Reklama

Nie lubię słowa „konkurencja”

17/11/2016 08:35
Z dyrektorem Harcerskiego Zespołu Pieśni i Tańca „Dzieci Płocka” Tadeuszem Milke rozmawia Marta Szatkowska-Kunavar

Przypominasz sobie swój pierwszy dzień w zespole?
– Niestety nie. Pierwsze wspomnienie, jakie przychodzi mi na myśl, związane jest ze spaniem na pomarańczowym fotelu, kiedy odebrany z przedszkola przez dziadka spędzałem czas w jego gabinecie.
W rodzinie, której wszyscy członkowie mają wspólną pasję, trudno wybrać coś innego. Nie wolałbyś na przykład grać w piłkę albo w szachy? Czy w ogóle miałeś możliwość zadecydowania o tym, jak spędzać czas po szkole?
– Pomimo że decyzja o uczestnictwie w Zespole była faktycznie w znacznym stopniu podyktowana rodzinną tradycją, wydaje mi się, że nie kolidowała z innymi formami aktywności. Tak było w moim przypadku. To, że chodziłem na zajęcia do Zespołu, było podyktowane głównie tym, że udało nam się stworzyć fajną i zgraną grupę.
Wyobrażam sobie, że w waszym domu nigdy nie milkły rozmowy o sprawach Zespołu. Dziadek Wacław, babcia Sabina, tata Andrzej, nawet twoja mama – wszyscy pracowali albo pomagali w „Dzieciach Płocka”. Czy udawało się oddzielić życie zawodowe od prywatnego?
– I tak, i nie. Skłamałbym, gdybym powiedział, że życie Zespołu nie przenosiło i nie przenosi się na życie prywatne. Ponieważ moja żona Agnieszka to również „dziecko Płocka”, jest bardziej wyrozumiała. Nasz najstarszy syn jest teraz uczestnikiem Zespołu. Drugi ma dopiero trzy lata, ale z całą pewnością będę zachęcał go do tego, żeby przeżył „zespołową” przygodę. W domu często poruszane są sprawy „zespołowe”. Wcześniej strażnikiem rodzinnego życia była babcia, która często przy kolacji wtrącała: „koniec dyskusji o Zespole, jesteśmy teraz w domu”. Myślę, że udało się jednak wypracować złoty środek i oddzielić to, co zupełnie prywatne od tego, co dzieje się w Zespole.
Skończyłeś studia niezwiązane bezpośrednio z profilem Zespołu, ale kontynuujesz to, co robili dziadek i ojciec. Kto miał wpływ na twoje decyzje?
– Skończyłem studia na kierunku stosunki międzynarodowe i znaczna część mojego życia zawodowego jest związana z uzyskanym wykształceniem. Jeżeli chodzi o połączenie tego z działalnością w Zespole, to w mojej ocenie tylko ułatwia głębsze zrozumienie na pozór prostego stwierdzenia, które stało się mottem działalności placówki: „aby zbliżyć narody, należy zaprzyjaźnić dzieci”. Nie można być idealistą, ale warto wykonywać pracę wierząc w jej sens. Decyzje natomiast należy podejmować samemu, bo później sami ponosimy ich konsekwencje.
Jeżeli miałbym wskazać, co najważniejszego otrzymałem od swoich przodków, to wydaje mi się, że byłaby to tak ważna w dzisiejszych czasach wiara w drugiego człowieka. To rzecz nieodzowna i nieoceniona w pracy Zespołu.
Dyrektorem „Dzieci Płocka” jesteś od kilku lat. Co uważasz za swój sukces?

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości