Duch inkluzywności
W Polsce Lech Wałęsa chyba nie doczekał się jeszcze ulicy swojego imienia, a już utracił taką ulicę w dalekim San Francisco. Zdaniem radnych miasta świętego Franciszka, Lech Wałęsa nie zasługuje tam na ulicę, ponieważ jego „wypowiedzi nie są spójne z duchem inkluzywności San Francisco”. Duch inkluzywności to duch obowiązującej w świecie zachodnim poprawności politycznej. W myśl tej poprawności wszelkie patologie, dewiacje, w tym zachowania homoseksualne traktowane są ze śmiertelną powagą jako zdrowe i godne upowszechniania. Nasz prezydent naraził się swoimi wypowiedziami ideologom poprawności, wypowiadając się jakieś półtora roku temu dosyć niepochlebnie o działaczach homoseksualnych. Złośliwie znalazł dla nich miejsce w ostatnim rzędzie ław poselskich. Ta wypowiedź dotycząca naszego zaścianka odbiła się szerokim echem w świecie i wreszcie, po blisko dwóch latach, przyniosła tak dotkliwe reperkusje. San Francisco posprzątało w swoim środowisku, wymiatając wszelkie odpryski konserwatywne. Obecnie, na straży ducha inkluzywności, na ulicy Wałęsy stanie nazwisko działacza LGBT.
Duch inkluzywności próbuje oczywiście, z ograniczoną jeszcze skutecznością, zainstalować się w naszym wciąż konserwatywnym kraju. Od dawna już w dziennikach elektronicznych w naszych szkołach, także płockich, zastępuje się jasną terminologię „ojciec”, „matka” pojęciami „rodzic pierwszy”, „rodzic drugi”. W rządowym elementarzu dla klas pierwszych zapomniano napisać, z jakiej okazji ubiera się u nas choinkę. Media, w związku ze sprawą profesora Chazana, usiłują przekonać nas, że lepsze jest uśmiercenie upośledzonego poczętego dziecka metodą rozrywania go na strzępy, niż zgoda na jego naturalną śmierć po urodzeniu. Trafne porównanie sytuacji naszej młodzieży na rynku pracy do sytuacji „czarnych” w Ameryce przez polityka spoza środowiska „poprawnych” spotkało się ze straszliwym napiętnowaniem.
Z duchem inkluzywności jest ten problem, że pozornie głosi on wartości pozytywne. Otwartość, szacunek, tolerancja, równość i demokracja to wartości w naszym kręgu kulturowym powszechnie akceptowalne. Manipulowanie jednak ich znaczeniem, stałe zacieranie precyzyjnie wytyczonych kiedyś granic dla ludzkich zachowań, pozwalających jasno określić, kiedy są dobre, a kiedy złe sprawia, że pęka ustalony przez wieki ład moralny, w ramach którego wychowywano kolejne pokolenia. Dziś można żywić obawy, że w sposób nieodwracalny usiłuje się zmanipulować świadomość młodych pokoleń do odrzucenia odwiecznego, klasycznego i chrześcijańskiego paradygmatu moralnego. Walka z tym paradygmatem i o niego staje się polem najważniejszego aktualnie sporu w naszej cywilizacji. Jest to także walka o przywrócenie właściwego znaczenia zdewaluowanemu pojęciu sumienia. Mało kto potrafiłby je dziś zdefiniować, w instrukcji użycia natomiast dopuszcza się stosowanie coraz bardziej elastycznych granic. W związku z tym zmienia się wyczucie tego, co jest złe w naszym postępowaniu, a duch inkluzywności przybiera postać ducha zdziczenia.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze