Felieton to wprawdzie forma lekka, frywolna niemal, ale treść… Trzeba dotykać tematów poważnych, kluczowych wręcz dla państwa i jego obywateli! A jeśli Szanowni Czytelnicy pobieżnie choćby śledzą przekaz medialny to wiedzą, iż jednym z takich kluczowych tematów jest, jakby tu powiedzieć, przedsiębiorczość wybrańców narodu. Tak się składa, że w wyniku procedur demokratycznych wyłaniamy swoich przedstawicieli z tak wybitnymi talentami, że inne narody mogą nam tylko zazdrościć. Takich, co to potrafią ukręcić lody, bez żadnej przesady, ze wszystkiego! Nie będę wyliczał, jakie to „interesy” potrafią robić nasze „elity”. Pełno tego w internecie… Na tapecie aktualnie mamy biznes „rozjazdowy”. Oczywiście nie jest to ta gałąź, która przynosi jakieś krociowe zyski… Przychód niewielki, ale stały i obarczony małym ryzykiem jest, jak widać nie do pogardzenia. Mały jak na dochody, te legalne i te „lewe”, naszych wybrańców. Dla bardzo wielu przedstawicieli „elektoratu” już niekoniecznie… Toteż ujawnione przypadki (nie ujawnionych jest zapewne bez porównania więcej) są dla ugrupowań, których „podpadnięci” reprezentują, niezwykle bolesne. Zwłaszcza przed wyborami. Nie dziwi zatem ostra reakcja partyjnych szefów. Przed wyborami… Po już niekoniecznie, jak pokazuje przypadek prominentnego przedstawiciela partii rządzącej. Tu już jest czas, by rzecz rozmydlić czy „przykryć”... Po co zaraz wyrzucać?
Jak by nie patrzeć, oba rozwiązania to zaledwie półśrodki. Jak załatwić sprawę systemowo? Cóż, jest to klasyczny przypadek, jak mawiał Kisiel, bohaterskich zmagań socjalizmu z trudnościami, jakie nie występują w żadnym innym ustroju. Bywało tak, że służbę publiczną uważano za zaszczyt, za który nie pobierało się żadnych profitów. Dziś to po prostu praca. I trudno! Takie czasy… Ale skoro tak, to trzeba za nią po prostu płacić wynagrodzenie. Ile? To już, zgodnie z regułami liberalizmu, pytanie do rynku. Tyle, by funkcje publiczne zechcieli pełnić ludzie o odpowiednio wysokich kwalifikacjach, również etycznych. Ważne by płacić po prostu za pracę. Bez żadnych dodatków, ryczałtów, ekwiwalentów i tym podobnych dziwactw, które stanowią doskonałe pole działania dla drobnych cwaniaczków. Wyeliminować biurokratyczne ciągoty do kontrolowania, na co ludzie wydają zarobione przez siebie pieniądze. Oczywiście to nie takie proste. Trzeba by na przykład zlikwidować stanowisko dyrektora sejmowego Biura Spraw Międzynarodowych, wraz z całym biurem oczywiście, którego zadaniem jest… „pilnować, aby posłowie jeździli na delegacje najtańszym środkiem lokomocji”! Tylko, że z biurokracją wygrać…
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze