Reklama

Felieton - Jerzy Ogonowski

15/07/2014 10:04

Miało być wakacyjnie, bez poważnych tematów… Tak zapowiadałem przed tygodniem. Miało! Ale tydzień, to bardzo dużo czasu, jak się okazuje. A w tym czasie, mimo sezonu ogórkowego, mogą zajść wydarzenia takiej rangi, że zapowiedzi takie jak powyższa muszą trafić do kosza! Bo kto mógł przewidzieć tydzień temu to, co obejrzeliśmy we wtorkowy wieczór na ekranach telewizorów? Nie wiem, może jakiś żółw, wielbłąd albo słoń, które to zwierzątka mogą się poszczycić niemałymi osiągnięciami w typowaniu wyników mundialowych spotkań. Jest tylko jedno ale. One wybierają spośród możliwości wcześniej zaproponowanych przez człowieka. No, właśnie! Proszę mi wskazać śmiałka, który jako możliwy wynik wtorkowego półfinału zaproponowałby ten, który faktycznie się zdarzył? Równie dobrze można było przewidywać, że mecz zakończy się rezultatem, dajmy na to, sto sześćdziesiąt osiem do stu trzydziestu czterech! Trzeba zatem pisać o najważniejszej z rzeczy nieważnych, czyli o futbolu…

Dla prawdziwego kibica jest to bowiem sytuacja dramatyczna. To co się wydarzyło na stadionie w Belo Horizonte stawia pod wielkim znakiem zapytania sens tej zabawy. Już raz taki moment przeżyłem. Nie chodziło wtedy o piłkę nożną, ale o inną dyscyplinę sportu (wówczas jeszcze skłonny byłem za taką ją uważać), a mianowicie o wspinaczkę wysokogórską, czyli himalaizm. Wszelką sympatię do tej dziedziny utraciłem z chwilą śmierci Jerzego Kukuczki. Jeśli tacy ludzie (a nie on pierwszy przecież) spadają ze ściany, to zabawa ta nie ma ze sportem nic wspólnego! To tak, jakby zwycięzca ligi mistrzów przegrywał pięć do zera z, powiedzmy, Zrywem Bielsk (z całym szacunkiem dla tego klubu). Równie dobrze mógłbym wówczas użyć, jak się Szanowny Czytelnik domyśla, innego przykładu. Tyle, że ten inny przykład dziś byłby już nieaktualny… I tu pojawia się wspomniany wyżej dylemat. Jaki sens ma dyscyplina sportu, w której półfinał mistrzostw świata wygląda mniej więcej tak, jakby na boisku potykały się (w najsilniejszych składach) Real Madryt ze Zrywem Bielsk? I to właśnie sympatyczni bielszczanie sprawili łomot najlepszej klubowej drużynie Europy? Takie rezultaty mogą się zdarzać w grach losowych, ale nie tam, gdzie decydujące znaczenie mają umiejętności, forma, klasa… Czyli w sporcie właśnie! I co dalej? Szczerze mówiąc, nie wiem. Zapomnieć tego nie sposób, ale z drugiej strony nie da się porównać, przynajmniej w moim przypadku, pasji do futbolu i himalaizmu. Cóż, chyba trzeba będzie jakoś z tym bolesnym doświadczeniem żyć…

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości