Reklama

Felieton - Jerzy Ogonowski

05/08/2014 10:51

W dobie wszechobecnych mediów oderwanie się od tego wirtualnego świata jest zjawiskiem nader rzadkim. I kiedy trzeba do niego wrócić, jest kłopot. O czym tu pisać, kiedy przez niemal dwa tygodnie człowiek był pozbawiony jakiegokolwiek kontaktu z prasą, telewizja, radiem, Internetem? O wrażeniach z wakacji może będzie następnym razem, bo mamy moment szczególny. Okrągła rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego… Trzeba się zatem zatrzymać, zignorować bieżące sprawy, oddać refleksji i zadumać nad tamtym sierpniem… Swoje stanowisko na temat Powstania już na tych łamach prezentowałem i nie uległo ono zmianie. W sporze o to, czy decyzja o wywołaniu walk w mieście była słuszna, czy też trzeba ją uznać za błąd, a może nawet zbrodnię, nie potępiam w najmniejszym stopniu tych, którzy ją podjęli. Była wojna! Walki, również o wielkie miasta, były normą. Ile z nich w wyniku tych walk zostało kompletnie zrujnowanych, również w Polsce? Gdańsk, Wrocław, Drezno, Berlin… Czy Niemcy opuściliby Warszawę bez obrony? Jak wyglądałaby stolica po zdobyciu przez wojska sowieckie? Dużo lepiej niż po Powstaniu? Może ofiar wśród ludności cywilnej byłoby mniej? Może…
I tu przypomnę swoje stanowisko w sprawie. Nie uważam, by decyzja o jego wybuchu była błędem. Powtórzę raz jeszcze: była wojna, a na wojnie się walczy! Właśnie na tym ta zabawa polega. Różne formy walki w dziejach stosowano, w tym walki uliczne w miastach. Rzecz w tym, że dowódcy odpowiedzialni są między innymi za określenie momentu, do którego walka ma sens. Spartanie w wąwozie termopilskim walczyli do ostatniego żołnierza i była to postawa słuszna. Zatrzymując nieprzyjaciela umożliwili zorganizowanie obrony Aten. Nikt nie kwestionuje ich bohaterstwa ani decyzji dowódcy. Obrona Westerplatte trwała tydzień i kosztowała życie kilkunastu żołnierzy z prawie dwustuosobowej załogi. Na wojnie zwyczajna rzecz… Walczyli, dopóki mieli czym. Nie rzucali się na wroga z gołymi rękami. Skapitulowali, a mimo to nikt nie podważa ich heroicznej postawy… Powstanie Warszawskie trwało dwa miesiące. Za długo! O wiele za długo… Dużo wcześniej było całkowicie jasne, że klęska jest nieunikniona. Że nie będzie znikąd pomocy. I że przedłużanie walk nie przyniesie nikomu żadnych wymiernych korzyści. W tej sytuacji była to już tylko, jak byśmy powiedzieli w terminologii sportowej, walka o honor… Tak, tylko że wojna to nie piłka nożna. Zwłaszcza w sytuacji, gdy hekatomba jest udziałem przede wszystkim Bogu ducha winnej ludności cywilnej. Kapitulacja choćby tylko z tego powodu była obowiązkiem każdego odpowiedzialnego dowódcy. I w najmniejszym stopniu nie umniejszałaby ich heroizmu…

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości