Reklama

Felieton - Jerzy Ogonowski

17/02/2015 08:15

Maleje ranga wyborów prezydenckich. Kiedyś do walki o najważniejszy urząd w państwie (formalnie) stawali obowiązkowo liderzy najważniejszych obozów politycznych: Wałęsa i Mazowiecki, Wałęsa i Kwaśniewski, Kwaśniewski i Krzaklewski… Ta tradycja zakończyła się w roku 2005, kiedy to przeciwko Tuskowi PiS wystawiło wprawdzie Kaczyńskiego, ale Lecha, który liderem swojego środowiska z pewnością nie był. Obok głównych graczy również pomniejsi rzucali do boju to, co mieli najlepszego, czyli swoich przywódców. Moczulski, Pawlak, Olszewski, Lepper, Kalinowski, Napieralski… Tym razem nie zobaczymy w walce żadnego, powtarzam: żadnego z partyjnych liderów! Może z wyjątkiem Janusza Korwin – Mikkego, który startuje zawsze (o ile do dziesiątego maja nie zostanie odwołany z funkcji prezesa swojej partii)… Można powiedzieć, że to jedyny stały punkt programu w naszym politycznym cyrku. „Elektorat” też jakby traci zainteresowanie wyborami „strażnika żyrandola”. Pierwsze trzy elekcje głowy państwa zgromadziły przy urnach ponad sześćdziesiąt procent uprawnionych do głosowania. Dwie ostatnie około pięćdziesięciu…
Przyczyny? Mówi się, że liderzy nie startują z obawy przed porażką z urzędującym prezydentem. Gdyby wierzyć „mediom głównego nurtu” i sondażom, porażka ta, a nawet klęska, jest absolutnie oczywista. Ale, jeśli nawet, to rzecz może dotyczyć wyłącznie lidera największej partii opozycyjnej. Czy panowie: Moczulski, Pawlak, Olszewski, Lepper, Kalinowski, Napieralski mogli mieć jakiekolwiek złudzenia co do swoich szans? A mimo to startowali! Czyżby słynna wypowiedź byłego premiera o żyrandolu aż tak dobitnie uświadomiła szerokiej publiczności znaczenie stanowiska prezydenta w naszym systemie politycznym? Jeśli tak, to może czas na zmianę konstytucji i rezygnację z wybierania głowy państwa przez obywateli? Jaruzelskiego wybrało Zgromadzenie Narodowe… Bo co tak naprawdę może prezydent? Zawetować ustawę… Bo inicjatywa ustawodawcza ma znaczenie tylko wtedy, gdy projekt może liczyć na poparcie większości parlamentarnej. Inaczej kończy w koszu. Liczne obietnice kandydatów, którzy nie reprezentują żadnej znaczącej siły politycznej to zwyczajne bajki! Podsumujmy zatem. Prezydent może wspierać rząd, nie rzucając mu pod nogi kłód pod postacią weta. Jeśli to będzie „swój rząd”, rzecz jasna. I to jest właśnie funkcja „strażnika żyrandola”. Albo wręcz przeciwnie, jeśli mamy do czynienia z kohabitacją: rząd i prezydent z różnych obozów. Warto się o to bić?

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości