Reklama

Felieton - Jerzy Ogonowski

24/02/2015 09:30

Wprawdzie „Tygodnik” to pismo regionalne, ale czasem trzeba zachować się inaczej niż, tu zacytuję klasyczkę, rozsądna polska kobieta. Zatem dziś o… polityce międzynarodowej. Widzianej okiem laika, bo ekspertem żadnym w tej dziedzinie, rzecz jasna, nie jestem. Ale każdy program informacyjny i każde wydanie prasy codziennej i nie tylko, zaczyna się od doniesień z frontu „wojny ukraińsko – rosyjskiej”. Cudzysłów zamierzony, bo choć padają tam strzały i giną ludzie, to klasyczną wojną między państwami ten konflikt z pewnością nie jest. Nawet wojną „nowego typu”. Co nie znaczy, że nie może się w taką przerodzić… Choć prawdopodobieństwo jest, moim zdaniem, niewielkie. Dopóki dysproporcja sił jest tak wielka, że cele, nawet ważne, strategiczne, silniejszy może osiągnąć małym kosztem (cóż to za wysiłek podesłać grupki „zielonych ludzików” i trochę sprzętu, nie najnowszej generacji zapewne), po co mu wojna? Chyba, że ktoś inny wykorzysta okazję i go do takiego kroku sprowokuje…
Co zatem wynika z tych wydarzeń dla nas? Cóż, my nie jesteśmy samodzielnym graczem na arenie międzynarodowej. Poczucie bezpieczeństwa opieramy na przynależności do międzynarodowych struktur gospodarczych, politycznych i militarnych. Z tego punktu widzenia nie ma powodów do optymizmu. Polityka naszych sojuszników jest kompletnie nieskuteczna. Negocjacje, naciski, sankcje prowadzą w efekcie do tak kabaretowych rozwiązań, jak ostatnie „porozumienie” z Mińska. A gwarancje militarne? Cóż, Ukraina nie jest członkiem NATO… Prawdziwy test skuteczności Sojuszu mielibyśmy w przypadku powtórki ukraińskiego scenariusza na przykład na Łotwie. Kiedy decydenci natowscy uznaliby, że powinien zostać zastosowany artykuł piąty traktatu waszyngtońskiego? Dla przypomnienia: „Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie, jak i w porozumieniu z innymi Stronami, działania jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego”. Kiedy granicę „przekroczy” sprzęt, „zielone ludziki”, czy regularna armia agresora? A poza tym… W NATO siły zbrojne z prawdziwego zdarzenia posiadają dwa państwa: USA i Turcja. Taka, dla przykładu, armia niemiecka…

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości