Nie milkną echa po ogłoszeniu wyników niedawno zakończonych wyborów. Niezależnie od wypowiedzi głównych aktorów sceny politycznej, każdy choć odrobinę krytyczny obserwator widzi, że coś dziwnego się wydarzyło. Co? Tego być może nigdy się nie dowiemy, ale spróbujmy się nieco dokładniej przyjrzeć danym liczbowym. Porównać je z wynikami z roku 2010. Przy czym nie będę się zajmował procentami, tylko bezwzględną liczbą głosów. Cztery lata temu oddano ponad 12,7 mln ważnych głosów. W tegorocznych wyborach – niecałe 12,1 mln. Różnica około 660 tysięcy. Ale w tym roku mieliśmy o prawie 900 tysięcy głosów nieważnych więcej! Najwięcej kontrowersji budzi wynik PSL. I rzeczywiście… Tegoroczny (ponad 2,8 mln) jest o prawie 800 tysięcy wyższy od tego sprzed czterech lat (niecałe 2,1 mln)! Tego zjawiska nie da się wyjaśnić manipulacjami komisji wyborczych polegającymi na stawianiu dodatkowych krzyżyków, ani błędami głosujących – stawianiem krzyżyków na kilku kartach. Może to być „efekt pierwszej kartki”. Ale w takim wypadku nie ma mowy o fałszerstwie. Mamy, jakby tu powiedzieć, „efekt niedojrzałości intelektualnej elektoratu”. Albo…
Popatrzmy na inne wyniki. Zwycięska partia zwiększyła poparcie o 300 tysięcy z kawałkiem (z 2,93 do 3,24 mln). Normalne… Znaczne zmiany odnotowały za to dwa pozostałe z liczących się ugrupowań. W przypadku PO spadek poparcia to 750 tysięcy (z 3,93 do 3,18 mln), a SLD aż 875 tysięcy (z 1,93 do 1,06 mln)! Jak wyjaśnić te różnice? Zacznijmy od końca. Co się stało z prawie dziewięćsettysięczną rzeszą byłych wyborców SLD? Nasuwają się różne hipotezy. Pomijając naturalny ubytek (to często ludzie zaawansowani wiekowo), mogli pozostać w domu, postawić za dużo krzyżyków (samodzielnie lub z „pomocą”), albo głosować na… Właśnie, na kogo? Na PiS – mało prawdopodobne, na PO – też (odnotowała znaczny spadek poparcia). Zatem pozostaje PSL… Jeśli przyjąć za dobrą monetę standardowe wyjaśnienie partii rządzącej, że jej „elektorat” tym razem się nie zmobilizował, to w zasadzie rachunki się zgadzają. W zasadzie… Bo jest jeszcze sprawa tego miliona niemal głosów nieważnych więcej. Kto je „stracił”? Cudzysłów umieszczam dlatego, że część z nich, nawet znaczna, może być wynikiem świadomej decyzji wyborców, by nie popierać nikogo. Czyli wrzucenia do urny sławnej książeczki bez żadnego krzyżyka. I wtedy w porządku, ich prawo! Podobnie jak w przypadku, kiedy ktoś nieświadomie postawi krzyżyk na kilku kartkach. Problem mamy wtedy, kiedy dodatkowy krzyżyk jest wynikiem „pomocy”… To jest właśnie fałszerstwo. Ile było takich przypadków?
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze