Rozwój platform sprzedażowych z Azji zmienił obraz polskiego handlu detalicznego. Konsumenci coraz częściej korzystają z atrakcyjnych cenowo ofert, nie zdając sobie sprawy, że niższa cena jest częściowo wynikiem mniejszej ochrony prawnej kupującego. Zakupy na azjatyckich platformach sprzedażowych wymagają od polskiego nabywcy znajomości przepisów wykraczających poza standardową ochronę konsumenta. Użytkownik staje się de facto importerem, co wiąże się z osobistą odpowiedzialnością za bezpieczeństwo produktu, obowiązkami celno-skarbowymi oraz ryzykiem prawnym związanym z ochroną własności intelektualnej.
Prawidłowa identyfikacja kontrahenta stanowi fundament bezpieczeństwa prawnego. W relacjach z podmiotami azjatyckimi konsumenci często błędnie zakładają, że zawierają umowę z polskim przedsiębiorcą – polskojęzyczny interfejs i ceny podawane w złotówkach utrwalają to przekonanie. Ustawa z dnia 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta przyznaje pełne prawo odstąpienia od umowy w terminie 14 dni wyłącznie wtedy, gdy sprzedawca kieruje działalność na polski rynek. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wskazuje, że o takim „kierowaniu” świadczy nie tylko język, ale też stosowanie domen krajowych czy podawanie numerów telefonów z polskim prefiksem. Brak tych elementów może oznaczać, że spór prawny będzie rozstrzygany według prawa kraju siedziby sprzedawcy, co w praktyce uniemożliwia skuteczną walkę o zwrot pieniędzy.
Model dropshippingu komplikuje tę zależność jeszcze bardziej. Polski podmiot występuje wówczas jedynie jako pośrednik: jeśli regulamin wskazuje, że sprzedawcą pozostaje firma z Chin, pośrednik odpowiada wyłącznie za przekazanie zamówienia. Przy zakupie bezpośrednio z Azji konsument przejmuje ryzyko związane z wadami towaru. W razie pożaru wywołanego przez wadliwą elektronikę lub zatrucia substancjami chemicznymi w zabawkach, dochodzenie roszczeń od producenta z Chin staje się praktycznie niemożliwe. GPSR wymaga ponadto, aby na produkcie lub opakowaniu znajdowały się dane kontaktowe producenta bądź importera oraz instrukcje w języku polskim. Brak tych elementów stanowi podstawę do zakwestionowania legalności wprowadzenia towaru do obrotu przez organy celne.
Transakcje z krajami trzecimi generują obowiązki publicznoprawne, których niedopełnienie skutkuje zatrzymaniem przesyłki przez służby skarbowe. Od lipca 2021 r. każda paczka importowana spoza Unii Europejskiej podlega opodatkowaniu VAT niezależnie od jej wartości. Większość dużych platform pobiera podatek w momencie transakcji, korzystając z systemu Import One-Stop Shop (IOSS). Jeśli platforma nie rozlicza VAT, obowiązek ten spoczywa na odbiorcy, który musi uregulować należność przy odbiorze przesyłki. Przesyłki o wartości przekraczającej 150 euro wymagają dodatkowo opłacenia cła według stawek zintegrowanej taryfy celnej (ISZTAR). Cło na odzież i obuwie może sięgać kilkunastu procent. Unia Europejska planuje w najbliższych latach całkowitą likwidację progu 150 euro, co sprawi, że cło stanie się należne od każdej transakcji, bez względu na jej niską wartość.
Odrębny, surowy reżim prawny dotyczy importu towarów naruszających prawa własności przemysłowej. Zgodnie z art. 305 ustawy z dnia 30 czerwca 2000 r. – Prawo własności przemysłowej, wprowadzanie do obrotu towarów z podrobionym znakiem towarowym stanowi przestępstwo. Zakup pojedynczej sztuki na własny użytek rzadko kończy się procesem karnym, jednak organy celne obowiązkowo zatrzymują i niszczą taki towar na koszt importera. Procedura ta generuje dodatkowe koszty utylizacji, którymi obciąża się kupującego. Właściciele znanych marek coraz częściej kierują roszczenia cywilne przeciwko osobom prywatnym, domagając się odszkodowań za naruszenie renomy znaku. Termin „replika”, powszechnie stosowany na azjatyckich portalach, nie ma mocy prawnej i nie zwalnia nabywcy z odpowiedzialności za sprowadzenie podróbki. Świadomość, że dany produkt nie jest oryginałem, może być okolicznością obciążającą w przypadku sporu z właścicielem praw autorskich.
Produkty techniczne, w tym elektronika i zabawki, muszą spełniać wymagania zasadnicze określone w unijnych Dyrektywach Nowego Podejścia, co potwierdza oznakowanie CE. Jego brak na produkcie sprowadzanym z Azji stanowi istotną wadę prawną. Art. 556 Kodeksu cywilnego nakłada na sprzedawcę odpowiedzialność za wady fizyczne i prawne rzeczy sprzedanej. W realiach handlu pozaunijnego egzekwowanie rękojmi napotyka jednak ogromne bariery logistyczne. Odzyskanie środków od firmy nieposiadającej majątku ani przedstawicielstwa w Polsce bywa niewykonalne, mimo że prawo zobowiązuje sprzedawcę do pokrycia kosztów zwrotu, o których nie poinformował przed zakupem. Konsument powinien zatem każdorazowo sprawdzać adres zwrotny; jeśli znajduje się on w Chinach, koszt wysyłki reklamacyjnej często przewyższa cenę samego przedmiotu.
W kontaktach handlowych z profesjonalnymi podmiotami należy zakładać, że potrafią oni zadbać o swoje interesy. Jeśli decydują się na sprzedaż produktu po cenie niższej od rynkowej, produkt ten zazwyczaj ma jakieś wady. W przypadku zakupów spoza Unii Europejskiej wadą tą są ograniczenie praw i zwiększenie ryzyka nabywcy. Okoliczność tę należy uwzględnić szczególnie przy zakupach produktów potencjalnie awaryjnych lub niebezpiecznych.
r.pr. Karol Olkuski
www.olkuski.legal
tel. 604-960-660
Płock, Stary Rynek 2 lok 1B
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze