Pierwsze informacje o projekcie budowy luksusowych loftów przy ul. Warszawskiej pojawiły się w prasie w 2009 roku. W miejscu dawnej, niedziałającej już drukarni, miało powstać najdroższe w mieście miniosiedle. I powstawało, rozbudzając wyobraźnię co zamożniejszych płocczan, którzy już myśleli o tym, żeby zamieszkać w wielkich, ponad stumetrowych modnych mieszkaniach z garażami podziemnymi i widokiem na Wisłę. Ci biedniejsi z zazdrością spoglądali na rosnące mury budynków lub czytali stronę internetową z propozycjami lokali, z ceną deweloperską za metr kwadratowy ponad 5,5 tys. zł. Wówczas to była rekordowa cena, najwyższa w mieście.
Inwestycja miała być zrealizowana w 2012 roku, ale dużo rzeczy poszło nie tak. Potentat na rynku, wcale nie deweloperskim, który stał się posiadaczem terenów po dawnej drukarni, nie poradził sobie z budową. Dziś, po latach zmian właścicieli terenu - prawdopodobnie teraz jest to jeden z banków - nikt nie wie, co się tam dzieje. Istniejące budynki niszczeją, nie ma do nich dostępu, ze źródeł dobrze poinformowanych wiemy, że zostały całkowicie ogołocone.
Wyrwano wszystkie kable, wymontowano okna, urządzenia sanitarne, wszystko, co miało jakąś wartość, zostało sprzedane. Nie, nie przez inwestora czy wykonawcę, ale przez bezdomnych, którzy ponoć całkowicie opanowali jeden z budynków i tam zrobili swoją siedzibę.
Piszemy ponoć, bo wiemy o tym tylko z relacji czytelników. Jeden z nich przypomniał nam o tej oczekiwanej przez wielu inwestycji. – W 4-piętrowym budynku, tym stojącym od strony Wisły, mieszkają teraz bezdomni. Chyba w środku palą ogniska, bo stale jest to zadymiony teren. Z tego co wiem, to nikt nie chce tam wejść, ani policjanci, ani strażnicy miejscy, bo nie wiadomo, kto jest teraz właścicielem budynków, a bez jego zgody wejść nie można – tłumaczy pan K.
I dodaje, że chyba deweloper zbankrutował podczas budowy mini osiedla luksusowych loftów. – Z tego co pamiętam, jeden budynek zostawił w stanie deweloperskim zamkniętym, drugi, z czerwonej cegły jest dziś niedostępny. Nie ma wejścia, a ciekawskich straszą dwa biegające luzem psy, przez co nikt nie ma odwagi się zbliżyć.
Z informacji pana K. wynika, że ta dewastacja zaczęła się dopiero jesienią ubiegłego roku. – Tam zostało utopionych mnóstwo pieniędzy, bo wszystko miało być eleganckie, drogie, porządne. Nie tylko w środku budynków, ale nawet ogrodzenie wyglądało na drogie. Teraz jest płyta tekturowa zamiast furtki, powyrywane kratki na kominach, jedna wielka dewastacja. I co najgorsze, nikomu to nie przeszkadza – twierdzi czytelnik.
Całość przeczytacie w najbliższym wydaniu Tygodnika Płockiego.
Jol.
Fot. D. Ossowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Za to komuś przeszkadza, że bezdomni tam mieszkają. No cóż, stan kiedy jest Ci zimno, jesteś głodny albo chce się spać i nie ma gdzie - można porównać... Do stanu kiedy chce się pilnie do toalety. Wszystko przestaje się liczyć - ważne jest tylko zaspokojenie pilnej potrzeby.
Nie tyle, że ktoś się schroni przed zimnem i szarugą ile to, że to są dewastujące łajzy i złodzieje.
Za to komuś przeszkadza, że bezdomni tam mieszkają. No cóż, stan kiedy jest Ci zimno, jesteś głodny albo chce się spać i nie ma gdzie - można porównać... Do stanu kiedy chce się pilnie do toalety. Wszystko przestaje się liczyć - ważne jest tylko zaspokojenie pilnej potrzeby.
Nie tyle, że ktoś się schroni przed zimnem i szarugą ile to, że to są dewastujące łajzy i złodzieje.