Historia lubi płatać figle. Jeszcze parę tygodni temu stróż praw człowieka, wielki komisarz tychże praw w Radzie Europy, takiej ideowej przybudówki Unii Europejskiej, bo, jak wiadomo, sama Unia nikomu niczego nie narzuca, tylko strzeże, pysznił się, strofując Polskę, jakoby to strasznie łamała prawa człowieka, a bo to za mało u nas aborcji, za mało przemocy wobec kobiet, za mało edukacji seksualnej młodzieży, za mało niechcianych ciąż nastolatek, za mało osób cierpiących na choroby przenoszone drogą płciową, za mało cudzoziemców, jednym słowem „erozja praworządności”. Tego wszystkiego u nas jest za mało, bo w ludziach ocalała jeszcze wiara w „tradycyjne wartości”, które dla pana komisarza też są złe, bo wynikają z „utrzymującej się patriarchalnej struktury społeczeństwa”. Poza tym pan komisarz zapytany, co sądzi o prawie do życia, fundamentalnym uprawnieniu demokratycznym, bez skrępowania odpowiedział, że „dotyczy tylko osób urodzonych”. No to wszystko jasne. Twórcy Europy od dawna już nie kryją, na jakim fundamencie budują swój „nowy wspaniały świat”.
Ale na takie dictum sługi diabła musiała zareagować Opatrzność i już 23 czerwca Brytyjczycy złamali tabu, jakoby Unia Europejska, źródło nieskończonej szczęśliwości 1/14 rodzaju ludzkiego, mogła się komukolwiek nie spodobać i ktokolwiek dobrowolnie chciałby ją opuścić, bo nie zgadza się na ustanowione w niej prawidła. A jednak stało się i Unia zaczęła się zaraz trząść w swoich niewzruszonych posadach. Ale też zaraz pojawili się ratownicy w osobach 6 mężów opatrznościowych zaproszonych naprędce do Berlina, no bo gdzieżby. I co uradzili? Ano uradzili, jak ratować to, czego uratować już się nie da, bo Opatrzność, zdaje się, jest przeciw. Najpierw jednak trzeba stworzyć wspólną armię, następnie wspólną politykę zagraniczną, potem wspólny kodeks karny, dalej wspólny system podatkowy, a na koniec wspólne przyjmowanie uchodźców, bo jest ich jeszcze za mało, a innego sposobu, aby im pomagać, nie ma. Czyli trzeba zmienić Unię w państwo.
Taką terapię zaordynowało Unii sześciu mężów opatrznościowych. Czy nie jest aby sprzeczna z europejską „praworządnością”, która nie uznaje „struktury patriarchalnej”? Sześciu „tatusiów” i tylko z krajów „najstarszych” w Unii Europejskiej narzuca program naprawczy pozostałym 21 krajom! Ale sytuacja jest poważna, to i sięgnięto po „poważne”, to znaczy tradycyjne i sprawdzone metody rozwiązywania problemów. Tylko co powie pan komisarz Rady Europy na to nagłe ujawnienie się „struktur patriarchalnych” w procesie ratowania Europy? Tatuś Schulz, tatuś Juncker, tatuś Thiemermans, i więcej jeszcze różnych podstarzałych tatusiów deliberuje, jak ratować Europę, i są w tej dziedzinie tak zdeterminowani, że zdają się nie uznawać żadnego sprzeciwu. Ratują oczywiście „europejskie wartości”, które od dawna przypominają zestaw priorytetów w sam raz dla mieszkańców Sodomy i Gomory, zanim nie przyszła na nich kara. Może zatem i tu zamiast zaczynać leczenie od dachu, należałoby się uważnie przyjrzeć fundamentom, na których stoi ten cały europejski dom, aby nie podzielił losu biblijnych pyszałków. No bo jeśli „prawo do życia dotyczy tylko osób urodzonych”, to drżyjcie urodzeni, bo wszyscy kiedyś byliście nieurodzeni, choć już żywi.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze