Reklama

Jak przepłynąć wpław z Kołobrzegu na Bornholm?

18/12/2019 12:30

Mijając na ulicy Sebastiana Karasia, nikomu by nie przyszło do głowy, że jest on mistrzem pływania. Nie ma na swoim koncie medali mistrzostw świata ani Olimpiady, a jednak jest pierwszym na świecie człowiekiem, który dokonał czegoś niemożliwego. Przepłynął 100 km w zimnym Bałtyku, bez spania, bez możliwości złapania się łódki i odpoczynku. Zajęło mu to 28 i pół godziny. W tym czasie stracił 26 tys. kalorii. Kiedy wychodził z morza na duńskiej plaży był szczęśliwy, bo udowodnił sobie, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych do wykonania.

Sebastian Karaś urodził się w Elblągu, ma brata – Roberta. Jest to o tyle ważne, że pewnie gdyby był jedynakiem, zupełnie inaczej potoczyłoby się jego życie. A tak najważniejsza dla dwóch chłopaków była od dzieciństwa rywalizacja.
– Zakładaliśmy się dosłownie o wszystko. Kto szybciej dobiegnie do samochodu, kto pierwszy zamknie drzwi, kto powie ostatnie słowo przed zaśnięciem. Nieraz trzy godziny potrafiliśmy się przekomarzać. Potem rywalizacja przeniosła się na pływalnię – rozpoczyna opowieść Karaś.
Mieszkali z rodzicami w Elblągu, więc często jeździli nad morze. Dziś twierdzi, że woda już wtedy go fascynowała, zastanawiał się, dokąd prowadzi ta otchłań. Na odpowiedzi musiał poczekać wiele lat.
Pływać nauczył się sam, gdy miał 8 lat. – Oczywiście najpierw to była zabawa, rywalizacja z bratem, ale potem zauważył mnie trener pływania. Zaakceptowałem to, co proponował, a ponieważ wygrywałem niemal wszystkie zawody, w których startowałem, to musiało mi się spodobać. Niestety warunki fizyczne nigdy nie były moją mocną stroną. Byłem mały, nawet kiedy stałem na najwyższym stopniu podium, to koledzy zajmujący niższe miejsca byli wyżsi ode mnie. Ale miałem charakter, byłem zacięty i dlatego sobie z nimi radziłem - tłumaczył.
W karierze pływackiej zdobył 50 medali Mistrzostw Polski w różnych kategoriach wiekowych, od najmłodszych do seniorów. Ale przyszedł taki moment, że zainteresowało go pływanie długodystansowe, a brat też poszedł w innym kierunku. Wybrał triathlon. Aktualnie Robert Karaś jest rekordzistą świata w podwójnym i potrójnym Iron Manie.
Wracając do Sebastiana warto napisać, że nie od razu postanowił przepłynąć 100 km w Bałtyku. Zaczął skromnie, od dystansu 20 km na trasie Hel – Gdynia, który pokonał w 2012 roku.
– Wtedy nawet do głowy mi nie przyszło, że kiedykolwiek przepłynę dystans 5 razy dłuższy. Po wyjściu z wody w Gdyni moje ciało miało temperaturę 31 st. C. Pierwsze godziny spędziłem pod opieką lekarza. Moim największym wyzwaniem była zimna woda. Ja, niewielki, chudy chłopak, z małą ilością tkanki tłuszczowej, miałem niewielkie szanse na pokonanie dystansu, ale wiedziałem, że muszę zmierzyć się z własnymi słabościami – opowiadał.
Potem przepłynął wzdłuż jezioro Jeziorak, 27 km w wodzie, na co potrzebował 5,47 godz. To było najszybsze pokonanie tego akwenu. A skoro się udało, to następnym celem było przepłynięcie z Helu do Gdyni i z powrotem do Helu. W sumie 38 km. Na brzeg wyszedł po 9 godzinach.

Pływacki Mont Everest
38 km to już był znakomity wynik. Trudno się więc dziwić, że kolejnym celem stał się Kanał La Manche. – To jest bardzo specyficzny zbiornik wodny, bo są tam silne prądy morskie. Wielu śmiałków nie może sobie z nimi poradzić i rezygnują, choć często widzą nawet brzeg. Na dodatek jest tam zimna woda, 12 – 16 st. C. Jeśli dodam, że w Bałtyku zwykle jest 18 – 20 stopni, to wiele osób może sobie wyobrazić, jak trzeba się starać, żeby pokonać kanał. A płynie się bez pianki. Tylko w okularkach i kąpielówkach. No i jest tam bardzo słona woda, a podczas takiego pływania trzeba organizmowi dostarczać kalorii. Co 25 min dostawałem żel energetyczny, który wraz ze słoną wodą smakował niezbyt wykwintnie. To było wyzwanie nie tylko dla mnie, przede wszystkim dla mojego żołądka. Ale to nie wszystko. W kanale pływają parzące meduzy. Miałem wrażenie, że przez osiem godzin, kiedy byłem w wodzie, polowały na mnie całymi stadami. Psychicznie wysiłek był nie do opisania słowami – wspomina.
Mimo tych i wielu innych przeszkód, Karaś pokonuje dystans 41 km. Trochę dalej niż należałoby, bo w linii prostej, w najwęższym odcinku kanał ma długość 34 km. Niestety prądy sprawiły, że nadrobił 7 km, a i tak był najszybszy w 2015 roku ze wszystkich pływaków, którzy porywali się na to wyzwanie.
– Ten dystans pokonało około 1400 osób, a ja chciałem zrobić coś takiego, czego nie zrobił nikt inny na świecie – zapowiadał.

Reklama

Całe dnie w basenie
Pływanie ultra długodystansowe tak go wciągnęło, że zaczął brać udział w różnych imprezach, gdzie trzeba było pokonywać długie dystanse. Wystartował w Otyliadzie, czyli w takim specyficznym maratonie pływackim. Uczestnicy pływali każdy dowolny dystans, w godzinach od 18 do 6 rano. Impreza odbywa się na wielu basenach w kraju, potem podliczane są wyniki.
– Przepłynąłem wtedy 54,2 km, ponad 2100 długości krótkiego basenu, z bardzo dobrym czasem. Ale jeszcze mi brakowało, 100 km w morzu. Moim kolejnym wyzwaniem było 24 godz. non stop w basenie. Chciałem zobaczyć, jak organizm się przyzwyczai, jak zareaguje na taki wysiłek. Wtedy przepłynąłem 96,850 km, czyli niemal tyle, ile jest z Kołobrzegu na Bornholm. Spędziłem na pływalni 24 godziny, pokonałem 3800 razy długość basenu, czyli zrobiłem 3800 nawrotów koziołkowych. W tym czasie jadłem przede wszystkim rosół z makaronem, wołowinę, tortille, nawet pizzę. I to wszystko, mimo tylu koziołków, zostało w żołądku – opowiada.
Tłumaczy jednak, że wcale nie było to takie łatwe, jak teraz opowiada. Cały czas widział drabinkę, która wprost go wołała, żeby wyszedł z basenu. Oczywiście nachodziły go też negatywne myśli, ale jak twierdzi, w takich momentach nie warto z nimi walczyć, trzeba wyrzucić je z głowy. Tego można się nauczyć.

Największe wyzwanie
I wtedy wpadł na pomysł, by przepłynąć Bałtyk. Dokładnie 100 km z Kołobrzegu na Bornholm.
– Przygotowania były długie. Rocznie przepływałem 3 tys. km, konieczna była aklimatyzacja w zimnej wodzie, nawet czasami w zamarzniętym jeziorku. Było też przygotowanie siłowe, między innymi pływałem w ubraniu, do tego przygotowania żołądkowe w wodzie. Gdy myślałem, co przeszedłem przez rok, to przepłynięcie Bałtyku wydawało się bułką z masłem. A jednak tak nie było – mówił.
Za pierwszym razem niestety próba się nie powiodła. – Na 30 km pokonała mnie martwa fala. Zresztą nie tylko mnie. Z 14-osobowej ekipy 12 osób wymiotowało. Wiedziałem, że się nie uda dopłynąć do Kołobrzegu i zrezygnowałem – wspomina.
Następnego dnia, po nieudanej próbie musiał sobie wszystko przemyśleć. Jak pamięta, to były ciężkie chwile. Tyle wysiłku zmarnowanego. Ale po trzech tygodniach wiedział, że wróci i od razu rozpoczął przygotowania do drugiej próby.
Druga próba była w sierpniu 2018 roku. Cała ekipa pojechała do Kołobrzegu, żeby czekać na odpowiednie warunki pogodowe. Czekali aż pięć tygodni. – To była ogromna presja, bo przyjechaliśmy tam na tydzień – tyle każdy z nas wziął urlopu. A tu trzeba było czekać, bo pogoda jest bardzo ważna, a kierunki wiatru mogły zdecydować o powodzeniu lub o klęsce – zapewnia.

Reklama

Wieczór startu
Wreszcie ten dzień, 28 sierpnia nadszedł. Karaś stanął na linii startu i jeszcze tylko usłyszał, jak jakiś dziennikarz zapewniał kolegów, że start nie nastąpi, bo jest za duża fala. A jednak wystartował, o godz. 19.30. Pomyślał, że na początek będzie miał noc za sobą, dopłynie zanim znowu zrobi się ciemno.
– Pierwszy kryzys miałem na 40 km, niemal przed połową dystansu. Wtedy pomyślałem o Magdzie. Zawsze charytatywnie wspomagam kogoś, tym razem była to Magda, której bardzo chciałem pomóc i kryzys został zażegnany – mówi pływak.
Ale do mety było daleko, a jeść się chciało. I znowu rosół z makaronem i herbata co 45 minut. Ponieważ było to dość monotonne, to dla urozmaicenia dostawał do jedzenia bułkę z wołowiną. I myli się ten, kto myśli, że na czas posiłku Sebastian wsiadał do łódki. – Kładłem się na plecach, palcami dzieliłem bułkę i zjadałem. Na środku Bałtyku. Nie można było nawet dotknąć łódki.
Drugi kryzys był na 90 km, blisko końca wyprawy. Ten był znacznie trudniejszy do przetrwania niż ten z 40 km. – Na Bornholmie jest latarnia widoczna z daleka. Ktoś krzyknął, że do mety mamy 2 km, czyli jakieś pół godziny pływania. Minęło 40 minut, a do brzegu nadal było daleko. Okazało się, że jeszcze 2 km przede mną. Było zimno, bo zapadała noc, skóra otarta o piankę bolała, stanąłem i usłyszałem, że ktoś pomylił kilometry z milami morskimi. Ostatecznie załoga cztery razy informowała mnie, że mam przed sobą 2 km. O 23.30 następnego dnia po starcie wyszedłem na brzeg, zakończyłem wyścig – nawet jak to mówił, czuć było ulgę w głosie.
W sumie Sebastian Karaś przepływając z Kołobrzegu na Bornholm pokonał 100,840 km. Zajęło mu to 28 i pół godziny. W tym czasie spalił 26 tys. kalorii, wykonał 60,5 tys. ruchów rękami. Był 43 godziny bez snu, bo jak się rano obudził i stwierdził, że to ten dzień, to już nie usnął do startu, a potem do wyjścia z wody. Temperatura w Bałtyku wynosiła 16 – 18 st. C.
Jak to możliwe, by zrobić coś takiego? – Najważniejsza jest pasja, potem trzeba sobie postawić cel i przygotować plan działania. Jeśli do tego dodamy systematyczność i cierpliwość, bo w trakcie realizacji planu są wzloty i upadki, to uda się zrealizować nawet najbardziej niemożliwy projekt – zakończył opowieść o swoim sukcesie Sebastian Karaś.
 

Lekcja pływania
Po spotkaniu z mistrzem odbyła się na basenie lekcja pływania. Sebastian Karaś pokazał dzieciakom uczestniczącym w akcji PKN ORLEN i płockiego WOPR jak bezpiecznie spędzać czas w wodzie. Dzieciaki wzięły udział w treningu, słuchały poleceń mistrza i wykonywały zadania, marząc by w przyszłości takie sukcesy były ich udziałem.
Akcja „Bezpłatne lekcje pływania z PKN Orlen” po raz pierwszy odbyła się cztery lata temu, w tym roku była czwarta edycja. W zajęciach uczestniczyły osoby, które z różnych przyczyn nie mogły nauczyć się pływać na lekcjach w szkole. Zawsze na zakończenie projektu ostatnią lekcję prowadzi mistrz, który wcześniej opowiada o swojej drodze do sukcesu.
Jola Marciniak

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości