Reklama

Napiętnowani lokatorzy

01/04/2005 10:09
– Nie bała się pani przyjść sama na Otolińską 23? A jakby ktoś panią napadł, pobił, albo jeszcze coś gorszego – z lekką ironią pytają mieszkanki słynnego od kilku lat płockiego „Pałacu cudów”. Takim określeniem nie można jednak operować w obecności tych kobiet. – To jest zwykły blok i mieszkają tu ludzie tacy sami jak na innych osiedlach – podkreśla Małgorzata F. Zła sława Otolińskiej 23 ciągnie się od momentu, gdy blisko 10 lat temu zaczęli być tam przesiedlani mieszkańcy z eksmisji. Zebrało się tu trochę towarzystwa, które lubiło wypić, zrobić burdę, okraść, pobić i wyzwać. Teraz zdaniem mieszkanek sytuacja znacznie się zmieniła. Zamieszkało tu wiele rodzin, które dostały lokale z przydziału. Właściwie nie miały innego wyjścia.
– Kilka lat temu spalił mi się dom. Nie mogłam zamieszkać z dziećmi pod mostem. W Urzędzie Miasta usłyszałam, że niestety nie ma żadnych wolnych mieszkań poza Otolińską 23. Nie zastanawiałam się ani chwili – tłumaczy Monika G.
Nie ma tu nadzwyczajnych warunków. Pokój z ciemną kuchnią. W sumie 26 metrów kwadratowych. Ściany z dykty, mocniejsze kopnięcie i nie ma żadnej przeszkody. Wspólne ubikacje i umywalnie na kilkadziesiąt rodzin. Ciepła woda tylko dla tego, kto pierwszy ustawi się w kolejce. Mieszkania są zimne, słychać wiatr hulający po ścianach. Temperatura czasem spada do pięciu stopni. Jedna z sąsiadek, żeby oglądać telewizję, musiała najpierw nagrzewać grzejnikiem odbiornik. Zdarza się robactwo.
– I za to wszystko płacimy miesięcznie z mężem ponad 450 zł, czyli tyle ile za dobę w Mariocie, stąd właśnie wzięło się złośliwe porównanie z tym ekskluzywnym warszawskim hotelem – mówi Monika. Jednak nie narzeka. Nikomu z jej rodziny włos z głowy nie spadł. Ma szansę, że za jakiś czas dostanie inne mieszkanie. Zdarza się, że słyszy odgłosy libacji czy kłótni, ale nigdy nic złego w tym najsłynniejszym płockim bloku jej nie spotkało. Niby życie toczy się swoim torem, a jednak...

– Szkoda mi mojego syna. W szkole dzieci wiedzą, gdzie mieszka. Choć ma na kino czy na teatr, prześladują go. Jego koleżanka z bloku nie przyznaje się, że mieszka na Otolińskiej 23. Podaje zupełnie inny adres i jest akceptowana przez grupę. Muszę być dwa razy lepszą mamą – twierdzi Monika. Czasami i jej trudno podać adres w urzędzie, czy w przychodni u lekarza.
Dziki zachód
– ruski cyrk
– Tu nikt nie chce mieszkać. Ludzie chodzą do prezydenta i wymyślają różne historie, że np. kobiety muszą chodzić grupami, bo się boją, że je zgwałcą. Wszystko po to, by dostać nowy, lepszy lokal – przekonuje sąsiadka pani Moniki – Małgorzata F., która twierdzi, że z ludzkiego gadania wychodzi koszmarny obraz jak z horroru. Mieszkanki Otolińskiej dowodzą również, że zła sława rośnie w siłę, dzięki szukającym sensacji mediom.
– Dziennikarze rozmawiają z żulami, którzy opowiadają, jaki tu jest ruski cyrk. Jak z kimś pije, a później się bije, to i jest „dziki zachód” – mówi Beata L. Kobieta przypomniała sytuację, kiedy przy większym wietrze zaczęły wypadać niebieskie szyby z zewnętrznych ścian bloku. Dopiero jak jedna z nich spadła dziecku na głowę, sprawą zajęła się administracja budynku. Pracownicy wytłukli wszystkie szklane tafle. – Za chwilę przyjechali dziennikarze z kamerą i pokazali zdemolowany blok, z komentarzem, że to zrobili mieszkańcy. Nie ukrywamy, że mieszka tu patologia, ale są też ludzie, którzy żyją normalnie. A poza tym, czy gdzie indziej nie ma patologii? Najłatwiej jednak pokazać w telewizji zespawane blachą drzwi i szyby.
Blok jest w fatalnym stanie. Podobno osiada z jednej strony. Zdewastowane i zdemolowane korytarze, poobrywane skrzynki pocztowe. To jednak jeszcze nie dowód na to, że do takiego stanu rzeczy przyczyniają się wszyscy mieszkańcy. Nad bezpieczeństwem lokatorów czuwa tutaj ochrona. Jeżeli przychodzi z interwencją policja czy straż miejska to do kilku mieszkań, a nie do całego bloku.
– Jest kilka mieszkań na parterze, do których schodzą się różni ludzie z miasta. Jak się naćpają, to się potem nie kontrolują – tłumaczą kobiety. Pamiętają włamanie na IV piętrze. Naćpani rabusie okradli babcię, która się utrzymuje z 400 zł renty. Ukradli wszystko, co przedstawiało jakąś wartość. Nawet zepsutą komórkę, która cały czas musiała się ładować. – Ale to nie byli nasi – zapewniają sąsiadki.
Na korytarzach hałasują dzieciaki. - Do południa są na świetlicy lub w szkole a po południu gdzie mają być? Mieszkania są 24 metrowe, albo i 13-metrowe. Czasami dzieci jest kilkoro w takim lokalu. Nie będą siedzieć w takiej ciasnocie. Wyjdzie jeden, wyjdzie i drugi. Jak się zbierze pięcioro, to jest hałas – tłumaczy Beata L.
Do tego ściany dzielące mieszkania są zbyt cienkie. Człowiek czasem musi krzyknąć. – Jak się pokłócę z mężem, to sąsiadka z boku wie, o co nam poszło – twierdzi Beata L, która mieszka w słynnym bloku wraz ze swoją rodziną od 9 lat. Mimo starań, nie udało jej się stąd przeprowadzić. – Co roku chodzi pogłoska, że Vectra wykupuje ten budynek i że będą dawać mieszkania. Jak nie Vectra, to może urząd miasta. Mimo tego, że chcę się stąd wyprowadzić nie cierpię, jak ludzie traktują mnie jako gorszą tylko dlatego, że tu mieszkam. Taryfiarze boją się przyjeżdżać pod ten blok, bo rzekomo za kursy stąd ludzie nie płacą.
Zdarza się, w przypadkowych rozmowach z mieszkańcami Otolińskiej 23 ludzie pytają, czy w budynku jest światło. – Przecież przy świeczkach nie siedzimy. Tu się naprawdę poprawiło, od chwili gdy wiele rodzin z Otolińskiej wyeksmitowano na Żyzną – mówi Małgorzata F., którą upokarzało też traktowanie opiekunki socjalnej z MOPS-u. Przychodziła w asyście strażnika miejskiego.
– Nie chcę, żeby obca osoba wiedziała, o czym mówię opiekunowi. Poprosiłam strażnika, żeby został za drzwiami. Ten powiedział mi, że będzie głuchy. To kazałam mu przyjść, jak faktycznie ogłuchnie. Stanął na korytarzu, ale jeszcze powiedział opiekunce, żeby krzyknęła w razie jakby co. Opiekunka bała się psa. Powiedziałam jej, że ani ja jej nie pogryzę, bo nie mam zębów, ani tym bardziej pies, bo to szczeniak i mu zęby wylatują – opowiada kobieta.

Kuratela MZ-tki
Takich historii jest znacznie więcej. Każdy przypadek dotyka kobiety z Otolińskiej 23, które zgłosiły się do naszej redakcji. Stworzyły też swoją grupę wsparcia. – Przecież nie pójdę się wypłakać mamie w rękaw, że jest mi źle. Jak pogadamy sobie z sąsiadkami o tych samych problemach, to nerwy odpuszczają – tłumaczy Monika G. W prowadzeniu tej grupy pomaga pedagog z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Kobiety nauczyły się mówić „nie”, protestować przeciwko atakom na ich poczucie godności. - Dzięki temu nie czujemy się już takie niedowartościowane i gnębione. Znalazłyśmy odwagę, żeby sprzeciwić się temu, co czytamy w gazetach o naszym bloku – zaznaczają kobiety. Z dyżurującym pedagogiem o swoich problemach, w tym także szkolnych mogą również porozmawiać dzieci.
– Nauczyciele stawiają jedynki naszym dzieciom, za to, że są nieprzygotowane, a nie dlatego, że mieszkają tutaj – twierdzi Monika G.
– W poniedziałek dzieci szły do kina. Nie miałam 12 zł, żeby dać synowi na bilet. Jak człowiek żyje na zasiłku w wysokości 400 zł, to każdą złotówkę dwa razy ogląda. Wychowawczyni dała synowi darmowy bilet, bo zawsze jeden taki ma w zapasie. Czy miałam o to robić awanturę? – pyta Małgorzata F.
Co dalej? Czy zła sława bloku przy ulicy Otolińskiej jest przesadzona? Czy może przytłaczać, obrażać i utrudniać życie niewinnym mieszkańcom?
Blok mieszczący się przy ulicy Otolińskiej 23 należy do tzw. MZ-tki, czyli Miejsc Zagrożonych w Płocku. Pod uwagę brane są również bloki przy ulicy Lachmana, czy Kwiatka. Oznacza to, że w te miejsca wysyłane są częstsze patrole policji i straży miejskiej, ze względu na dużą ilość zgłaszanych tu interwencji. Jeśli sytuacja poprawi się, istnieje możliwość zdjęcia danego bloku z MZ-tki. - Z sygnałów, które docierają do Straży Miejskiej blok przy ul. Otolińskiej 23 wciąż jest rozkradany i demolowany. Zakłócany jest tu porządek publiczny. W trosce o spokój i bezpieczeństwo lokatorów, którzy czują się zagrożeni wysyłamy tu patrole – tłumaczy Jolanta Głowacka, rzecznik prasowy Straży Miejskiej w Płocku. Według potrzeb i przepisów legitymowane są osoby spotykane nawet na korytarzu. Zdarza się, że osoby które dokonały kradzieży, włamań itp. zajść, zamieszkałe w innych dzielnicach Płocka ukrywają się w tym budynku. Również dzielnicowy czasami kilka razy dziennie musi zjawiać się pod tym adresem.
O pomoc do Straży Miejskiej zgłosił się również Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Płocku. Opiekunki bały się same przychodzić na wywiady środowiskowe. Zdarzało się, że były wyzywane, grożono im. Stąd wizyty pracownic MOPS-u odbywały się przez pewien czas w asyście służb miejskich.
– Były to jednak sytuacje jednostkowe – zaznacza Mirosław Chyba, zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Płocku, przy czym podkreśla, że działanie placówki dalekie jest od ulegania stereotypom i uogólnieniom. – Najłatwiej jest napiętnować. My staramy się pomóc. Stworzyliśmy w budynku przy ulicy Otolińska 23 świetlicę środowiskową i ognisko dla najmłodszych. Kobiety mogą tu uczestniczyć w zajęciach grupy wsparcia, która oferuje szeroko rozumianą pomoc psychologiczno-pedagogiczną i kompleksowe poradnictwo – dodaje Mirosław Chyba.
Jak widać na przykładzie kobiet, które zgłosiły się do naszej redakcji działania grupy wsparcia przynoszą już pierwsze efekty. Ważne, że znalazło się kilka osób, które chcą, aby na Otolińskiej 23 żyło się lepiej.


Blanka Stanuszkiewicz
fot. Dariusz Ossowski




Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości