Minęło święto Trzech Króli, stąd po kolędzie możemy spodziewać się jedynie księdza w towarzystwie ministrantów, nie zaś przebierańców. Pierwsze wzmianki o kolędzie, jako wizycie duszpasterskiej, pojawiły się w XIV wieku. Wówczas to biskup krakowski Jan Bodzanta nakazał duchowieństwu, aby od parafian kolędy (ofiary) nie wymagali, jedynie przyjęli to co z łaski darują. Natomiast w 1607 roku synod piotrkowski zobowiązał księży, aby „na kolędzie grzeszników napominali, każdego do pełnienia obowiązków i przyzwoitości nakłaniali, nieszczęśliwych pocieszali”. Swego czasu krakowski wikariusz Marcin Baryczka ośmielił się, z polecenia biskupa, upomnieć króla Kazimierza Wielkiego (a król miał sporo na sumieniu, bo prowadził bujne, pozamałżeńskie, życie erotyczne). Niestety czyn ten nie spotkał się ze zrozumieniem władcy, który ową nadgorliwość potraktował jak zwykłe zuchwalstwo i rozkazał utopić księdza w wiślanej przerębli. Jednak śmierć jego nie poszła na marne, gdyż aby odpokutować tę zbrodnię król musiał pobudować pokutne kościoły. I tak to powstały kościoły: NMP w Sandomierzu, Stopnicy, Szydłowie, Zagościu, Kargowie, Wiślicy i Niepołomicach. Cóż krytyka władzy była i jest ryzykowna. Dobrze, że taką architektoniczną pokutę zadawano tylko królom, gdyż w przeciwnym przypadku mielibyśmy teraz problem z nadmiarem tych pokutnych zabytków. Wracając do duszpasterskiej kolędy, to skoro zawita do nas ksiądz, aby specjalnie nie wnikał w nasze grzechy, warto podjąć go pasztecikami, które zwyczajowo dostawali kolędnicy (przebierańcy), za swoje występy, a zwały się one szczodrakami.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze