Gdy zaczynałem eksperymentować z łowieniem brzan na martwe rybki większość moich zacięć trafiało w próżnię. I to nawet wtedy, gdy biorąca ryba przyginała wędkę do samej wody. Doskonale wiedziałem, dlaczego tak się dzieje, gdyż wiele razy miałem okazję obserwować moment brania – brzana zdecydowanie chwyta przynętę do pyska, jednak nigdy od razu nie połyka jej głębiej. Na początku zakładałem na haczyk po trzy małe strzeble naraz (za pyszczek). Efekt był jednak taki, że zacinałem jedynie co trzecią biorącą rybę. W końcu udało mi się rozwiązać także i ten problem. Łowię teraz tylko na jedną dość dużą strzeblę, a żyłkę przyponową przeprowadzam igłą do przynęt przez pyszczek oraz otwór odbytowy martwej rybki. Do końca żyłki przywiązuję haczyk nr 2 i wciągam go do otworu odbytowego strzebli tak, aby na zewnątrz wystawało jedynie kolanko oraz ostrze. Praktyka dowiodła, że to było właśnie to – puste brania stały się znacznie rzadsze. Aby zmniejszyć masę rybki przynętowej, wciskam jej do pyszczka trochę tworzywa piankowego. Dzięki temu prostemu zabiegowi udało się jeszcze bardziej ograniczyć liczbę pustych brań. Normalnie łowię na martwą rybkę z samego dna na zestaw z koszyczkiem zanętowym. Jeżeli uda mi się znaleźć odcinek z dnem całkowicie pozbawionym zaczepów, dość chętnie łowię też na przynętę spuszczaną z nurtem na luźnej żyłce.
Opracowanie i fot. Andrzej Konowrocki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze