Czy kardynał Robert Sarah, prefekt watykańskiej Kongregacji Kultu Bożego, miał podstawy, aby wypowiedzieć ostatnio tak pesymistyczne zdanie na temat sytuacji naszego kontynentu? Kardynał nie tylko nazwał bardzo prowokacyjnie kondycję zachodniej cywilizacji, ale także przekonująco swoje zdanie uzasadnił: „Nie rodzą się dzieci. A wy (mówił do Francuzów) przeżywacie teraz inwazję innych kultur, innych ludów, które stopniowo was zdominują pod względem liczebnym i całkowicie zmienią waszą kulturę, wasze przekonania i wartości”. To wszystko jest bardzo prawdopodobne. Paweł Lisicki w wydanej niedawno książce mówił o „samozagładzie Zachodu”, patriarcha Kościoła prawosławnego Cyryl I wyraził się o „zmierzaniu Zachodu do samounicestwienia”. Ani kardynał, ani inni współcześni autorzy nie są odosobnieni w formułowaniu takich opinii o kondycji naszej cywilizacji. Już sto lat temu nastąpił w piśmiennictwie europejskim wysyp książek i artykułów stawiających bardzo krytyczną diagnozę na temat kondycji naszej europejskiej, czy szerzej – zachodniej, cywilizacji i zapowiadających jej zagładę.
Dość tu wspomnieć nazwiska Oswalda Spenglera, Mikołaja Bierdiajewa, Mariana Zdziechowskiego, Floriana Znanieckiego, czy najbardziej nam znanego z tego grona Stanisława Ignacego Witkiewicza. Wspólną cechą poglądów wielu myślicieli z początku XX wieku, a potem XX-lecia międzywojennego było przekonanie o zbliżającym się końcu cywilizacji europejskiej, o kryzysie demokracji (swoistej ruletki, której społeczeństwa powierzają swój los), o nadejściu barbarzyństwa, wojen, terroryzmu, upadku religii i wartości wyższych, o eksploatowaniu się społeczeństw w szaleńczym pościgu za pracą i zabawą, upadku elit zdominowanych przez „dyktaturę” człowieka masowego, „demokratycznego”. Dziś po stu latach od tamtych spostrzeżeń możemy w zasadzie potwierdzić przenikliwość spojrzenia ówczesnych pisarzy. Duchowi przywódcy naszych czasów – choćby papieże – Jan Paweł II i Benedykt XVI – ujęli najważniejsze symptomy tego kryzysu w zgrabne metafory „cywilizacji śmierci”, czy „dyktatury relatywizmu”.
Kardynał Sarah bardzo obrazowo porównał także nasz kontynent do „drzewa bez korzeni”. Takie drzewo umiera. Korzeniami tego europejskiego „drzewa” powinna pozostać wielowiekowa tradycja, z której Europa wyrosła. Stanowiły ją zawsze trzy kręgi kultury starożytnej – grecka, rzymska i judeo-chrześcijańska – z fundamentalnymi wartościami, jakie nam zaoferowały: poszukiwaniem równowagi między praktycznym i duchowym wymiarem egzystencji, uznaniem prawdy jako celu naszych dążeń poznawczych, wiary jako dziedziny, która nadaje sens egzystencji, zasad moralnych jako busoli postępowania. Te korzenie zostały przecięte rękami samych Europejczyków, którzy nie szukają prawdy, odrzucają objawioną religię, rozmiękczają odwieczną etykę. Stajemy się przez to coraz bardziej bezbronni wobec inwazji dwojakiego barbarzyństwa – patologii liberalnej demokracji (bardzo efektywnej ekonomicznie i totalnie nieporadnej duchowo) i nagłego napływu mas ludzkich z innych religii i kultur, niechętnych asymilacji i akceptacji zasad naszej kultury. Sytuacja jest dramatyczna i znikąd nie widać ratunku.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze