Najłatwiej złowić bolenia na dużej nizinnej rzece. Jest ich tam sporo i chętnie atakują przynęty. Żerujący boleń jest najłatwiejszy do wypatrzenia ze wszystkich rzecznych drapieżników. Do złowienia – najtrudniejszy – i to go ratuje. Są takie dni w ciągu roku, że bolenie biorą na wszystko, lecz tych dni jest zaledwie kilka. Pierwszy tego typu okres ma miejsce wiosną – na początku maja, drugi późnym latem – na przełomie sierpnia, i trzeci, jesienny, na przełomie października. W zależności od warunków pogodowych te okresy mogą się wahać, jednak regułą jest wiosenny i jesienny intensywny okres żerowy boleni. Wówczas dla wędkarzy pasjonujących się łowieniem nizinnych drapieżników zaczyna się czas boleniowych sukcesów. W maju atakom tych ryb towarzyszą gejzery wody, jesienią odbywa się to nieco dyskretniej. Duże koło, bezgłośny spław sygnalizują obecność często dużych boleni. Przy takim zachowaniu boleni brania są częste i mocne. Najtrudniejsze są letnie polowania boleniowe, kiedy ryby „uodparniają” się na wędkarzy. Szaleją, rozbryzgują wodę, lecz nie dają się skusić na najwyśmienitszą przynętę. Mam taką zasadę: jeżeli bijący boleń nie bierze w pięciu kolejnych poprowadzeniach przynęty, to idę dalej. Szukam kolejnej ryby, która nie jest tak wyszkolona jak jej poprzednik. Jesienią wszystko się zmienia. Bolenie grupują się w stada i można sobie wziąć odwet za letnie porażki. Gumowe przynęty możemy prowadzić równie dobrze z nurtem rzeki, w poprzek nurtu i pod prąd. Nie zmienia to specjalnie pracy przynęty. Do połowu boleni można używać najlepszych główek na najostrzejszych hakach.
Tekst i fot. Andrzej Konowrocki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze