta retorycznie nasz rozmówca. – Moim zdaniem proces uzgadniania tej inwestycji był dziwny. Nie zostaliśmy o niej poinformowani przez gminę, nie byliśmy uznani jako strona w postępowaniu – bo od betoniarni oddziela nas droga gminna (za stronę uznał nas dopiero Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie), w dokumentacji nie uwzględniono domu mieszkalnego, którego budowę rozpoczęliśmy – wylicza J. Szczygliński. – Nasze racje przedłożyliśmy podczas rozprawy administracyjnej. W efekcie wydział ochrony środowiska w Starostwie Powiatowym w Płocku nie zaakceptował warunków zabudowy betoniarni. Przy czym Urząd Gminy w Łącku nie czekał na rozstrzygnięcia wyższej instancji w starostwie, tylko wydał pozytywną decyzję o warunkach zabudowy. Sytuacja robi się patowa, bo z jednej strony „ochrona środowiska” wstrzymuje budowę, ale z drugiej jest już pozytywna decyzja gminy. Na jej podstawie wydział architektury w starostwie wydaje decyzję budowlaną. Z mocy prawa jest ona nieważna, ale budowa została rozpoczęta i trwa.
Beton pod obwodnicę
Copi-Flex rozpoczął więc procedury odwoławcze w Samorządowym Kolegium Odwoławczym w Płocku. Potem sprawa trafiła do warszawskiego WSA. Janusz Szczygliński pokazuje trzy wyroki: z 2 lipca, 12 września i 5 listopada 2007 r. Wszystkie są korzystne dla niego. W ostatnim czytamy: „(...) decyzja Wójta Gminy Łąck o środowiskowych uwarunkowaniach jest ostateczna i wiąże zarówno organy orzekające w sprawie, jak również Sąd, jednakże zapadła ona bez wszystkich wymaganych prawem uzgodnień (...). Sąd uznał, że zaskarżona [przez J. Szczyglińskiego – EG] decyzja zapadła z naruszeniem przepisów (...), powoduje to konieczność jej uchylenia (...)”.
W opinii dyrektora Copi-Fleksu wójt gminy wydał pozwolenie na budowę przed uprawomocnieniem się wyroków, więc niezgodnie z prawem. Tymczasem inwestor betoniarni bardzo spieszy się z budową. Prace toczą się nawet w weekendy do późnych godzin wieczornych. Betoniarnia ma produkować beton pod budowę obwodnicy gostynińskiej. Ponieważ już powstała, trudno będzie ją teraz zamknąć. Bo kto niby zapłaci odszkodowanie?
Betoniarnię buduje spółka Poz-Bruk z siedzibą w Sobocie koło Poznania. Dyrektor Marek Grabiński problemu nie widzi: – Jeżeli gmina w warunkach zabudowy uwzględnia tego typu inwestycję, to firma wykonuje projekt budowlany i występuje o pozwolenie na zabudowę. A betoniarnia może powstać wszędzie, nawet w centrum miasta, jeśli tylko spełnione są warunki zabudowy.
Jerzy Stankiewicz, który jest kierownikiem budowy betoniarni, tłumaczy że inwestycja powstaje zgodnie z prawem, w oparciu o operat środowiskowy i warunki zabudowy: – Prawomocne pozwolenie na budowę uzyskaliśmy we wrześniu 2007 r. Prace budowlane właściwie zostały już ukończone. Produkcja betonu może ruszyć w lutym. – Z szefem Copi-Fleksu rozmawiał raz: – Próbowałem się z nim skontaktować, ale nie chciał rozmawiać, bo nie życzył sobie naszego sąsiedztwa, odwoływał się, dlatego budowa rozpoczęła się z opóźnieniem.
Marek Pietrzak, dyrektor wydziału ochrony środowiska w Starostwie Powiatowym w Płocku sprawę zna dobrze. Wstrzymanie budowy po tym, jak dyrektor Copi-Fleksu odwołał się do SKO, zgodnie z procedurami zarządziła jeszcze jego poprzedniczka na tym stanowisku: – W międzyczasie wójt gminy Łąck wydał decyzję środowiskową na inwestycję w oparciu o nasze pierwsze, nieprawomocne zarządzenie. Dlatego firma dostała pozwolenie na budowę betoniarni – wyjaśnia. – Obecnie, po wyrokach Wojewódzkiego Sadu Administracyjnego, sprawa jest nadal w Samorządowym Kolegium Odwoławczym. Czekamy z niecierpliwością na jego postanowienie i dokumenty. Ponieważ wyroki sądu uchylały decyzję kolegium, to z SKO musi wyjść ostateczna decyzja. Nie wiemy, jaka ona będzie, które z postanowień zostanie ostatecznie zatwierdzone: to pierwsze, które pozwalało na budowę czy to drugie, które ją wstrzymywało.
Również w Powiatowym Nadzorze Budowlanym słyszymy, że na razie nic w sprawie zrobić nie można: – Na razie wszystko odbywa się zgodnie z pozwoleniem na budowę – mówi inspektor Izabela Siwińska. – Możemy wstrzymać roboty tylko wówczas, jeśli dostaniemy decyzję, że inwestycja jest niezgodna z prawem.
Janusz Szczygliński skarży się na „spychologię” w urzędach. Mimo wyroków WSA, nic dalej się nie dzieje. Nie dostaje odpowiedzi na swoje pisma. Nikt nie przejmuje się jego sytuacją. „Seat” wysłał do wszystkich możliwych urzędów pisma wyjaśniające, w jakim stopniu betoniarnia godzi w interes dealera: – Władze lokalne nie respektują wyroków sądu. Obawiam się, że z powodu sąsiedztwa betoniarni mogę zostać wyeliminowany z „Sieci Naprawczej PZU” (o co ubiegałem się cztery lata), nie uzyskam zgody na świadczenie usług w zakresie Stacji Kontroli Pojazdów (o co właśnie się staram), stracę certyfikat ISO i będę zmuszony ograniczyć działalność zakładu – wymienia J. Szczygliński.
Tymczasem niewzruszoną pozycję zajmuje wójt gminy Łąck Zbigniew Białecki: – Budowa betoniarni jest zgodna z prawem. Trwają jeszcze procedury administracyjne, ale betoniarnia będzie tam funkcjonować, bo to jest strefa przemysłowa, a my chcemy, żeby gmina się rozwijała.
Janusz Szczygliński pomocy szuka nadal m.in. u płockich parlamentarzystów. Wszyscy, z którymi rozmawia, uważają, że ma rację i padł ofiarą przepisów administracyjnych, błędów czy złej komunikacji wewnętrznej między wydziałami w starostwie. Do tej pory nie otrzymał stamtąd odpowiedzi na pismo wysłane w listopadzie ubiegłego roku. Teraz dokumenty sprawy są u wojewody. Dyrektor Copi-Fleksu przekonuje, że jest ofiarą przepisów administracyjnych – reakcje urzędników są zbyt powolne: – Mimo tego muszę chronić swoje interesy, bo ja tu byłem pierwszy – podsumowuje w rozmowie z „TP”.
Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze