Reklama

Felieton - Wiesław Kopeć

24/06/2014 14:14

Kmicic też by nagrywał
Gdyby Andrzej Kmicic posiadał odpowiedni sprzęt, z pewnością nagrałby podsłuchaną w przydrożnej karczmie rozmowę Wrzeszczowicza z baronem Lisolą o planowanym przez Szwedów szturmie na Jasną Górę i w ten sposób uwiarygodniłby przed braciszkami z Częstochowy swój apel o ufortyfikowanie klasztoru. Zgoda, Kmicic zachował się nieprzyzwoicie, podsłuchując tak ważną z politycznego punktu widzenia rozmowę, ale nie robił sobie z tego tytułu wyrzutów. Karczma to miejsce publiczne. Kto w takim miejscu, a do tego głośno, mówi o sprawach wagi państwowej, jest kiep i nie zasługuje na współczucie. Pan Andrzej skupił się na treści przekazu, podobnie uczynili braciszkowie paulini, dzięki czemu na czas przygotowali obronę klasztoru i uratowali go. Podsłuch może czasami uratować komuś życie, może uratować nawet całe państwo. Inaczej myśli poseł Stefan Niesiołowski, który sugeruje, że nielegalność nagrania w „Studiu kulinarnym Roberta Sowy” czyni nieprzydatną jego zawartość. Nie byłbym taki pochopny w przekreślaniu znaczenia nagrań, które nawet pan premier traktuje „bardzo poważnie”.
Bo i są to nagrania niezmiernie ciekawe. Dowiadujemy się z nich, że triumfalnie świętujące 25-lecie wolności państwo polskie „istnieje tylko teoretycznie”. Owszem, byli tacy, którzy sceptycznie odnosili się do wartości tworu, który powstał w ramach kontraktu okrągłostołowego, ale ci w porę znikali z ekranu i nie mącili sielankowego nastroju, w jakim rozkwitała III Rzeczpospolita. Nikt też dotąd w ocenie III RP nie posunął się do stwierdzeń tak radykalnych, jak to uczynił minister spraw wewnętrznych w rządzie Donalda Tuska. A fakt, że uczynił to w prywatnej rozmowie w „studiu kulinarnym”, wzmacnia wiarygodność jego wypowiedzi. Uczynił to w pełnej swobodzie przez nikogo nie przymuszany. Nie bagatelizujmy zatem spostrzeżeń poczynionych przez osobę tak wyspecjalizowaną i cieszącą się tak szczerym zaufaniem pana premiera.
Warto może zastanowić się chwilę nad tym nie ujętym jeszcze w klasyfikacjach podręcznikowych fenomenem państwa teoretycznego. Czy to stwierdzenie należy rozpatrywać dosłownie, czy jest w nim ukryta jakaś przenośnia? Nie wyjaśnił tego pan premier na konferencji prasowej zwołanej w terminie, który pozwalał na dobre przygotowanie. Skazani jesteśmy zatem wyłącznie na domysły. „Teoretycznie” w tym przypadku musi chyba oznaczać, że nie istnieje naprawdę, tylko tak jakby na niby. Niby formalnie istnieje, ale naprawdę nie istnieje, albo naprawdę niewiele znaczy. Trochę to dziwne, bo musiałoby oznaczać, że i pan minister jest tylko ministrem teoretycznym, a może i pan premier, a kto wie, czy i nie pan prezydent? Jedynie prezes Narodowego Banku Polskiego wydaje się w tym towarzystwie całkiem realny, nie dziwi zatem, że to właśnie do niego zwrócił się po prośbie, wbrew zapisom konstytucji, minister spraw wewnętrznych, nie ponosząc za to żadnych konsekwencji. Teoretyczne istnienie państwa, wydawać by się mogło, kruche, przedłuża się jednak, a to głównie dlatego, że przynosi komuś realne korzyści. Stąd rozumiemy, że ministrowi, który naruszył prawo, i prezesowi banku, a nawet premierowi, który strzeże tego interesu, nie może stać się krzywda.

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości