Reklama

Felieton - Jezry Ogonowski

04/11/2014 08:36

Tekst, który mają Państwo przed sobą, powstaje przed dniem Wszystkich Świętych. Nie będzie zatem wrażeń z tegorocznego wyjazdu na groby bliskich. Muszę się ograniczyć do kilku refleksji natury ogólnej. Nie mam dostatecznej wiedzy, ale wydaje się, że jest to święto szczególnie kultywowane w naszym kraju. Co więcej, zwyczaje związane z nim (kwiaty i znicze na grobach) są podtrzymywane przez cały rok. Stąd całoroczne stragany z tym towarem przy cmentarzach. Nie jestem wielkim globtroterem, ale nie zdarzyło mi się widzieć podobnych zjawisk za granicą. Jak to wyjaśnić? W zasadzie trzeba by się zwrócić do specjalistów: socjologów, psychologów, teologów… Tyle że to nie jest rozprawa naukowa, tylko felieton. Zatem trochę luzu… Przede wszystkim wydaje się, że jest to zjawisko związane z pokoleniami, które przeżyły sławną „transformację ustrojową”. Czyli z grubsza moich rówieśników i naszych rodziców. Wśród młodych, zwłaszcza tych, co dorastali po komunie, takiego pędu do odwiedzania cmentarzy nie obserwuję. Wcześniej też tego nie było. Na groby szło się pierwszego listopada. Można by zatem potraktować tę wyjątkowo silną więź z bliskimi, którzy odeszli, jako substytut tęsknoty za czasem minionym, za młodością. Nie wszyscy darzą sentymentem tamten system, tamto państwo, tamtą gospodarkę… Cóż zatem pozostaje? Na przykład szczególnie intensywna pamięć o bliskich, których już nie ma!

Jeśli ta diagnoza jest trafna, to szkoda… Oznacza to bowiem, że ten ważny element naszej kultury niebawem odejdzie w niebyt. Cywilizacja zubożeje. W połączeniu z innymi trendami, na przykład coraz większym naciskiem na upowszechnienie „prawa do godnej śmierci”, czyli po prostu eutanazji, realne jest zagrożenie sprowadzeniem szacunku dla życia ludzkiego do ekonomicznego kryterium „wartości użytkowej”. Na dodatek jeszcze rozwój transplantologii powoduje drastyczny wzrost popytu na „części zamienne”… Istnieje zatem pilna potrzeba podtrzymywania młodej stosunkowo tradycji dbania o pamięć przodków, zaszczepienia jej następnym pokoleniom. I wydaje się, że wszystkie drogi do tego celu są właściwe. Trzeba też szukać sojuszników. Również wśród tych, którzy kultywują na gruncie polskim tradycje przeniesione z innych kultur. Oczywiście myślę przede wszystkim o anglosaskim święcie Halloween. Niech się młodzi przebierają, rzeźbią w dyniach, urządzają te „straszne” spektakle… Ale niech to ma ciąg dalszy. Niech odwiedzą groby przodków, zapalą świeczki (choćby nawet zamknięte w dyni)… A może wymyślą inne sposoby podtrzymywania więzi… Byle nie zwyciężył pogląd, że zmarły to trochę kości i mięsa, którym nie warto sobie zaprzątać głowy…

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości