Najwięcej miejsca w historii poświęca się mężczyznom, opowiadając o ich dokonaniach, wychwalając zasługi i często nie próbując wydobywać z cienia kobiet, które niejednokrotnie przysłużyły się dziejom w sposób niebagatelny. Nie mogło tak się stać w przypadku wspomnień o sierpniowych dniach 1920 roku w Płocku. Ta opowieść bez kobiet nie byłaby ani prawdziwa, ani możliwa.
Marcelina Rościszewska
Trudno jako pierwszej nie przywołać Marceliny Rościszewskiej, owianej legendą Komendantki. Kobiety, która wykształcenie zdobywała na Sorbonie i obracała się w młodości wśród przedstawicieli świata polskiej kultury, sztuki, polityki.
Nie dziwi zatem, że już 18 listopada 1918 roku ona właśnie powołała w Płocku Służbę Narodową Kobiet Polskich, której członkinie łączyły w sobie kobiecą wrażliwość z głębokim poświęceniem dla ojczyzny, czułość z potrzebą pracy społecznej. To na gmachu kierowanego przez nią gimnazjum, w sierpniu 1920 roku, powiewała chorągiew Czerwonego Krzyża, a od frontu pojawił się napis: „Żołnierzu polski – masz w tym budynku szpital, punkt opatrunkowy, salę wypoczynkową, intendenturę, szwalnię, herbaciarnię, biuro pisania listów i kuchnię dla odżywiania żołnierzy w okopach”.
A czyż nie iście po kobiecemu brzmi zakończenie odezwy wydanej 16 sierpnia przez Służbę Narodową Kobiet Polskich i Czerwony Krzyż: „Więc w imieniu całej ludności Płocka wołamy do Was żołnierzyki: Wytrwajcie i w naród wierzcie”. Widać tu rękę i serce matki, której dwaj synowie zaciągnęli się ochotniczo do wojska. Dziś w pamięci potomnych mocno okrzepła scena z Placu Floriańskiego, gdzie 10 kwietnia 1921 roku Marszałek Józef Piłsudski odznaczył Marcelinę Rościszewską Krzyżem Walecznych.
Za komentarz niech posłużą słowa generała Józefa Lasockiego, dowódcy Grupy Dolna Wisła: „Służba Narodowa Kobiet Polskich ze swą komendantką Marceliną Rościszewską pracowała prawdziwie po bohatersku i oddała niezapomniane zasługi przy obronie Płocka” czy rozkaz majora Janusza Mościckiego z podziękowaniem dla dzielnych obrońców Płocka, wśród których wymienione są panie: Rościszewska, Rutska, Śmieciuszewska.
Janina Landsberg-Śmieciuszewska
Skoro wybrzmiało nazwisko Janiny Landsberg-Śmieciuszewskiej przypomnijmy i jej zasługi. Ta szesnastoletnia dziewczyna, zgłaszając się do Służby Narodowej Kobiet Polskich, stając odważnie przed budzącą strach Komendantką, zadeklarowała, że chce robić to, czego nikt nie chce. Słowa okazały się prorocze.
Jak sama wspomina w swoim dzienniku, stanęła wśród gromady żołnierzy uciekających w kierunku mostu, chwyciła porzucony karabin i zawołała: „Chłopcy, to nie takie straszne! Ja wracam do miasta! Kto za mną?” Po chwili żołnierze otrzeźwieli, zabrali karabiny i pobiegli za nią na ulice Płocka.

Halina Rutska
A Halina Rutska? Jedyna kobieta, która znalazła się w zarządzie Pogotowia Wojennego, przedstawicielka Służby Narodowej Kobiet Polskich w Straży Obywatelskiej. W sierpniu 1920 roku z równym oddaniem kopała rowy i stawiała barykady, co ratowała przed bolszewikami zbiory Biblioteki i Muzeum TNP.
Helena Maria Wagnerowa
Nie sposób nie wspomnieć także Heleny Marii Wagnerowej, o której w raporcie we wrześniu 1920 roku Marcelina Rościszewska napisze: „Jeśli mowa o wytrwałości, o niezmożonej wprost i wszechstronnej pracy dla żołnierza, to przykład jej daje pani Wagnerowa. Gospoda, szwalnia, pomoc doraźna, szpitale to przedmioty jej nieustannej troski i pracowitości”.
Druhny
I jeszcze jedna piękna karta. W wojnie 1920 roku nie zabrakło płockich harcerek – opatrywały rannych, dostarczały wodę i jedzenie do okopów, donosiły amunicję pod obstrzałem nieprzyjacielskich kul. Nie doczekały takich zaszczytów, jak ich koledzy w harcerskich mundurach, nie znalazły się wśród odznaczonych w 1921 roku przez marszałka Józefa Piłsudskiego, rzadko pisały o nich gazety. Dlatego, aby podkreślić ich rolę i chociaż częściowo je uhonorować, komendantka żeńskich drużyn harcerskich Hufca Płockiego Julia Kisielewska 10 kwietnia 1921 roku, czyli w dniu wizyty Józefa Piłsudskiego w Płocku, wydała rozkaz pochwalny, w którym czytamy: „Za prawdziwie harcerskie postępowanie oraz gorliwą, pełną oddania służbę udziela się pochwały druhnie Helenie Mijakowskiej, która w czasie najazdu bolszewickiego ciężko ranna z wielką siłą charakteru umiała znosić cierpienia, a pracowitością i zamiłowaniem do nauki przezwyciężyła znaczne trudności i zrównała się z kursem w przygotowaniu do matury.
Za wzorowe spełnianie obowiązków harcerskich udziela się pochwały druhnom z drużyn żeńskich, które brały czynny udział w pracy podczas lata współdziałającej z wojskiem w obronie kraju, w szczególności zaś druhnie Janinie Kąkolewskiej za pełne odwagi i przytomności umysłu zachowanie w obliczu wroga podczas najazdu bolszewickiego w Płocku”.
Zachowały się jak trzeba…
Portret kobiet pojawiających się na ulicach Płocka w te gorące sierpniowe dni z całą pewnością jest niedokończony. To zaledwie lekki szkic. Wiele jest jeszcze i tych znanych, i tych bezimiennych, które nie zawahały się rzucić w wir zdarzeń. One same nie zdawały sobie sprawy, że były bohaterkami – po prostu zachowały się tak, jak wymagała tego sytuacja, bo kobieta, jak pisze Wisława Szymborska: „Słaba, ale udźwignie. Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała”.
Joanna Banasiak
Oprac. (jb)
fot. archiwum Jana Szymańskiego
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze