Reklama

Na wakacje nie zawsze pociągiem czy samolotem

25/07/2018 08:25
Ciekawość świata trzeba nieustannnie doskonalić, mówił pisarz, który nie był blagierem ani blogierem. Jak? Słuchać ludzi mądrych, podróżować, zmieniać pracę i mieszkania. Gdy jedni opowiadają, ile czekali na lotnisku i co otrzymali w ramach rekompensaty, my wybieramy wspólne przejazdy – wakacje tańsze niż samolot albo pociąg. Podróż „bla bla”.
Na propozycję: „posiadam dwa wolne miejsca” trzeba było trochę poczekać. W sieci owszem pojawiały się ogłoszenia, że ktoś jedzie z Krakowa albo Katowic. Ale nam po drodze do Warszawy. Wreszcie jest. Płacimy, logujemy się na stronie i otrzymujemy kontakt do kierowcy. Krótka miła rozmowa. Pytanie o ilość bagażu. Cena satysfakcjonująca – nieco ponad 200 zł za podróż do słoweńskiej stolicy.
Umawiamy się na Targówku. Elegancka mazda ma czekać przy stacji, punktualnie o 18.00. Ola podwozi nas do Trasy Toruńskiej. Dojeżdżamy o czasie. Ale... Kto jechał choć raz do Ikei, wie jaki tam jest ruch, ile trzeba determinacji, by noga za nogą wjechać na ślimak i odetchnąć z ulgą. Silnik zazgrzytał i zgasł. Stoimy pod górką na awaryjnych. Za nami tworzy się sznur. Boimy się tych klaksonów albo jeszcze czego gorszego, bo w aucie blondynki. O dziwo nikt nie trąbi, ale też nie pyta w czym pomóc.
Ola przemawiając czule do swojego volkswagena próbuje go uruchomić. Trochę się zmęczył i zagrzał. Po 5 minutach, które wydawały się kwadransem, silnik zaskoczył. Zjeżdżamy na stację tylko odrobinę spóźnieni. Jest mazda! Od razu uwaga – bądźcie miłymi pasażerami. Nie strójcie fochów, nie róbcie zawiedzionych min. Akceptujemy wszystko, bo droga daleka.
Uśmiechnięty kierowca (jedzie z żoną do chorwackiej Puli) nie zżyma się na moją dodatkową torbę, choć uzgodniliśmy, że będzie tylko jedna plus walizka. Przepraszam tłumacząc, że jadę m. in na urodziny i tradycyjnie zabieram domowy pasztet, krakowską suchą i pierogi, które zrobiła znajoma. Śmiech podróżnych rozładowuje atmosferę. Torba jednak nie mieści się w bagażniku. Biorę ją pod nogi i w takiej pozycji będę jechać przez całą noc.
Jacek zna trasę doskonale. Wcześniej, jako student, jeździł na południe z kolegami. Teraz chce pokazać żonie wszystko, co go oczarowało. Autostrada prawie pusta. Zatrzymujemy się kilka razy, by kupić winiety i coś przegryźć. Przy kawie dowiadujemy się, że Anna, która też wsiadła w Warszawie, jedzie do Rovinja tańczyć. Chorwacki Letni Festiwal Salsy całe miasto zamienia w parkiet. Warsztaty odbywają się m.in. w powstałej w XIX stuleciu fabryce papierosów Adris. Jutro Anna będzie szlifować salsę na statku.
Nad Lublaną
smoki i kawa
Kierowca podwozi nas na dworzec, chociaż mógł zjechać wcześniej i ominąć słoweński odcinek autostrady. Wielu tak robi, nie chcąc płacić za dodatkową winietę.

Lena Szatkowska
fot. Marta Kunavar




 
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości