Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył ponad 2,7 mln złotych kary na firmę, która „organizowała pokazy handlowe i wprowadzała konsumentów w błąd”. „Zapraszała konsumentów telefonicznie na bezpłatne badania”, w trakcie których „uczestnicy byli badani przy użyciu urządzenia”, które „nie jest wyrobem medycznym do oceny stanu zdrowia”. Przedstawiciele firmy „interpretowali wyniki tych badań i diagnozowali choroby. Później namawiali do zakupu produktów… które miały pomóc w pozbyciu się rzekomych dolegliwości”. Po co o tym piszę? Cóż, takie „numery” są powszechnie serwowane klientom, których owi „przedstawiciele” najwyraźniej uważają za łatwy łup w tym barbarzyńskim polowaniu. Chodzi o osoby starsze, które nie czują się najlepiej w epoce galopującego postępu technicznego.
P onieważ mój pesel zaczyna się od pary cyfr wyglądających w tym kontekście nadzwyczaj obiecująco, też otrzymuję zaproszenia… I właśnie to jest powód. Dopiero co wróciłem z takiego spotkania. Razem z żoną, bo tym razem było to zaproszenie dla par. Oto krótka relacja. Do żony zadzwoniła pani z radosną informacją, iż znalazła się na wyjątkowo ekskluzywnej liście wybrańców (tylko czterystu w całym kraju), którzy wezmą udział w spotkaniach zakończonych wręczeniem każdej parze, całkowicie bezpłatnie, najnowszej wersji notebooka. Poza tym żadnych garnków, żadnych propozycji zakupów… Ma to być forma testów tego urządzenia. „Oferta” była tak grubymi nićmi szyta, że trudno było odmówić sobie przyjemności obejrzenia tego pasjonującego spektaklu.
I rzeczywiście! Jeśli ktoś miał wątpliwości co do charakteru imprezy, to już na początku zostały rozwiane. Firma działa bowiem w branży… medycznej (patrz wyżej). Oferuje urządzenia do masażu. A za prowadzącym „event” ustawione były… Tak, słusznie się domyślasz Szanowny Czytelniku. Topowa wersja garnków, a ponadto superodkurzacz, hiperrobot kuchenny, ekstrawirówka… Okazało się, że to wyroby… sponsorów spotkania! Im właśnie nasz prowadzący poświęcił najwięcej czasu. Wielka jest siła sponsoringu… Z braku miejsca nie mogę się rozdrabniać, zatem przechodzę do meritum. Na koniec najważniejszy punkt programu. Losowanie nagrody głównej. Do wyboru dwa urządzenia masujące. Cena osiem tysięcy dziewięćset każdy. Podaję kwotę, bo nagrodę trzeba kupić! Jako bonus prowadzący dorzuca pozostałe prezentowane wyroby. Garnki, odkurzacz itd. Łączna wartość tych bonusów - ponad dwadzieścia tysięcy. Po wylosowaniu zwycięzcy prowadzący nie ujawnia jego danych. Przepytuje po kolei, kogo ucieszyłaby wygrana. Wylosowanego nie, zatem niszczy los i zaprasza trójkę entuzjastów na bok celem podpisania umowy. Pozostali otrzymują prezenty. Nie, nie notebooki…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze