Reklama

Felieton - Wiesław Kopeć

07/10/2014 11:27

Popcornem w Powstanie Warszawskie

Ilekroć wybieram się z młodzieżą do kina na jakiś, przeważnie jakiś lepszy, film, doznaję tego samego niemiłego uczucia, jakbym znajdował się w jakiejś afrykańskiej dziczy, mimo że wciąż jestem w Płocku, a do tego w “Przedwiośniu”. Nazwa kina zresztą nie ma tu nic do rzeczy. W każdym jest tak samo. Dziko, potwornie dziko. Dla kina to wszystko jedno, czy zaprasza na film poważny, głęboki, czy na byle jaką komedyjkę. Ważne, by sprzedać i zarobić. Stąd w kinie można kupić nie tylko bilety na film, jak w czasach głębokiej komuny, ale także różnego rodzaju kulinaria, które ludziskom, a szczególnie dzieciom, chce się pożerać najbardziej akurat wtedy, kiedy oglądają film. Nie wystarczy się najeść w domu, trzeba dopchać w kinie. O ile jeszcze ujdzie to jakoś na durnych amerykańskich “sensacjach”, których u nas jest najwięcej, to trzeba przyznać, że są filmy, na których po prostu nie wypada się obżerać. Z jakichś powodów nie robi się tego w teatrze, a przecież film to też sztuka i to nie byle jaka. Niestety ludzie prowadzący kina nie mają tego wyczucia i pchają w widzów wszystko, co tylko może przez nich przelecieć. Szkoda. Odbiór sztuki filmowej odbywa się dziś na równi z konsumowaniem popcornu i tym podobnych ingrediencji. A ktoś przecież powinien zadbać o to, by trzymać styl.
Niestety nie dbają o to także nauczycielki, które prowadzą do kina dzieci ze szkół gimnazjalnych. Młodzież licealna ma większe wyczucie w tych sprawach, ale dzieci trzeba dobrych obyczajów po prostu nauczyć. Są szkoły, w których o to się dba, ale nie we wszystkich. Przypadło mi oglądać film “Miasto 44” w towarzystwie takich straszliwie wygłodniałych dzieci i ich opiekunek, którym było naprawdę wszystko jedno, jak zachowują się podopieczni. Akurat w 70. rocznicę Powstania na ekrany wszedł film, który ma chyba za zadanie podnieść ducha tego wygłodniałego, nienajedzonego pokolenia, ale jak się ma to dokonać, kiedy dorośli, specjalnie powołani do wychowywania, o to w ogóle nie dbają. Jak pogodzić cześć dla bohaterów Powstania, refleksję na temat ich tragicznego losu z beztroską konsumpcją prażonej kukurydzy? Nie sądzę, by nadmiar jedzenia w tym wypadku służył namysłowi nad zawiłymi meandrami naszej historii i skłaniał do podziwu dla heroizmu powstańców. Raczej szkodzi.
Szczególnie, kiedy mamy do czynienia z filmem w tak dużym stopniu operującym okrucieństwem, dosłownością obrazowania, naturalizmem scen zabijania. Krew sika z ekranu, deszcz ludzkiego mięsa wiruje w powietrzu, a dźwięk Dolby Stereo rozrywa bębenki w uszach. Wojna pokazana została jako wydarzenie o wymiarze apokaliptycznym, strasznym. I patrzy na to dzieciarnia zasuwająca popcorn, i bawi się tak samo dobrze jak na “Pszczółce Mai”. Nie tak to wszystko powinno wyglądać. Chyba, że nie zależy nam na wychowaniu młodych pokoleń, bo i tak wiemy, że są przeznaczone do zmielenia przez okrutny walec rynku, któremu akurat człowiek refleksyjny, uduchowiony, wychowany na dobrej literaturze i dobrym kinie wcale nie jest potrzebny. Bo marudzi, nie kupi popcornu, obniży zyski. Na cóż taki miałby się przydać?

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości