To, że demograficznie wyglądamy źle, a będziemy jeszcze gorzej wie każdy średnio rozgarnięty konsument medialnej papki. Starzejemy się! Więcej, starzejemy się niepięknie. I za długo… Nie licząc wahnięcia covidowego średnia długość życia nieustannie rośnie. I przykro tak pisać, ale prym wiodą tu Panie. Żyją średnio o osiem lat dłużej od facetów! Mowa o naszym pięknym kraju. I nie martwiłoby to fachowców od demografii, gdyby nie sytuacja z przeciwnej strony osi czasu. Młodzi w wieku prorozwojowym nie nadążają z uzupełnianiem tej luki, dostarczając drastycznie mało „świeżej krwi” na rynek pracy. Tak, o pracę tu przede wszystkim chodzi. Ktoś musi na złośliwych staruszków pracować…
W yczytałem właśnie w wywiadzie z wybitną specjalistką w dziedzinie demografii, że jak tak dalej pójdzie, to w 2050 roku skala transferów do grup w różnym wieku (od 500+ do czternastej emerytury) przekroczy sto procent funduszu płac. Co oznacza, jak wyjaśnia obrazowo Pani Demograf, że „nikt z pracujących nie dostałby zapłaty za pracę, bo wszystkie pieniądze potrzebne byłyby na wypłatę różnych świadczeń”. W 2050… Niby kawał czasu. Póki co to problem dla tak zwanego zwykłego obywatela trochę abstrakcyjny. Co innego dla działaczy ugrupowania Polska 2050 i jego przywódcy.
Żarty na bok, to niecałe dwadzieścia siedem lat! Co robić? Na początek zauważyć, że problem jest, że tak powiem, przejściowy. Dotyczy dwóch, trzech pokoleń, którym przyjdzie żyć w stanie „nierównowagi demograficznej”. Potem staruszkowie z wyżu wymrą, a zestarzeją się dzisiejsze małolaty, których jest jak na lekarstwo i sytuacja wróci do równowagi. Na niższym poziomie oczywiście. Będzie nas nie trzydzieści kilka, ale kilkanaście milionów! Trzeba się martwić o nasze dzieci i wnuków, a prawnuki już prawdopodobnie w ogóle nie doświadczą tego kryzysu.
OK, ale co robić teraz? Cóż, są różne warianty… Na przykład rozwiązanie problemu najbardziej uciążliwych staruszków poprzez eliminację, znaną pod naukowym terminem „eutanazja”. Już z powodzeniem testowane w niektórych krajach. Oczywiście na ich wyraźne życzenie, ewentualnie gdyby nie mogli go wyrazić osobiście, na życzenie najbliższych, motywowane względami humanitarnymi. I to jest trudność, którą trzeba będzie w drodze regulacji prawnych lub „terapii” psychologicznej rozwiązać. W grę wchodzi też pomysł mniej radykalny, czyli „emerytura obywatelska”. Trzeba staruszkom wyperswadować, że młodsze pokolenia nie są w stanie dłużej zapewniać im takiego komfortu życia, do jakiego przywykli. Metody tej perswazji pozostawmy do wyboru tym, którym przyjdzie do tak drastycznych kroków się posunąć. Z braku miejsca inne pomysły na rozwiązanie tytułowego problemu pozostawiam wyobraźni Szanownych Czytelników.
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze