Kongres Kobiet (kto z Szanownych Czytelników jeszcze pamięta…) wystąpił z listem do szefa największej partii opozycyjnej w sprawie „rzeczywistego parytetu” na listach wyborczych do parlamentu. Na czym owa „rzeczywistość” ma polegać? Pomysł zawiera się w formule 3 x 50.
Pięćdziesiąt procent miejsc, pięćdziesiąt procent „jedynek” i pięćdziesiąt procent miejsc ostatnich (wbrew pozorom lepszych niż w środku stawki) dla kobiet! Cóż, starsi Czytelnicy zapewne pamiętają podobny układ. 3 x 15! Takie stawki podatków PIT, CIT i VAT obiecała ta sama partia przed wyborami w 2005 roku. Nie wyszło… Czy zatem warto sięgać po ten schemat? To już zmartwienie autorek.
A odpowiedź adresata? Szef sztabu wyborczego rzeczonej partii stwierdził dyplomatycznie, iż „decyzje o ostatecznym kształcie list będą podejmowane przez władze poszczególnych ugrupowań koalicji” i „obserwuję w Platformie aktywność wspaniałych kobiet, o parytet jestem spokojny”. Co miał na myśli? Parytet ustawowy to trzydzieści pięć procent…
T o oczywiście nie moje zmartwienie. Ciekawe jest za to, o co chodzi autorkom tego rewolucyjnego projektu? To ma być pomysł na sukces wyborczy, czy na urzeczywistnienie konstytucyjnej zasady sprawiedliwości społecznej? Na pierwszy rzut oka wygląda na to drugie, ale… Jeśli to ma być recepta na pokonanie koalicji rządzącej, to mamy wreszcie jakiś powiew świeżości. Akcent pozytywny w morzu tych wszystkich „anty…” poza które nie potrafi się wychylić dzisiejsza opozycja. Czy skuteczna? Przypuszczam, że wątpię, jak mawiał klasyk! Płeć jako kryterium skuteczności w polityce słabo się sprawdza. Wystarczy wspomnieć przypadek Partii Kobiet… Można go porównać do casusu narodowców. Oba te ugrupowania mają tę samą piętę achillesową. Brak „elektoratu”. Kobiety nie głosują na kobiety! Gdyby było inaczej, parlament składałby się wyłącznie z przedstawicielek płci pięknej, które stanowią wyraźną większość uprawnionych do głosowania. Zatem z tym sukcesem wyborczym może być… Różnie. Oczywiście nie jest on niemożliwy. Przykładów choćby z ostatnich wyborów nie brakuje. Najwięcej głosów, ponad pół miliona, uzyskała w nich wszak kobieta, była szefowa rządu. W jednym okręgu wyborczym zebrała więcej niż niektóre partie posiadające reprezentację w Sejmie w całym kraju! Bez ględzenia o parytetach… Zatem zamiast się uskarżać, że „do Brukseli pojechało 11 kobiet z partii rządzącej i sześć z Koalicji”, choć „połowę kandydatek Koalicji Europejskiej stanowiły kobiety” z czego
„zaledwie trzy trafiły na pierwsze miejsca na listach”, trzeba zakasać rękawy! „Na wygląd trzeba zapracować” drogie panie, jak powtarzała nieodżałowana Irena Kwiatkowska w „Czterdziestolatku”. Też kobieta…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze