Reklama

Kolorowy krzyk, biało-czarny spokój

30/07/2012 09:29
– To, co staram się przekazać jako dojrzały człowiek i artysta to odzwierciedlenie mojego życia, mojej przeszłości, ubrane w formę graficzną i malarską. Sztuka moja nie przeraża, nie pokazuje wojny i jej tragedii, nie pokazuje zabitych i zabijanych. Nie jest to credo artystyczne, specjalna filozofia życia. To przychodzi samo w trakcie procesu twórczego. Być może, że jest to mój krzyk, którym staram się wyrzucić z podświadomości moją przeszłość – napisał w 1993 roku Felix Tuszyński. Płocczanin, artysta, który został uhonorowany inauguracyjną wystawą w galerii Muzeum Mazowieckiego mieszczącej się w podziemiach NovegoKina Przedwiośnie, kilka dni temu skończył 90 lat.
Urodził się w Płocku 19 lipca 1922 roku i tu spędził pierwsze 11 lat swojego życia. Mieszkał wraz z rodzicami i czwórką rodzeństwa (trzema braćmi i siostrą Tolą) w domu przy ulicy Jerozolimskiej 6. Płock zapisał się w jego pamięci szczególnie ciepło, choć wyprowadzka z miasta wiązała się raczej ze smutnymi wydarzeniami: w 1933 roku spalił się sklep ojca, a budynek przy Jerozolimskiej przeznaczono do rozbiórki. Rodzina przeniosła się więc do Brzezin. Ojciec rozpoczął pracę w magistracie w Łodzi. Mama, z zawodu położna, zajmowała się dziećmi. W 1936 roku Tuszyńscy zamieszkali na stałe w Łodzi. To tu zastała ich wojna. Wszyscy młodzi uciekają z miasta, najlepiej do Warszawy, bo to stolica, będziemy bezpieczni. […] biegniemy dzień i noc do centrum kraju, to tylko 180 km, będziemy walczyć, będziemy bronić ojczyzny, uczono nas w szkole strzelać… […] Szosy pełne uciekinierów, rodziny z małymi dziećmi, wozy drabiniaste zapakowane dobytkiem, pierzyny i garnki. Nikt nie wie dokąd, ale wszyscy uciekają przed wojną. […] Zabici i ranni, zabite konie, płonące wsie i miasteczka. Już nic nie można kupić do jedzenia.[…] Docieramy do Warszawy. Całą ludność zmobilizowano do obrony stolicy. Po raz pierwszy w życiu przestałem być beztroskim studentem. W ciągu kilku dni przybyło mi lat i wiedzy o wartości życia.
Felix Tuszyński wraz z braćmi zgłosił się do obrony Warszawy. Po czterech tygodniach stolica padła, a on wrócił do Łodzi, gdzie została matka. W 1941 roku całą rodzinę przesiedlono do łódzkiego getta. Matka zmarła z głodu i wycieńczenia. Po likwidacji getta w1944 roku, Felix wraz z młodszym rodzeństwem znaleźli się w Oświęcimiu. Brat zginął w komorze gazowej. Zimą 1944 roku Felix został wywieziony do obozu pracy w Niemczech, w Brunszwiku. Posądzony o sabotaż, gdy jedna z maszyn, którą obsługiwał, zepsuła się, został okropnie pobity i trafił do baraku szpitalnego. Wiosną 1945 roku obóz ewakuowano, a pozostałych przy życiu więźniów przetransportowano do Ravensbrück. Ostatnią noc w obozie spędziłem pod stosem trupów ułożonych przed barakiem. Było mi zimno od zmarłych ciał. […] Byłem żywym trupem. Mając 23 lata ważyłem 33 kg. Nie byłem w stanie chodzić o własnych siłach. Obóz wyzwolony został przez aliantów w kwietniu 1945 roku. Felix Tuszyński trafił na leczenie do niemieckich sanatoriów. Choć skierowano go do Szwajcarii, z powodu katastrofalnego stanu zdrowia, nie mógł wyjechać nigdzie dalej. Po trzech latach pobytów w szpitalach i sanatoriach z pomocą brata wyjechał do Australii. Tu mieszka od 1950 roku. Dom stoi na przedmieściach Melbourne.
Felix Tuszyński nie od razu rozpoczął trwającą ponad pół wieku przygodę z malarstwem. W środowisko artystyczne wchodził stopniowo. Najpierw sam zgłębiał historię sztuki. Czytał wiele książek, chodził na wystawy, kupował na aukcjach obrazy. Poza tym prowadził własny sklep, który zapewniał mu utrzymanie. W 1960 roku zapisał się do Malvern Artists’ Society, gdzie studiował pod kierunkiem malarza Donalda Campbella. Po trzech latach ukończył kursy. Wstąpił do Victoria Artists Society i Contemporary Artists Society. Mój pierwszy nauczyciel malarstwa w Australii Donald Campbell prowadził ze mną wielogodzinne rozmowy. Przekazywał mi swoją wiedzę nie tylko o technikach sztuki i historii, ale nauczył mnie szanować wolność twórczą artysty. On po raz pierwszy powiedział mi: „Felix, ty jesteś inny, inaczej malujesz, idź swoją drogą. Jednego dnia twoje obrazy będą wisiały w galeriach”.
Felix Tuszyński najpierw malował obrazy olejne na płótnie, charakteryzujące się często odważnymi zestawieniami kolorystycznymi. Dużo na nich postaci zwierzęcych. Sylwetki są uproszczone, wręcz geometryczne. Można na nich zobaczyć fascynację sztuką Aborygenów. Stopniowo ten „barwny krzyk” zamienił się w czarno-białe rysunki na papierze, wykonywane czarnym tuszem i cienkim piórkiem. – Ponad ćwierćwiecze chodzę z obrazami Felixa. Dość wcześnie je „przejrzałem”, jeszcze intuicyjnie, to znaczy dość mętnie i niejasno, ale – sądzę – trafnie. Felix Tuszyński jest cudotwórcą, który tworzy na płótnie światy piękniejsze i szczęśliwsze od tych, jakie przeżywa realnie. Najczęściej w centrum malowidła umieszcza siebie, swój portret (autoportret), aby panować nad dziejącym się stworzeniem, nie stracić z oczu dynamicznej sytuacji i akt stwórczy doprowadzić do pomyślnego spełnienia. Po wtóre, ta splątana na płótnie żywa masa jest wyrazem tezy o pluralizmie bytowym, co tutaj brzmi banalnie, ale przeniesiona na obszar dyskursu filozoficznego stanowi podstawę doniosłej manifestacji światopoglądowej – mówi Zbigniew Chlewiński z Muzeum Mazowieckiego.
Tuszyński przekazał Muzeum Mazowieckiemu 102 obrazy olejne na płótnie i 100 rysunków piórkiem na kartonie oraz 27 prac na papierze nieżyjącego brata Dawida. Część z tego daru znalazła się na wystawie czasowej w galerii NovegoKina Przedwiośnie, która została otwarta we wrześniu 2011 roku, podczas obchodów 190. rocznicy istnienia Muzeum Mazowieckiego. Z powodu stanu zdrowia i odległości artysta nie mógł przybyć na wystawę. Przysłał jednak nagranie, w którym mówił: Jest to mój testament artystyczny, a teraz wiem, że kiedy odejdę, moja dusza zaklęta w moich obrazach pozostanie na zawsze w moim ukochanym mieście Płocku. […] Nie była to jedyna wystawa Tuszyńskiego w mieście urodzenia i dzieciństwa. 26 czerwca 1994 roku odbyła się w Płocku pierwsza prezentacja prac artysty. 19 lipca Felix Tuszyński obchodził 90 urodziny.
Lena Szatkowska
*Cytaty pochodzą ze wspomnień Felixa Tuszyńskiego Crying in my dreams, spisanych w styczniu 1993 roku.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości