Doczekaliśmy czasu, gdy wielka polityka puka do naszych drzwi. Moje pokolenie ma szczęście. Wojnę znamy z opowieści starszych, lekcji historii, literatury, filmu, mediów… Nasza chata z kraja, jak dotąd. Okoliczności bowiem zmuszają do stawiania pytań o przyszłość. Czy dane mi będzie życie bez doświadczeń wojny do końca moich dni? Jaka przyszłość czeka moją dwuletnią wnuczkę?
Odpowiedzi na te pytania nie znamy i nie mamy żadnego wpływu na to, jaka ona będzie. Ani jako jednostki, ani jako państwo, choć ten ostatni pogląd nie wszyscy podzielają. Trudno, róbmy swoje! Po zakończeniu drugiej wojny świat się podzielił na dwa bloki. I do niedawna żyliśmy w takim dwubiegunowym układzie. I nadal żyjemy, ale te bieguny się zmieniają. Jakiś czas temu do koncertu mocarstw dołączył trzeci muzyk. Chiny. Wydawało się, że mamy trzeci biegun. Wydawało się… Teraz wyraźnie widać, że jak mówił książę Salina, czasem trzeba wiele zmienić, żeby wszystko zostało po staremu. To Państwo Środka zajmuje, powoli ale skutecznie, miejsce dotychczas należące do Rosji. Co do tej ostatniej, to pytanie brzmi jaka rola przypadnie jej w nowym układzie? Równorzędnego partnera dla Chińczyków, czy przystawki? Wydaje się, że dylemat ten zafundowała sobie na własne życzenie. Wojna obnażyła jej słabość militarną i gospodarczą. Nie można mówić o bezzębnym tygrysie, bo atomowe kły szczerzy, ale czy może ukąsić?
Na drugim biegunie te zmiany wymagają reakcji. Konfrontacja Ameryka – Chiny oznacza teraz starcie z dwoma wrogami. Wypadałoby poszukać wsparcia. Stąd „powrót do Europy”, która posiada potencjał ludnościowy i gospodarczy, by się przeciwstawić Rosji. Gorzej z potencjałem militarnym i, mówiąc po sportowemu, wolą walki. Społeczeństwa Zachodu zgnuśniały w dobrobycie. Przede wszystkim dotyczy to narodu najbardziej licznego i zasobnego, znanego w historii raczej z nadmiaru agresji niż umiłowania pokoju. To mamy problem… I raczej nie rozwiąże go sojusz z krajami Trójmorza, czy jak kto woli, wschodniej flanki NATO. Owszem, w przyszłości, o ile taka będzie nam dana, może powstać coś, co w znaczącym stopni zastąpi pacyfistycznie usposobiony Zachód. I być może skłoni go do włączenia się do tej gry...
Pomijam w tej wyliczance drugą potęgę militarną Sojuszu Północnoatlantyckiego, czyli Turcję. Jakoś umiarkowanie wierzę, że członkostwo tego kraju w NATO to na poważnie. Przynajmniej w obecnej sytuacji politycznej w tym kraju. Sprzedaż Bayraktarów Ukrainie to za słaby argument, bym mógł sobie wyobrazić, że w razie potrzeby milionowa armia turecka ruszy na Moskwę. A szkoda, bo z pewnością byłby to argument skutecznie zniechęcający Rosję do wojowania z Sojuszem…
Jerzy Ogonowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze