A wybory trwają…
Kiedy we czwartek wieczorem zaczynałem pisać ten felieton, wybory samorządowe jeszcze się nie skończyły, bo te cholerne głosy, na podstawie których nasi kochani kandydaci mają się zamienić w naszych reprezentantów, nie chcą się policzyć, szczególnie do rad powiatowych i wojewódzkich. Właśnie zaczynała się okupacja siedziby Państwowej Komisji Wyborczej, z której młodzi okupanci (no proszę, jeszcze nie wszyscy wyjechali) wzięli sobie za punkt honoru przegonić na cztery wiatry emerytowanych sędziów, czyli tzw. leśnych dziadków, którym dano do obsługi skomplikowany system informatyczny, kiedy oni maila nie potrafią dobrze napisać. Muszą czuć się z pyszna zarówno wybierający, jak i wybierani. Ani jedni, ani drudzy nie będą mieli już pewności, że ich głos należycie uszanowano albo że zostali wiarygodnie wybrani. Kruche podstawy naszej demokracji zrobiły się jeszcze bardziej niepewne, a w niespodziewany tryumf PSL-u nie mogą uwierzyć nawet niektórzy członkowie tej partii.
W piątek rano dowiedzieliśmy się, że to jednak nie “młodzi demonstranci” (nazywani odtąd “prawicowymi oszołomami” lub “nazi-kibolami”) przegonili “leśnych dziadków” z PKW, tylko ich samych policja rozniosła w proch. No cóż, proszę Państwa, demokracja to jednak poważna sprawa, której nam nikt spieprzyć nie może. Za plecami takich “dziadków” stoi przecież nie kto inny, tylko sam Prezydent, z którego nominacji członkowie PKW pochodzą. Stąd poszedł w eter jasny przekaz, że to nie polska demokracja została zaatakowana przez nieudolnych sędziów, tylko “kluczowa instytucja polskiej demokracji” została zaatakowana przez bandy prawicowych ekstremistów. Punkt widzenia w Polsce zależy wciąż od punktu siedzenia. Każdy widzi sprawy inaczej, z pozycji, na której się szczęśliwie umocował, okopał, nie musząc jeszcze wyjeżdżać jak miliony młodych, którzy od dawna mają w dupie polską demokrację z jej kabaretowymi pyskówkami i wolą dać dyla jak najdalej od niej. I nikt ich tu nie próbuje zatrzymać, ani Prezydent, ani Premier, ani Prymas…
Spór o to, kto upokorzył państwo polskie, rozgorzał od rana w piątek ze zdwojoną siłą. Czy nieudolność kierownictwa instytucji państwowej działającej z błogosławieństwem Prezydenta, czy protestujący obywatele, pardon… “nazi-kibole”, którzy zakłócili spokój instytucji tak potrzebny w tej chwili do liczenia głosów? Kto tak naprawdę uderzył w podstawy polskiej demokracji? Czyje zachowanie stało się “bandyckim atakiem”, “aktem terroru”? Te dramatyczne cytaty pochodzą ze strony “Gazety Wyborczej”, która w tym samym dniu policzyła, że najdłuższe penisy mają jednak wyborcy PiS-u. Mam nadzieję, że to nieoczekiwane odkrycie nie wstrząśnie “podstawami polskiej demokracji” w takim stopniu, w jakim uczyniła to nieudolność sędziów PKW. No i, proszę Państwa, proszę się nie martwić, wszak od dawna wiadomo, że długość tak naprawdę nie ma znaczenia…, niemniej, kto wie, czy nie mogłaby się przyczynić do wzmocnienia wizerunku państwa polskiego na wypadek, gdyby incydenty, podobne do tych z ostatnich dni, powtarzały się w przyszłości?
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze