Wyjaśnić katastrofę
Została powołana nowa komisja do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Jednych ten fakt bardzo irytuje, innych cieszy. Łatwo zrozumieć i jednych, i drugich. Wszystko bowiem, co się działo i nadal dzieje się w związku z tą sprawą, jest następstwem wielkiej polityczno-medialnej rozgrywki w obrębie dwu zwalczających się bezlitośnie obozów. Aż wstyd, że dzieje się to w kontekście zbrodni katyńskiej, w związku z którą doszło do tego nieszczęścia. Poprzednia koalicja nawet nie kryła, że nie chce wyjaśnić rzetelnie problemu. Nazywam to uprawianiem polityki na grobach ofiar. Teraz ten zarzut w sposób całkowicie nieuzasadniony kieruje pod adresem twórcy nowej komisji. Stronniczość w tym śledztwie wystawia jej jak najgorsze świadectwo i w sposób usprawiedliwiony pozwala podejrzewać chęć ukrycia zaniedbań na różnych etapach organizacji i przebiegu lotu. Przeprowadzone śledztwo urąga standardom obowiązującym w tej dziedzinie w całym cywilizowanym świecie, gdzie rekonstrukcja wraku jest jednym z podstawowych działań śledczych. Zaniechanie tych procedur i zgoda na to, by Rosjanie rozgrywali nas tą katastrofą jest jak naplucie w twarz każdemu, kto ceni sobie prawdę w życiu publicznym. Ja czuję się opluty.
Dlatego powołanie nowej komisji przyjmuję z nadzieją, ale i bez szczególnego przekonania o powodzeniu na nowo rozpoczętego śledztwa. Niestety, cała bezpardonowo prowadzona od sześciu lat medialna nagonka na każdą próbę zakwestionowania podnoszonych nierzetelności, zrobiła swoje. Mało kto uwierzy w nowe ustalenia w tej jakże ważnej sprawie. Bo i wszystko, co wiąże się z tą tragedią, od początku było przedstawiane jako kwestia wiary. Nie wiedzy właśnie, tylko wiary. Mieliśmy wierzyć w ustalenia rządowe, poczynione bez właściwego zbadania wraku i przesłuchania kontrolerów lotu, których zachowanie pozostaje wciąż w kręgu najbardziej sugestywnych podejrzeń. Tamta władza potrafiła tylko pięknie pochować zmarłych, nie potrafiła, albo raczej nie chciała uszanować ich wyjaśnieniem przyczyn ich śmierci.
A ja chcę wiedzieć, jak było naprawdę. Także przez wzgląd na ten katyński kontekst oraz przez szacunek dla ofiar. Takie sprawy nie mogą być kwestią wiary, jak usiłowano wmówić skołowanemu społeczeństwu. Jak dawniej „na wiarę” zmuszano nas przez dziesiątki lat sądzić, że zbrodni katyńskiej dopuścił się kto inny, tak teraz „na wiarę” zmusza się nas do uznania faktów, że był to najzwyklejszy w świecie wypadek lotniczy. Może tak było, ale mamy o tym wiedzieć na podstawie rzetelnego śledztwa, a nie w to wierzyć na podstawie politycznych nacisków, czynionych przez tych, którzy zaniedbali swoje obowiązki przy organizacji tamtego lotu. Czy nowa komisja takie śledztwo jest w stanie przeprowadzić po tak długim czasie i w atmosferze tak agresywnej nagonki ze strony „obrońców demokracji”? Będzie to bardzo trudne i może niewykonalne. Jeśli jednak mamy dokonać sanacji w naszym życiu społecznym, to fundamentem musi stać się uznanie zasady, że wiarę rezerwujemy sobie do spraw religijnych, a w innych sferach domagamy się wiedzy o faktach. W przeciwnym razie utoniemy w sekciarskich dywagacjach, do których tak nas nastroili w ciągu ostatnich kilku lat „obrońcy demokracji”.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze