Ponawiam rzut i sytuacja się powtarza. Seria krótkich, delikatnych, szybkich muśnięć przynęty tuż u podstawy piaszczystej przykosy! Robi mi się gorąco. W dodatku odczuwam coraz większe napięcie. Szybko postanawiam – jeszcze jedno poprowadzenie tego woblera; jeżeli pstrąg nie pochwyci go zdecydowanie, zmieniam przynętę. Rzucam. Jestem bardzo spięty. Wobler już w jamie. Wolno, z przerwami, kręcę kołowrotkiem, przytrzymując co chwilę wobler na krótko w bezruchu. Kiedy jest już blisko krawędzi przykosy, spostrzegam, jak z mrocznej jamy wolno podnosi się ku niemu wspaniały, blisko półmetrowy pstrąg. Krew uderza mi do głowy gorącą falą. Szybkie, krótkie targnięcie! Zacinam. Siedzi! Znowu targnięcie! Błysk srebrzystego, nakrapianego boku ryby i próba zejścia w ciemny odmęt jamy. Serce mało nie wyskoczy mi z piersi! I jakaś nagła suchość w gardle… Widzę, jak potrząsa głową na boki, szarpie szczytówką spinningu, próbując za wszelką cenę uwolnić się i skryć na powrót w mrocznej głębi. Wiem, że nie mogę do tego dopuścić – tam podwodny wykrot i odsłonięte przez nurt korzenie przybrzeżnych drzew. Nerwówka, muszę go bowiem przytrzymać i zmusić do wypłynięcia na przykosę. Udaje się, wyprowadzam go na płytki, piaszczysty fragment dna. Teraz widzę go jak w akwarium. Robi wrażenie! I wcale nie wygląda na zabiedzonego zimowego potarłowego pstrąga. Jego grzbiet jest krępy, muskularny, a boki krągłe. No i wspaniale wybarwiony – ciemnobrązowy grzbiet, boki srebrzyste z jasnobrązowym, metalicznym nalotem, dużymi wyrazistymi czarnymi kropkami i rzadszymi, mniejszymi czerwonymi. Piękne jasnopomarańczowe podbrzusze i pomarańczowobrązowe płetwy brzuszne.
Tekst i fot. Andrzej Konowrocki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze