Miesiąc tradycji
Ileż w tym sierpniu różnych rocznic, lokalnych, narodowych i międzynarodowych. W każdym sierpniu, ale w tym szczególnie parę wyjątkowo okrągłych. I 70. rocznica Powstania Warszawskiego, i 150 rocznica śmierci ostatniego dyktatora powstania styczniowego Romualda Traugutta, i setna rocznica wybuchu Wielkiej Wojny, która potem w nomenklaturze historycznej otrzymała mniej wymowną nazwę jako I wojna światowa. I kolejna rocznica „Cudu nad Wisłą”, i zrywu „Solidarności”, i śmierci Korczaka, Maksymiliana Kolbego, Edyty Stein, by wymienić tylko kilka wyjątkowych postaci. A na deser jeszcze Józef Piłsudski i owiany legendą wymarsz I Brygady. Ile tu historii, tradycji, jaki potężny ładunek duchowy i moralny, wart tego, by się weń wgryzać, by o nim czytać, by go wykorzystać w działaniach wychowawczych. Telewizje nie bardzo są zainteresowane tym ładunkiem, za dużo w nim poważnych treści, a w telewizjach musi być lekko i przyjemnie. Treści poważne łatwo mogłyby zmącić beztroską atmosferę konsumpcji, zburzyć klimat rynkowego wyścigu do produkcji i konsumowania jej efektów.
Ciekawi mnie, na ile jesteśmy jeszcze społeczeństwem wychowującym? To niezwykłe sformułowanie znalazłem w jakiejś przedwojennej publikacji. Można by je zaproponować jako kontrapunkt dla popularnego w naszych czasach sformułowania: „społeczeństwo konsumpcyjne”. Co je różni? Nade wszystko stosunek do wartości i celów, jakie stawia przed sobą zbiorowość. W dobrej tradycji pedagogicznej zawsze wyróżniano dwa rodzaje celów wychowawczych – instrumentalne i tzw. kierunkowe. Pierwsze to te, które można sprowadzić do wykształcenia, zdobycia umiejętności, które czynią człowieka kompetentnym do wykonywania jakiegoś zawodu, zdobywania środków do życia. To cele praktyczne, które zawojowały współczesną rzeczywistość zdominowaną przez myślenie prorynkowe, prokapitalistyczne. Druga kategoria celów wychowawczych to cele kierunkowe, czyli inaczej mówiąc cele ogólne, egzystencjalne, nastawione na odkrywanie i przeżywanie zagadnień związanych z rozumieniem sensu samego życia.
W świecie, na jaki jesteśmy skazani, w kulturze nastawionej na używanie, wytwarzanie, konsumowanie dominują albo występują niestety tylko cele pierwszej kategorii. Zanika natomiast refleksja o celach z drugiej kategorii. Tak jest w mediach nastawionych nie na dostarczanie materiału do intelektualnej dyskusji, tylko do łatwej i przyjemnej rozrywki, tak jest w szkole, nastawionej na kształcenie podporządkowane bezdusznym regułom rynku pracy. Tak jest w życiu, w którym chodzi tylko o „fajne” spędzanie czasu. Zbyt łatwo daliśmy się ogołocić z tej równowagi, jaką można było dostrzec jeszcze w poprzednim, choć wrażym ustroju, potępianym dziś w czambuł. Zbyt łatwo pozwoliliśmy na to, by ze społeczeństwa wychowującego przekształcić się w społeczeństwo używające, zjadające, któremu nie są w gruncie rzeczy potrzebne te wielkie rocznice i wielkie postacie, niosące w sobie radykalne przykłady postaw i stylów życia tak odległych od rzeczywistości, którą nam zaoferowano jako zdobycz transformacji. Jak ten świat ocenialiby dziś Traugutt i Piłsudski, Korczak i Kolbe, i Edyta Stein, i powstańcy warszawscy? Czy nie zawstydzilibyśmy się, gdyby przyszło nam spojrzeć im w oczy?
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze