Koń trojański
W ostatnich miesiącach pojawiają się i w naszych mediach coraz częściej niepokojące teksty na temat islamu, szczególnie o niewyobrażalnych okrucieństwach na terenach tzw. Państwa Islamskiego. Ale można też przeczytać komunikaty o protestach w niemieckich miastach przeciwko “rzekomej” (tak wciąż u nas się pisze o tym problemie) groźbie islamizacji Europy. Modne stały się ostatnio także apokaliptyczne doniesienia o autentycznych, a nie “rzekomych” groźbach dżihadystów z Państwa Islamskiego wobec naszego kontynentu: “Któregoś dnia podbijemy Europę. Nie należy pytać, czy to zrobimy, ale kiedy to się stanie. A to jest pewne. Dla nas nie istnieją granice, są tylko linie frontu. Nasza ekspansja będzie trwała bezustannie. Europejczycy muszą wiedzieć, że kiedy przyjdziemy, nie będzie miło. Przyjdziemy z bronią, a ci, którzy nie przejdą na islam, zostaną zabici”. W komentarzach do tych szaleńczych w wymowie słów można było jeszcze przeczytać: “Dżihadysta przyznał, że ścięcia i niewolnictwo nie ustaną, bo są częścią ich religii. Dodał przy tym, że wielu niewolników przeszło na islam i zostało uwolnionych”. “Wyborcza” cytuje jeszcze słowa niemieckiego pisarza i dziennikarza Jürgena Todenhöfera, który spędził kilka dni w Mosulu wśród dżihadystów: “Myślę, że IS jest dużo bardziej niebezpieczne, niż wydaje się zachodnim przywódcom. Oni wierzą w to, o co walczą i przygotowują największą kampanię religijną, jaką widział świat”.
No to ładnie nam się zaczyna nowy rok. Wciąż przybywa wokół nas sytuacji groźnych – z jednej strony granicy wojna, z drugiej strony granicy demonstracje, z trzeciej strony (myślę o Szwecji) niepokojące doniesienia o coraz bardziej agresywnych zachowaniach muzułmańskiej mniejszości. W Iraku i Syrii powstało jakieś monstrum o nieprzewidywalnym obliczu. Jürgen Todenhöfer przypisuje tej dziwnej organizacji terrorystycznej zwanej Państwem Islamskim “siłę nuklearnego tsunami”. Jego arabscy rozmówcy są przekonani, że kierunek ich walce nadaje “Bóg”. Biorę tego “Boga” w cudzysłów, bo nie wyobrażam sobie, by mógł to być prawdziwy Bóg, ten sam Bóg, którego poznaliśmy tu w starej, dobrej Europie, a którego ta stara Europa wyrzeka się na naszych oczach.
Czy sytuacja, o której informują media, jest poważna, a jeśli taka by była, czy jest pod kontrolą włodarzy Europy? Czy jest tu jeszcze bezpiecznie, czy już należy się bać? Nikt na te pytania na razie nie kwapi się odpowiadać. Pesymiści uważają, że rządzący Europą demokratyczni liberałowie polityką poprawności i multikulturowości zainstalowali na własne życzenie we wnętrzu Starego Kontynentu coś na kształt samobójczego konia trojańskiego. Na ten proces nałożyło się permanentne osłabianie ducha Europejczyków poprzez infekowanie umysłów młodych pokoleń prymitywnym ateizmem, materializmem i hedonistycznym podejściem do życia. Pozbawieni przywiązania do wyższych idei, nastawieni na zabawę Europejczycy powoli stają oko w oko z ludźmi, z których aż kipi nadmiar szaleńczej, obłąkańczej idei. Jakie szanse mamy w tym starciu? Nie ma co ukrywać, że coraz powszechniejsze staje się odczucie, że wszystko jest już przesądzone i że te szanse są wyjątkowo marne.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze