Grudzień to miesiąc pogranicza późnej jesieni i początków zimy. Długich nocy i krótkich dni. Temperatur powietrza spadających nierzadko poniżej 0 stopni Celsjusza. I aury z przewagą dni wietrznych, ponurych i wilgotnych, z opadami deszczu, deszczu ze śniegiem lub śniegu. Część braci wędkarskiej już w listopadzie poodkładała swoje wędki, czekając na pierwsze dni wiosny. Dla nich to koniec sezonu wędkarskiego. Jednak bardziej wytrawni wędkarze wykorzystują jeszcze późnojesienne dni na połów nizinnych drapieżników. Jest jeszcze także grupa pasjonatów, do której i ja się zaliczam, dla których sezon wędkarski kończy się z ostatnim dniem grudnia i rozpoczyna się z pierwszym dniem stycznia. Wyznajemy jedną jedyną zasadę, że ciepły dzień bez wędki to dzień stracony. Fakt – nie jest to wędkarstwo ani lekkie, ani tak przyjemne jak podczas ciepłych dni sezonu wędkarskiego, lecz również może dostarczyć wielu emocji i wrażeń. Gdy temperatura powietrza w grudniu wykazuje wartości dodatnie i zawieje południowo-zachodni wiatr, warto przeprosić się z naszymi pochowanymi już wędkami i wybrać się na ulubione łowisko, a na pewno przeżyjemy sporo emocji. Moją ulubioną grudniową rybą jest leszcz, a ulubionymi grudniowymi łowiskami są duże i średnie rzeki nizinne. W ciągu ostatnich kilku lat utrzymujący się w Polsce ciepły klimat dostarczył mi w miesiącach jesienno-zimowych dużo wrażeń. Łowione o tej porze roku leszcze to zazwyczaj ryby w granicach 1 – 2 kg, oczywiście zdarzają się sporadycznie i większe.
Tekst i fot. Andrzej Konowrocki
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze