Reklama

Felieton: Liczmy na siebie?

Los ofiarował mojemu pokoleniu życie bez wojny. Żyję dość długo i bywały momenty, kiedy wydawało się, że koniec tego dobrego! Jakoś się jednak rozchodziło po kościach. Może i teraz… Sytuacja jest napięta. Na dodatek od naszego najważniejszego sojusznika i jedynego poważnego gwaranta względnego bezpieczeństwa (nic nie jest pewne na tym świecie, nie licząc śmierci i podatków) napłynął sygnał niepokojący co najmniej. Za kilka miesięcy w Ameryce wybory prezydenckie i z dużym prawdopodobieństwem nastąpi zmiana lokatora Białego Domu. A właśnie najpoważniejszy kandydat do tej roli wygłosił sentencję, która wywołała burzę na świecie. "Jeden z prezydentów dużego kraju zapytał mnie: no cóż, proszę pana, jeśli nie zapłacimy (2% PKB na obronność) i zostaniemy zaatakowani przez Rosję, czy będzie pan nas chronił?" Odpowiedziałem: "Nie, nie będę was chronił. Właściwie zachęcałbym ich (Rosję), żeby zrobili z wami, co chcą. Musisz zapłacić". W połączeniu z wcześniejszą zapowiedzią o wystąpieniu Ameryki z sojuszu strach się bać… My wprawdzie płacimy dwa razy tyle, ale czy to wystarczy? Czy NATO potraktuje wybiórczo swoich członków? I co na to Rosja? Czy będzie atakować tych, co nie płacą, a solidnych zostawi w spokoju? 

Czy należy traktować te wypowiedzi jako grę wyborczą? Czy Ameryka w obliczu zagrożenia ze strony układu chińsko – rosyjskiego (czy szerzej rozrastającego się BRICS) rzeczywiście gotowa jest stawić mu czoła w pojedynkę? Może sobie pozwolić na zlekceważenie potencjału militarnego i gospodarczego trzydziestu członków Sojuszu Północnoatlantyckiego? Owszem, wielu z nich to liliputy albo kolosy na glinianych nogach (Niemcy). Ale NATO to również prawie milionowa armia turecka, Wielka Brytania, kraje skandynawskie… 

Reklama

Gdyby jednak Trump wygrał wybory i okazałoby się, że te zapowiedzi to nie była gra, że naprawdę zamierza wywrócić stolik, to jakie mamy szanse uniknąć katastrofy? W pojedynkę, mimo buńczucznych zapowiedzi o budowie najsilniejszej armii lądowej w Europie o potencjale, który będzie w stanie skutecznie odstraszyć potencjalnego agresora (wiadomo którego), oczywiście żadnych. Po pierwsze armia jest w budowie, a budowa musi trwać i nie wiadomo czy mamy tyle czasu, po drugie przy zmianie podejścia naszego głównego sojusznika i dostawcy sprzętu nie będzie z czego budować, po trzecie wojna rozgrywa się dziś w powietrzu…

 

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości