W niedzielny poranek obudziliśmy się w nowym, lepszym świecie! Wielu z nas zapewne z niedowierzaniem szczypało się w policzek, sprawdzając czy to aby nie sen… Ale nie! To była najprawdziwsza prawda. Do wtorku… Wówczas to nastąpił powrót w stare, utarte koleiny. Wprawdzie niektórzy dostrzegają pewną zmianę jakościową. Coś podobno drgnęło w mentalności i tak dalej… Nie podzielam tego optymizmu. Niemcy przeżywają mały kryzys, nasi ten moment wykorzystali i chwała im za to! Ale to wszystko, co można z pewnością powiedzieć. Reszta to zwykłe spekulacje, żeby nie powiedzieć, pobożne życzenia, czy też chciejstwo (w wersji dla ateistów). Zbyt długo interesuję się sportem, a piłką nożną szczególnie, by wydawać jakiekolwiek oceny po trzech kolejkach jakichkolwiek rozgrywek. Realny zysk z opisywanych wydarzeń to niespodziewane trzy punkty. Mogą mieć niebagatelne znaczenie w przyszłości, kiedy sytuacja wróci do normy i nasi zachodni sąsiedzi na chwile słabości tradycyjnie sobie pozwalać nie będą. Reszta, łącznie z zapisaniem się w historii to tylko efekt psychologiczny. Ilu kibiców, zwłaszcza młodych, pamięta kiedy wygraliśmy po raz pierwszy z Włochami, Brazylią czy Anglią?
Tak przy okazji, trwała zmiana musi mieć solidne fundamenty. Co się zmieniło w naszej piłce od strony organizacyjnej, finansowej, czy wreszcie szkoleniowej, byśmy mogli wierzyć w trwały postęp? Nawet kiedy pojawiła się szansa, by mistrz kraju po latach wszedł do „lepszego towarzystwa”, a w perspektywie może i zagościł tam na stałe, to została zmarnowana z powodu kompletnej amatorszczyzny w sferze organizacyjnej właśnie. A szkolenie? Jak to możliwe na przykład, że od lat nie da się znaleźć i wyszkolić kilku choćby graczy lewonożnych tak, by obsadzić dwie pozycje w reprezentacji ludźmi prezentującymi przyzwoity choćby poziom? W kraju, w którym przestrzeń publiczna zdominowana jest przez ideologię o lewicowej proweniencji… Z finansami też nie lepiej. Wiadomo, że futbol profesjonalny kosztuje. I trzeba naprawdę sztuki, by na tym biznesie zarobić. Takich artystów u nas jakby brak. Za to można podać mnóstwo przypadków, kiedy próby „wejścia w ten interes” kończyły się katastrofą dla klubów. ŁKS i Pogoń pod rządami Ptaka, Polonia Wojciechowskiego i Króla, Widzew Szymańskiego i Cacka… Nawet los Wisły Cupiała wydaje się coraz bardziej niepewny! Widać z tej wyliczanki, że zabawa w te klocki wymaga specyficznych umiejętności, które rodzimi biznesmeni muszą sobie dopiero przyswoić. Nie widać wielkich postępów w „tym temacie”. Ale innej drogi nie ma. Powrót do „futbolowego socjalizmu” na dużą skalę to lekarstwo gorsze od choroby. Trzeba czasu. Cóż, kibic jest cierpliwy…
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze