W dobie wszechobecnych mediów oderwanie się od tego wirtualnego świata jest zjawiskiem nader rzadkim. I kiedy trzeba do niego wrócić, jest kłopot. O czym tu pisać, kiedy przez niemal dwa tygodnie człowiek był pozbawiony jakiegokolwiek kontaktu z prasą, telewizja, radiem, Internetem? O wrażeniach z wakacji może będzie następnym razem, bo mamy moment szczególny. Okrągła rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego… Trzeba się zatem zatrzymać, zignorować bieżące sprawy, oddać refleksji i zadumać nad tamtym sierpniem… Swoje stanowisko na temat Powstania już na tych łamach prezentowałem i nie uległo ono zmianie. W sporze o to, czy decyzja o wywołaniu walk w mieście była słuszna, czy też trzeba ją uznać za błąd, a może nawet zbrodnię, nie potępiam w najmniejszym stopniu tych, którzy ją podjęli. Była wojna! Walki, również o wielkie miasta, były normą. Ile z nich w wyniku tych walk zostało kompletnie zrujnowanych, również w Polsce? Gdańsk, Wrocław, Drezno, Berlin… Czy Niemcy opuściliby Warszawę bez obrony? Jak wyglądałaby stolica po zdobyciu przez wojska sowieckie? Dużo lepiej niż po Powstaniu? Może ofiar wśród ludności cywilnej byłoby mniej? Może…
I tu przypomnę swoje stanowisko w sprawie. Nie uważam, by decyzja o jego wybuchu była błędem. Powtórzę raz jeszcze: była wojna, a na wojnie się walczy! Właśnie na tym ta zabawa polega. Różne formy walki w dziejach stosowano, w tym walki uliczne w miastach. Rzecz w tym, że dowódcy odpowiedzialni są między innymi za określenie momentu, do którego walka ma sens. Spartanie w wąwozie termopilskim walczyli do ostatniego żołnierza i była to postawa słuszna. Zatrzymując nieprzyjaciela umożliwili zorganizowanie obrony Aten. Nikt nie kwestionuje ich bohaterstwa ani decyzji dowódcy. Obrona Westerplatte trwała tydzień i kosztowała życie kilkunastu żołnierzy z prawie dwustuosobowej załogi. Na wojnie zwyczajna rzecz… Walczyli, dopóki mieli czym. Nie rzucali się na wroga z gołymi rękami. Skapitulowali, a mimo to nikt nie podważa ich heroicznej postawy… Powstanie Warszawskie trwało dwa miesiące. Za długo! O wiele za długo… Dużo wcześniej było całkowicie jasne, że klęska jest nieunikniona. Że nie będzie znikąd pomocy. I że przedłużanie walk nie przyniesie nikomu żadnych wymiernych korzyści. W tej sytuacji była to już tylko, jak byśmy powiedzieli w terminologii sportowej, walka o honor… Tak, tylko że wojna to nie piłka nożna. Zwłaszcza w sytuacji, gdy hekatomba jest udziałem przede wszystkim Bogu ducha winnej ludności cywilnej. Kapitulacja choćby tylko z tego powodu była obowiązkiem każdego odpowiedzialnego dowódcy. I w najmniejszym stopniu nie umniejszałaby ich heroizmu…
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze