Przed tygodniem zakończyłem gratulacjami dla piłkarzy z okazji awansu, po dziewięciu latach, do ekstraklasy. Oczywiście ten awans, jak każdy sukces, ma wielu ojców. I wszyscy zasłużyli na słowa uznania, od właścicieli klubu i zarządu po kibiców. Tych co są na każdym meczu, tak zwanych „niedzielnych” oraz tych, co na meczach nie bywają, ale piłkarzom dobrze życzą. Mamy zatem święto futbolu w mieście… I jednocześnie dobry moment, by pomyśleć o tym, co dalej! Od dziewięciu lat, czyli od momentu spadku z ekstraklasy, Wisła jest klubem w stu procentach miejskim. I od tego też momentu, jak zapewne Szanowni Czytelnicy pamiętają, niczym Katon Starszy powtarzam przy każdej okazji, że Wisłę należy oddać w ręce prywatne. Przede wszystkim dlatego, że jako wyznawca doktryny liberalnej w wersji skrajnej jestem przekonany, że biznes to domena prywatnych przedsiębiorców, a nie państwa czy samorządów. Te podmioty mają inne zadania. I „druga noga”. Nie wierzę w urzędnika jako przedsiębiorcę. To już, w wersji skrajnej, przerabialiśmy! I skutki radosnej twórczości wyznawców socjalizmu odczuwamy do dzisiaj. Ciągle musimy gonić tych, którym nie było dane doświadczenie czterdziestu lat tego eksperymentu.
Te argumenty, jak sądzę, dostatecznie tłumaczą niechęć do obecnego układu… Co dalej? Obawiam się, że… nic! Wszystko zostanie po staremu. A szkoda! Teraz jest najlepszy moment, by intensywnie szukać strategicznego inwestora. Zespół jest w Ekstraklasie, zatem oferujemy świetny produkt z marketingowego punktu widzenia. Można go sprzedać za dobrą cenę. Wiem, że nie jest łatwo. Bo jakże to? Pozbywać się zabawki, na którą czekało się długie dziewięć lat… Można spijać śmietankę, pokazywać się w loży podczas meczów, owacje kibiców…. I zawsze można zadać pytanie: no dobrze, ale komu sprzedać akcje, które są własnością miasta? I tu jest problem. W naszym mieście nie ma tak naprawdę dużych firm prywatnych. Na tyle dużych, by właściciele mogli sobie pozwolić na tak kosztowne hobby, jak utrzymywanie klubu w Ekstraklasie. Nie ma Filipiaków, Drzymałów czy Cupiałów. A przynajmniej mnie nic nie wiadomo o takich przypadkach. Czy to oznacza, że sprawa jest beznadziejna? Niekoniecznie. Przecież takie firmy jak Bruk – Bet z Niecieczy, w Płocku i okolicy zapewne funkcjonują. I były już sygnały, że są gotowe wejść w futbolowy interes. Pisałem w tym miejscu o takich ofertach. Niestety, obecny właściciel nie wykazał nadmiernej determinacji w dążeniu do sfinalizowania odpowiedniej transakcji…
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze