Reklama

Felieton - Wiesław Kopeć

09/07/2014 07:56

Golgota Picnic
W „1. Liście św. Jana” znajdziemy znane stwierdzenie, że „Bóg jest miłością”. To objawiona prawda wiary i gdyby ktoś jej zaprzeczał, z pewnością bluźniłby przeciwko Bogu. A co jeśli bluźniłby w ten sposób w swoim dziele artysta, pisarz, reżyser? Spalić jego dzieła, wyrzucić ze sceny teatralnej albo z sali kinowej? Sztuka ma oczywiście swoje granice, ale trzeba je dobrze rozumieć. Z takim rodzajem bluźnierstwa mamy do czynienia w największym dziele polskiego romantyzmu – w III części „Dziadów”. Bluźni nie Mickiewicz oczywiście, tylko bohater jego utworu – Konrad. Obraża Boga, zaprzecza tej prawdzie, którą głosi św. Jan. Gdyby Mickiewicz bluźnił, miałby problem z Panem Bogiem, z władzą kościelną, a może nawet z władzą państwową, uchodziłby za gorszyciela i burzyciela porządku publicznego.

Dzieło literackie, i każde dzieło sztuki, rządzi się jednak innymi prawami. Mogą się w nim ścierać różne racje, poglądy, stanowiska. I bluźnierstwo włożone w usta bohatera nie jest bluźnierstwem autora. Jest bluźnierstwem fikcyjnym, „literackim”. Jest po prostu manifestacją postawy bohatera, czyli pewnego modelowego przedstawienia jakiegoś typu ludzkiego zachowania, myślenia, odzwierciedlonego w dziele sztuki, co jest jak najbardziej uprawnione. Od czasów starożytnych jest przyjęte, że sztuka naśladuje rzeczywistość – to, co nas otacza i to, co jest w nas, nasze myśli, poglądy, przeżycia. Co mamy zatem myśleć o sztuce argentyńskiego pisarza „Golgota Picnic”, o którą stoczono w naszym kraju prawdziwą wojnę religijną? Sztuka stała się bardzo sławna za sprawą krzyku jej wrogów.

Jest zrozumiałe, że nie mogliśmy jej oglądać, bo ekipa, która ją przygotowała, została zaproszona do Poznania, a nie do naszego miasta, w którym też jest sporo prawdziwych miłośników teatru. Mogliśmy jednak przeczytać tekst sztuki za sprawą publikacji „Gazety Wyborczej”. Zatem przeczytałem i wiem coś niecoś o tekście. Realizacji teatralnej nie znam, z fragmentów na youtubie wnoszę, że to może być mierne przedstawienie. Zgadzam się jednak z oceną ks. Andrzeja Lutra, że tekst nie jest bluźnierczy. Jest bełkotliwy i zupełnie nieteatralny. Mamy do czynienia z dziwnym, sążnistym monologiem, w którym nawet nie do końca wiadomo, kto mówi. Z tekstu wyłania się jednak miejscami przejmujący i bardzo krytyczny obraz kapitalistycznego świata z człowiekiem konającym pod ciężarem konsumizmu, popkultury, kultu ciała, materii. Człowiek ten boleśnie doświadcza rozłączenia ze sferą sacrum i łapczywie szuka jakiegoś zrębu sensu. Bohater obraża Boga (to samo robi Konrad u Mickiewicza), doświadcza obrzydzenia światem „bez grama etyki”, w którym dba się nie o kondycję duszy, a o zrzucenie zbędnych zasobów tłuszczu. Cierpi, bo jest częścią tego świata. Co do języka sztuki, to pod względem wulgarności z pewnością przegrałby konkurencję ze stenogramami rozmów zarejestrowanych na taśmach z afery podsłuchowej, o której już zupełnie zapomnieliśmy, zresztą jak i o samej sztuce. Możemy spokojnie wrócić do naszych ulubionych programów telewizyjnych i ukochanych potraw, no i do niedzielnych zakupów w hipermarkecie, które przecież nie kolidują z misterium Męki Pańskiej, choć ta rozgrywa się tuż obok w kościele za rogiem, do którego zresztą chodzi już coraz mniej ludzi. Wolą przecież pospać dłużej, zrobić grilla, urządzić piknik…

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości