Od czasów kiedy w Wyszynie pod Płockiem powstał Komitet na Rzecz Ekologii, zarząd Zakładu Utylizacji Odpadów Komunalnych w Kobiernikach nie ma łatwego życia. Każdy jego ruch jest skrupulatnie kontrolowany. W ciągu dwóch lat funkcjonowania organizacja zarzuciła zakładowi wiele uchybień. Obecnie trwa śledztwo prokuratury w sprawie domniemanych nieprawidłowości. Ekolodzy grożą, że jeżeli nic się nie zmieni, będą dążyć do zamknięcia składowiska.
Komitet na Rzecz Ekologii powstał 26 czerwca 2007 roku na spotkaniu mieszkańców miejscowości położonych wokół Kobiernik. Jest w nim po dwóch przedstawicieli z każdej ze wsi z gminy Stara Biała.
Według przewodniczącego Komitetu Pawła Wodnickiego, eksploatacja składowiska nie jest poprawna. Głównym jego celem miała być segregacja odpadów. Nie jest ona wykonywana, albo jest wykonywana w bardzo małym stopniu. Uważa, że nieprzestrzeganie tego podstawowego wymogu świadczy o nieposzanowaniu prawa. Wcześniej było tutaj wysypisko śmieci prowadzone przez Muniserwis. Od 2002 roku ZUOK powinien utylizować odpady według nowej technologii. Dzięki segregacji pojemność niecek na składowisku miała starczyć do co najmniej 2012 roku.
– Mamy dowody na to, że nie ma tam segregacji. Może o tym świadczyć chociażby fakt, iż wszystkie niecki na składowisku są już zapełnione i dlatego są plany rozbudowy. Zakład funkcjonuje w oparciu o stare technologie zapominając o tym, że jesteśmy członkami Unii Europejskiej. Jeżeli nikt nie chce nas słuchać w Polsce, trafimy do Brukseli. Tam wszyscy przykładają dużą wagę do ekologii i zasądzą nam ogromne kary. Nie zależy nam na tym, dlatego na razie walczymy w Polsce – mówi wiceprzewodniczący Komitetu na Rzecz Ekologii Stanisław Markuszewski.
Przedstawiciele Komitetu obawiają się również o ujęcie wody, które znajduje się w odległości 200 metrów od wysypiska. Z ustaleń wynika, że jest tam studnia głębinowa wykorzystywana do zaopatrywania w wodę kilkunastu wsi. Pod każdą niecką, w której są składowane odpady, jest geomembrana, która zabezpiecza przed przesiąkaniem cieczy, powstających w wyniku procesów gnilnych do wód gruntowych. – Ta geomembrana w 2007 roku została rozerwana, mamy na to dowód w postaci zdjęć. Teraz może dojść do skażenia wody. Oddaliśmy sprawę do prokuratury, ale umorzyła śledztwo i kazała obserwować sytuację. Teraz nie ma możliwości dokopania się do przecieku. Pewnie będą podjęte działania dopiero jak dojdzie do tragedii i masowego zatrucia – komentują.
Również w sprawie braku segregacji śmieci członkowie komitetu zwrócili się do prokuratora generalnego. Dopiero wtedy dowiedzieli się, że na odmowę wszczęcia postępowania ze strony prokuratury w Płocku, przysługiwało im prawo odwołania. Swoją determinacją doprowadzili do tego, że w dniu 12 lutego 2009 roku, wreszcie sprawa trafiła na wokandę Sądu Rejonowego w Płocku.
Członkowie Komitetu zdają sobie sprawę, jak dla miasta ważna jest sprawa składowania odpadów, ale uważają, że składowisko nie może działać kosztem okolicznych mieszkańców.
– Trzeba przestrzegać konstytucyjnych praw do godnego życia. My walczymy dla dobra społeczeństwa, nie mamy z tego żadnych pieniędzy, poświęcamy tylko nasz czas.
Zwracaliśmy się także do wiceprezydenta Płocka. Pytaliśmy: dlaczego, pomimo segregacji odpadów, są takie odory, które bardzo utrudniają życie mieszkańców. Uzyskaliśmy odpowiedź, że przyczyną są kurniki hodowców drobiu, gorzelnia w Srebrnej i Orlen – żali się wiceprzewodniczący.
To znaczące wysypisko?
Komitet na rzecz ekologii uważa, że Kobierniki nie są nowoczesnym zakładem utylizacji odpadów, tylko zwyczajnym wysypiskiem. Na składowisko miał trafiać tylko wyselekcjonowany odpad komunalny, a ze śmieci biodegradowalnych powstawać kompost. Twierdzą, że od około 3 lat nie jest produkowany, a składowanie odpadów organicznych powoduje wydzielanie szkodliwych gazów. – Po co było wydawać tyle pieniędzy na budowę ZUOK, jeżeli nadal jest tutaj zwyczajne wysypisko? O składowaniu odpadów bez segregacji świadczą nawet same ptaki i szczury wielkości kota, których w pobliżu wysypiska są tysiące. Co by jadły, jeżeli w nieckach składowane byłyby jedynie odpady balastowe, czyli takie, które nie kwalifikują się do dalszego przetworzenia? Jednym słowem nie mogą tutaj być składowane odpady organiczne, np. resztki pożywienia, makulatura, odpady parkowe. Jeżeli miasto uważa, że śmierdzą zrekultywowane niecki, które pozostały po dawnym wysypisku śmieci, to świadczy tylko o tym, że pozapadane obwałowania nie zostały odpowiednio naprawione – padają pytania ze strony niezadowolonych z wysypiska.
Według Komitetu planowane jest powiększenie składowiska w kierunku Sikorza. Kolejna niecka ma mieć pojemność 600 tys. m3. jest to półtora raza więcej niż cała dotychczasowa pojemność. – Nikt zdrowo myślący nie zgodzi się na tak duże składowisko, jeszcze w dodatku w otulinie parku krajobrazowego – podsumowują protestujący.
Przedstawiciele Komitetu na Rzecz Ekologii będą postulować o zamknięcie składowiska. – Jest to jedyna droga, aby zmusić władze do innego myślenia, do tego, aby zdobyła fundusze na nowoczesne technologie. Jeżeli nie będziemy interweniować, to zatrują nam środowisko naturalne, a nasze tereny zasypią śmieciami – mówią.
Zupełnie inną opinię w tej sprawie ma wiceprezes zarządu Zakładu Utylizacji Odpadów Komunalnych w Kobiernikach Tadeusz Rutkowski. – Cała sprawa zaczęła się w okresie, kiedy wypowiedzieliśmy umowę dzierżawy właścicielowi Małej Elektrowni Biogazowej Eko-Pol Waldemarowi Kwiatkowskiemu.
Pan Kwiatkowski dzierżawił zrekultywowane kwatery, pozyskiwał biogaz i produkował energię elektryczną od 1996r. (zdaniem wiceprezesa nie ponosząc z tego tytułu do marca 2004 roku żadnych świadczeń na rzecz gminy m. Płock) do końca ubiegłego roku. W umowie był zapis, iż instalację ZUOK zobowiązuje się od niego wykupić i, według oświadczenia wiceprezesa, Zakład zlecił biegłemu rzeczoznawcy dokonanie wyceny instalacji, aby była podstawa do rozliczenia zgodnie z zawartą umową. Po ustąpieniu przedsiębiorcy Zakład zobowiązuje się produkować energię we własnym zakresie, do czego jest przygotowany.
Zakład nie jest perfumerią
– Na działalność Zakładu składane były różne doniesienia do prokuratury, w tym również takie, że rzekomo wprowadzam do punktów pomiarowych wód gruntowych substancje chemiczne, które miałyby zafałszować wyniki pobieranych próbek przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, aby ten nie stwierdził rzekomych nieprawidłowości. Przeprowadzone badania nic nie wykazały, a ja z uwagi na to, że poczułem się bezpośrednio dotknięty, zgłosiłem na p. Kwiatkowskiego doniesienie do prokuratury. Ten przyznał przed sądem, że niesłusznie mnie oskarżał i przeprosił – twierdzi wiceprezes.
Z jego relacji wynika także, że Zakład oskarżano o składowanie odpadów na pękniętej geomembranie i bezprawne przesuwanie kwater.
– Żaden z zarzutów nie znalazł potwierdzenia. Mieliśmy bardzo częste kontrole WIOŚ, także z Ciechanowa, ponieważ Komitet stwierdził, że nie ma zaufania do delegatury z Płocka. Sprawdzali wszystko i nic poważnego nie znaleźli. Nie ma możliwości żeby zrobić coś poza prawem, każdy odpad wjeżdżający i wyjeżdżający z Zakładu jest ewidencjonowany. Jeśli chodzi o wody gruntowe, to bada je raz na kwartał zewnętrzna firma z certyfikatem. Wyniki są przesyłane do WIOŚ. Nie ma cienia podejrzenia, że do wód gruntowych przedostają się szkodliwe substancje.
Zdaniem wiceprezesa działalność Komitetu jest uciążliwa. dostał on od gminy Stara Biała status strony i na każdym kroku sprawia kłopoty w przeprowadzeniu postępowania przygotowawczego jakiegokolwiek przedsięwzięcia. Członkowie Komitetu oprotestowują wszystko, niezależnie od decyzji, które na różnych szczeblach postępowania administracyjnego są wydawane.
– Sytuacja robi się bardzo niebezpieczna. Jeżeli w ciągu najbliższych kilku miesięcy nie otrzymamy pewnych decyzji, to z końcem roku przestaniemy przyjmować odpady, bo nie będziemy mieli miejsca, aby je gromadzić. Jeżeli udałoby się nam podnieść kwatery o 5 metrów, uzyskalibyśmy dodatkowe miejsce do 2011 roku.
Tadeusz Rutkowski uważa, że jeżeli ZUOK dostanie pozytywną decyzję od wójta gminy na budowę nowej kwatery, na którą czeka od września 2008 r., Płock będzie zabezpieczony jeśli chodzi o przyjmowanie odpadów do 2021 roku. Sięgając w przyszłość wiceprezes zdradził, że firma pracuje nad przygotowaniem planów inwestycji dotyczącej budowy instalacji do termicznego przekształcania odpadów, czyli spalarni. Sytuacja wygląda tak, że po 1 stycznia 2013 roku nie będzie można na składowisku deponować odpadów, których kaloryczność przekracza 6,5 MJ/kg odpadów. prawdę mówiąc nie będzie można składować praktycznie niczego. Na dzisiaj jedynym rozwiązaniem jest budowa spalarni wraz z odzyskiem energii elektrycznej i cieplnej. Rozważane są wstępnie lokalizacje inwestycji: w Kobiernikach, w Płockim Parku Przemysłowo – Technologicznym na terenie PKN ORLEN S.A. i na terenie oczyszczalni ścieków w Maszewie. Do końca drugiego kwartału ZUOK będzie dysponować pełną dokumentacją wstępną, niezbędną do podjęcia ostatecznej decyzji. Jest realna szansa, aby instalację wybudować do 2014 roku. – Jest to jedyna szansa, aby uporać się z problemem odpadów. Dzięki spalarni nie byłoby konieczności budowy nowych kwater na odpady, a nawet będzie możliwość likwidacji już istniejących. Mamy plany, dyskutujemy o nich z prezydentem, nie chcemy dopuścić do sytuacji, aby Płock pozostał bez możliwości zagospodarowania odpadów. Zdajemy sobie sprawę, że Zakład nie jest perfumerią, ale wszystkie niedogodności staramy się minimalizować.
Zdaniem wiceprezesa nieprzyjemny zapach jest spowodowany tym, że elektrownia obecnie nie pracuje w pełnym zakresie, a więc duża ilość gazu w sposób niekontrolowany przedostaje się do powietrza. Jeśli chodzi o ptaki, to fakt ich przebywania na terenie Zakładu tłumaczy w dwojaki sposób. Nie można stwierdzić, że odpad balastowy jest całkowicie pozbawiony organiki, ponieważ nie ma możliwości tak dokładnej segregacji. Ptaki mają też pewne nawyki, a założone w okolicy gniazda, są wynikiem funkcjonowania w przeszłości starych kwater. – Na każdym składowisku występuje ten problem, który próbujemy rozwiązać używając urządzeń odstraszających. Mamy także polisę w firmie ubezpieczeniowej od szkód wyrządzanych przez ptaki. Rolnikom wypłacane są stosowne odszkodowania. Wynajęliśmy firmę z Warszawy, która zdiagnozowała sytuację z odorami i stosuje środki do ich neutralizacji.
Jak wynika z rozmowy z Tadeuszem Rutkowskim, przedstawiciele ZUOK wielokrotnie zapraszali Komitet do zapoznania się z jego działalnością, z pracami, które prowadzą do ograniczenia negatywnych skutków oddziaływania Zakładu na środowisko. Podobno żadne z tych zaproszeń nie zostało przyjęte.
Hasa chwali zarząd
Zdaniem kierownika płockiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Warszawie Andrzeja Hasy, sprawa konfliktu pomiędzy ZUOK w Kobiernikach, a Komitetem na Rzecz Ekologii ciągnie się już dość długo. – Mamy czasami do ZUOK zastrzeżenia, ale nie ma takiego zakładu, co do którego nie byłoby uwag. Każda taka działalność jest w jakimś stopniu uciążliwa dla ludzi. Nie dzieje się tam nic, co mogłoby zagrażać środowisku oraz mieszkańcom. Muszę powiedzieć, że do tej pory nie było w ZUOK tak dobrze działającego zarządu. Na bieżąco są prowadzone kontrole. Aby nie było posądzeń o nieobiektywizm, także przez delegaturę z Ciechanowa.
Kierownik potwierdza słowa wiceprezesa Tadeusza Rutkowskiego, że nie ma możliwości, aby z odpadów wyselekcjonować zupełnie substancje organiczne. WIOŚ naciska także ZUOK, aby jak najszybciej uruchomił elektrownię biogazową.
Dla kierownika ważniejszy jest inny problem, który jest według niego pomijany. – Działania ze strony służb ochrony środowiska będą eliminowały źle działające składowiska, dlatego po 1 stycznia 2013 roku na terenie województwa mazowieckiego ze 100 składowisk będzie mogło funkcjonować jedynie kilkanaście. Jeżeli nie podejmie się odpowiednich działań, wszystkie nie spełniające norm będą zlikwidowane.
Zdaniem kierownika poza segregacją jedynym rozwiązaniem dla składowiska w Kobiernikach jest jak najszybsza budowa spalarni. Jeżeli nie podejmiemy żadnych działań, będziemy mieli wielki problem z odpadami. Gdy nie spełnimy norm europejskich, nie będziemy mieli gdzie ich składować, a transport do odległych zakładów w Polsce może okazać się bardzo kosztowny.
Marcin Śmigielski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze