„Nie wiem, który to nasz przodek… chwycił kpiarstwa kaduceusz, skrobnął się nim mocno w głowę i wymyślił — jubileusz… Bierze się do tego celu tęgiego, starego pryka; sadza się go na fotelu…” (Tadeusz Boy – Żeleński). Tak, szanowni Państwo. Jubileusz! Dawno, dawno temu (ale nie na początku) przyszedł mi do głowy pomysł, by zamieszczane na tym miejscu teksty numerować. I oto mają Państwo przed sobą odcinek numer 1000 (słownie: tysiąc)! A jako że rocznie ukazują się pięćdziesiąt dwa numery Tygodnika, minęło dwadzieścia lat… Cóż, wypada z tej okazji trochę powspominać.
Jak to się zaczęło? Pierwszy tekst opublikowałem (naprawdę, to nie amnezja) w… lokalnym dodatku Gazety Wyborczej! Cóż, inne czasy, inna gazeta… Oszołomiony sukcesem popełniłem następny i udałem się z nim do redakcji nie istniejącego dziś Nowego Tygodnika Płockiego. Przyjął mnie ówczesny redaktor naczelny Jan Bolesław Nycek (pozdrawiam!). Przeczytał i zaproponował cotygodniowy felieton. Po kilku latach gazeta upadła, a nieco wcześniej zakończyła się nasza współpraca. Potem była kilkumiesięczna przygoda z rozgłośnią radiową. Zwerbował mnie Maciej Wiącek (pozdrawiam!). Radio też upadło, a nieco wcześniej… Nie to nie tak jak Państwo myślą. Zwykły zbieg okoliczności!
I tak trafiłem do Tygodnika. Naczelny, Tomasz Szatkowski (pozdrawiam!) udostępnił mi kącik na ostatniej stronie i… Tak już zostało! Z krótką przerwą, szczegóły pomijam. Z czasem zostałem obdarowany towarzystwem. Najpierw Pan Andrzej Bajkowski z Warszawy. Sympatyczny, ciepły człowiek, a przy tym felietony pisał smakowite! Niestety, nie ma go wśród nas. Gdyby był aktorem napisałbym, że umarł na scenie, a tak to chyba przy maszynie… A od wielu lat Wiesio Kopeć (pozdrawiam serdecznie!). I jeszcze szczegół. Przez lata nad tekstem widniał szyld „Widziane ze skarpy”. Bardzo byłem do niego przywiązany, bo to parafraza z Kisiela, mojego niedościgłego mistrza. A poza tym zwalniał mnie od cotygodniowej męki – wymyślania tytułu… I last, but not least. Panowie odpowiedzialni za składanie gazety… Wszystkich nie wymienię, bo często się zmieniali, ale nie mieli ze mną lekko. Terminy… Przepraszam i pozdrawiam! Aha! I obiecuję, że jak przejdę na emeryturę (a to już lada moment), będę dla młodszych kolegów wzorem punktualności! I korekta. Pani Danusia. Niezniszczalna (pozdrawiam!). I wszystkie koleżanki i koledzy z redakcji (pozdrowienia!). I oczywiście Państwo! Szanowni Czytelnicy! Pozdrawiam nieustająco!
Czego mi brakuje? Informacji zwrotnej. Polemik. Sam polemizuję. Najczęściej oczywiście z wiadomym dziennikiem. Ale to nie rywal, a raczej worek treningowy. Wiadomo, że nie odda to i satysfakcja żadna… A czego sobie życzę? Chciałoby się wystukać jeszcze jeden tysiączek. Bo trzech skompletować raczej nie dam rady, choć ludzie coraz dłużej żyją…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze