Większe okonie nie manifestują za bardzo swojej obecności, kiwok ledwo się ugnie, przesunie lub uniesie. Zacinać trzeba nawet najmniejszy mikroruch czujnika, a o miłą niespodziankę w postaci dorodnego „garbusa” nietrudno. Jeśli jednak zacięcie będzie puste, nie należy się zniechęcać, tylko bardziej popracować nad ruchami mormyszki. Często się zdarza, że okoń, już zdecydowany na połknięcie przynęty, powtórzy swój atak. Płoć jest wymagająca i trzeba jej podać małą mormyszkę, ot, wielkości ziarna pszenicy. Niegdyś był z tym problem, szczególnie na głębszych łowiskach, jednak od czasu, gdy pojawiły się mormyszki wolframowe, możliwości wędkarza łowiącego pod lodem poszerzyły się. Płociowe kolory to srebrny, biały, żółty i czarny. Dobrze jest mormyszkę pomalować perłowym lakierem do paznokci. W przypadku łowienia płoci bardzo korzystnie jest wspierać się zakładanymi na haczyk mormyszki larwami ochotki, które w znacznie większym stopniu niż sama mormyszka zachęcają ryby do brań. Dobrze też jest płocie zanęcić w sposób klasyczny, tak jak byśmy łowili ją na wędkę spławikową. Receptur na dobre zanęty jest wiele, przypomnę tylko w tym miejscu, że być może wsypywanie do przerębli zwykłych, nie sparzonych wrzątkiem płatków owsianych wydać się może prostackie i nienowoczesne, to jednak do tak przygotowanych łowisk podpływają wyjątkowo duże płocie, a nawet leszcze.
Tekst i fot. Andrzej Konowrocki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze