Obsypane ziemią, krągłe bulwy ziemniaków nie mają w sobie nic szczególnego – nic, co powinno wyzwalać twórczą pasję. Jednak właśnie wokół tego warzywa w XIX wieku toczyło się życie europejskiej biedoty. Życie, którego nie mogło nie zauważać wrażliwe serce i oko artysty. Właśnie fragment takiego surowego świata, ubogich mieszkańców Niderlandów, przedstawił na obrazie pt. „Jedzący kartofle” holenderski malarz Vincent van Gogh. Górnicza rodzina z Borinage (region w Belgii) została namalowana najbardziej realistycznie, ale też najbardziej optymistycznie (to miało zapewnić światło padające z naftowej lampy), jak tylko początkujący artysta potrafił. W ten oto sposób powstał obraz, na którym jedzenie kartofli jest niemal świąteczną uroczystością. W świecie, w którym problem otyłości zaczyna dominować nad problemem głodu, coraz trudniej przychodzi odczytywanie tego rodzaju dzieł. Dzieł powstałych w czasach, w których strach przed głodem był niemal codziennością.
Vincent van Gogh to jeden z najbardziej rozpoznawalnych malarzy na świecie. Ceny jego dzieł (jeśli w ogóle są sprzedawane) sięgają niebotycznych sum. Przykładowo, na aukcji w 1990 roku portret doktora Gacheta znalazł nabywcę za 82,5 mln dolarów, co na tamten czas ulokowało to dzieło wśród najdroższych obrazów świata. Talent van Gogha nie przyniósł mu jednak szczęścia. Był raczej przygniatającym bólem, który niszczył jego fizyczną i psychiczną konstrukcję. Czynił go niezdolnym do podejmowania jakichkolwiek przedsięwzięć, które wymagałyby konsekwencji i pełnego zaangażowania. Owszem, wstępnie zawsze miał wiele zapału, którego niestety nie starczało mu na długo. Początkowo widział swoje powołanie w byciu kaznodzieją, dlatego znalazł się w belgijskim zagłębiu węglowym. Jako „nadwrażliwy” kaznodzieja, stroniący od ludzi, czuł, że nie potrafi ubogim górnikom nieść pocieszenia. Wówczas jego brat Theo podsunął mu koncepcję zostania artystą. Vincent zapalił się do tego pomysłu, jednak nie na tyle, aby skończyć jakąkolwiek szkołę artystyczną. Na szczęście artystą wystarczy się urodzić. Choć dyskusyjne pozostaje to, na ile to dar, a na ile przekleństwo, gdyż Vincent van Gogh przez całe życie był bardzo nieszczęśliwym człowiekiem.
dr Izabela Chudzyńska
etnolog, antropolog jedzenia
Holenderska zapiekanka
z ziemniaków i boczku, czyli Ofenturli
Skład:
< 800 g ziemniaków;
< 60 g masła;
< 2 małe jajka;
< 1/2 szklanki śmietanki;
< 1/3 szklanki mleka;
< 1 łyżka smalcu;
< 250 g boczku wędzonego;
< szczypta gałki muszkatołowej;
< sól;
< tłuszcz do wysmarowania formy do zapiekania;
< natka pietruszki do dekoracji.
Wykonanie:
W osolonej wodzie gotujemy obrane ziemniaki. Ugotowane ziemniaki przeciskamy przez praskę. Następnie łączymy je z jajkami, miękkim masłem, śmietanką i mlekiem. Całość starannie mieszamy i doprawiamy solą oraz gałką muszkatołową. Na niewielkiej patelni roztapiamy smalec. Boczek kroimy w drobną kostkę, którą przekładamy na patelnię ze smalcem. Boczek wysmażamy do momentu, aż stanie się chrupiący. Ziemniaczaną masę przekładamy do wysmarowanego naczynia do zapiekania i posypujemy ją skwarkami z boczku. Całość zapiekamy ok. 25 minut w piekarniku rozgrzanym do 200 st. C. Zapiekankę podajemy udekorowaną natką pietruszki.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze