180 tysięcy osób odwiedziło w ubiegłym roku Ogród Zoologiczny w Płocku. Największa fala przechodzi przez ogród od maja do września. Biorąc pod uwagę, że mieszkamy w 120-tysięcznym mieście, taki wynik napawa dumą.
– Z roku na rok jest coraz lepiej – podkreśla dyrektor obiektu Aleksander Niweliński. Patrząc na statystykę 2 lata temu do ogrodu wybrało się 165 tysięcy gości, a 10 lat temu ledwie 110 tysięcy. Płockie ZOO odwiedzają goście z całego kraju. – Są stali bywalcy z Warszawy, którzy twierdzą, że nasz ogród zdecydowanie bardziej im się podoba niż ten w stolicy – dowiedzieliśmy się w ogrodzie.
Taka liczba odwiedzających to powód do zadowolenia, ale też spore ryzyko. Nieustającą plagą jest dokarmianie zwierząt przez gości. Nie pomagają wystawiane przy wybiegach tabliczki z zakazami. – Po raz kolejny powtarzam, zwierzęta w naszym ogrodzie nie głodują. Nie trzeba ich karmić paluszkami, chrupkami czy słodyczami – denerwuje się szef ZOO. Zresztą to jeszcze nie jest największy problem. Ludzie wrzucają do basenu pingwinów monety. Niby drobiazg, a stanowi zagrożenie dla życia ptaków. Połyskujący w wodzie bilon myli się zwierzętom z błyszczącymi łuskami ryb. O tragedię więc nie trudno.
Co jeszcze potrafią zrobić goście zoo? Wyrywają z korzeniami i próbują wynieść do domu posadzone w ogrodzie rośliny.
– Nie wystarcza już ochrona na terenie ogrodu. W weekendy pomaga nam dodatkowo Straż Miejska, która przysyła wsparcie patroli. Osoby, które nie stosują się do zasad panujących na terenie ogrodu, są wypraszane – mówi dyrektor.
W tym miejscu warto przypomnieć o całkowitym zakazie palenia papierosów na terenie całego obiektu, nie mówiąc już o spożywaniu alkoholu.
Dzięki takim zabiegom udaje się utrzymać porządek i przyjemną atmosferę. Zawsze jest co oglądać, a co kilka miesięcy pojawiają się nowe zwierzęta. Płock szczyci się unikatami świata fauny, których na próżno szukać w innych ogrodach w kraju. Ostatni nabytek to kudłaty osiołek poitou. To największa na świecie rasa osła i chyba najrzadsza. Na świecie żyje zaledwie 180 szt przedstawicieli tego gatunku. Zamieszkują Pireneje, gdzie traktowane są jako zwierzęta juczne do transportu ładunków na górskich szlakach. 2-letni osiołek zdołał sobie już pozyskać w płockim ogrodzie sporą rzeszę sympatyków, a ogród będzie się starał o towarzyszkę dla niego.
Wykluły się też 2 żurawie mandżurskie. Doszły również unikalne gatunki gadów z Karaibów. Legwany wyspowe, scynki haitańskie trafiły do nas w ramach prowadzonego przez płocki ogród Europejskiego Programu Ratowania Gatunków Ginących. Po spotkaniu przedstawicieli Komisji Europejskiej zajmującej się płazami i gadami, dyrektor sprowadził 5 jaszczurek kołnierzowych, które w bojowym nastroju stawiają kołnierze ze skóry. Aklimatyzacja gadów przebiegła pomyślnie i można je oglądać w terrarium, w którym obecnie prowadzony jest gruntowny remont. Wiąże się on ze złym stanem budynku, ale też planami ogrodu zoologicznego, by odświeżyć i uatrakcyjnić akwarium ukryte w piwnicy.
– Remont to spore utrudnienie, ale nie planujemy w najbliższym czasie całkowitego zamknięcia ekspozycji, ani też przewiezienia do innych ogrodów naszych okazów – dowiedzieliśmy się w ZOO.
Inne remonty na terenie ogrodu to wymiana kanalizacji. W planach na kolejne lata jest też budowa punktu gastronomicznego z prawdziwego zdarzenia, którego już od dawna brakowało. Już pojawiły się za to budki z pamiątkami, place zabaw dla dzieci i ławki do odpoczynku. Niby drobiazg, ale też nowe śmietniczki w postaci figurek żab i misiów zwiększyły estetykę otoczenia. – Dostaliśmy pieniądze z Urzędu Miasta i w końcu udało nam się wymienić odpychające kubły – mówi dyrektor.
Ekipa plastyków pomalowała ogrodzenie wybiegu dla słonia. Kolorowe obrazy zwierząt pokazują, jakie programy są prowadzone w zoo i jakie są jego zadania.
– Jesteśmy jednostką budżetową. Nie stać nas na komercyjne reklamy zachęcające do odwiedzenia zoo. Stawiamy jednak na bogaty zbiór rzadkich zwierząt i wartość dydaktyczną – tłumaczy Aleksander Niweliński.
Z drugiej strony, żadnej reklamy nie trzeba. Płocczanie nie tylko przychodzą, ale też z własnej inicjatywy chcą wspierać płocki ogród. – Parę lat temu zaledwie kilka zwierząt było objętych opieką sponsorską. Obecnie jest ich kilkadziesiąt. Zgłaszają się do nas firmy, szkoły, przedszkola oraz osoby indywidualne – wymienia szef zoo.
Taka opieka sponsorska to kwota, którą miesięcznie przekazują zainteresowani na utrzymanie klatek, konserwacje i porządek. W zamian w ogrodzie pojawiają się tabliczki informacyjne o darczyńcach. Nie da się ukryć, że firmy decydują się na taką pomoc ze względu na reklamę, którą zobaczy duża ilość zwiedzających. Osoby indywidualne kierują się raczej zainteresowaniami zoologicznymi, czy sentymentem do danego gatunku. Zajęte są już m.in. lew, słoń, żyrafa, gibbony, foki, kucyki, ostrosępy.
ZOO przy ciągle wzrastających cenach żywności czy energii, chętnie korzysta z takiego wsparcia. Utrzymanie słonia kosztuje 1500 zł miesięcznie, a fok 400 zł. Słoń je tanie rzeczy, ale w ogromnych ilościach. Foka mniej, ale za to droższe morskie ryby. Każdy z tutejszych mieszkańców ma swoje wymagania, a jest ich tutaj aż 3 tysiące w ponad 350 gatunkach.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze