Popcornem w Powstanie Warszawskie
Ilekroć wybieram się z młodzieżą do kina na jakiś, przeważnie jakiś lepszy, film, doznaję tego samego niemiłego uczucia, jakbym znajdował się w jakiejś afrykańskiej dziczy, mimo że wciąż jestem w Płocku, a do tego w “Przedwiośniu”. Nazwa kina zresztą nie ma tu nic do rzeczy. W każdym jest tak samo. Dziko, potwornie dziko. Dla kina to wszystko jedno, czy zaprasza na film poważny, głęboki, czy na byle jaką komedyjkę. Ważne, by sprzedać i zarobić. Stąd w kinie można kupić nie tylko bilety na film, jak w czasach głębokiej komuny, ale także różnego rodzaju kulinaria, które ludziskom, a szczególnie dzieciom, chce się pożerać najbardziej akurat wtedy, kiedy oglądają film. Nie wystarczy się najeść w domu, trzeba dopchać w kinie. O ile jeszcze ujdzie to jakoś na durnych amerykańskich “sensacjach”, których u nas jest najwięcej, to trzeba przyznać, że są filmy, na których po prostu nie wypada się obżerać. Z jakichś powodów nie robi się tego w teatrze, a przecież film to też sztuka i to nie byle jaka. Niestety ludzie prowadzący kina nie mają tego wyczucia i pchają w widzów wszystko, co tylko może przez nich przelecieć. Szkoda. Odbiór sztuki filmowej odbywa się dziś na równi z konsumowaniem popcornu i tym podobnych ingrediencji. A ktoś przecież powinien zadbać o to, by trzymać styl.
Niestety nie dbają o to także nauczycielki, które prowadzą do kina dzieci ze szkół gimnazjalnych. Młodzież licealna ma większe wyczucie w tych sprawach, ale dzieci trzeba dobrych obyczajów po prostu nauczyć. Są szkoły, w których o to się dba, ale nie we wszystkich. Przypadło mi oglądać film “Miasto 44” w towarzystwie takich straszliwie wygłodniałych dzieci i ich opiekunek, którym było naprawdę wszystko jedno, jak zachowują się podopieczni. Akurat w 70. rocznicę Powstania na ekrany wszedł film, który ma chyba za zadanie podnieść ducha tego wygłodniałego, nienajedzonego pokolenia, ale jak się ma to dokonać, kiedy dorośli, specjalnie powołani do wychowywania, o to w ogóle nie dbają. Jak pogodzić cześć dla bohaterów Powstania, refleksję na temat ich tragicznego losu z beztroską konsumpcją prażonej kukurydzy? Nie sądzę, by nadmiar jedzenia w tym wypadku służył namysłowi nad zawiłymi meandrami naszej historii i skłaniał do podziwu dla heroizmu powstańców. Raczej szkodzi.
Szczególnie, kiedy mamy do czynienia z filmem w tak dużym stopniu operującym okrucieństwem, dosłownością obrazowania, naturalizmem scen zabijania. Krew sika z ekranu, deszcz ludzkiego mięsa wiruje w powietrzu, a dźwięk Dolby Stereo rozrywa bębenki w uszach. Wojna pokazana została jako wydarzenie o wymiarze apokaliptycznym, strasznym. I patrzy na to dzieciarnia zasuwająca popcorn, i bawi się tak samo dobrze jak na “Pszczółce Mai”. Nie tak to wszystko powinno wyglądać. Chyba, że nie zależy nam na wychowaniu młodych pokoleń, bo i tak wiemy, że są przeznaczone do zmielenia przez okrutny walec rynku, któremu akurat człowiek refleksyjny, uduchowiony, wychowany na dobrej literaturze i dobrym kinie wcale nie jest potrzebny. Bo marudzi, nie kupi popcornu, obniży zyski. Na cóż taki miałby się przydać?
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze