Przed nami wybory samorządowe, toteż dziś znowu o samorządach. Samorząd jaki jest, każdy widzi – pozwolę sobie sparafrazować znaną sentencję. I przejdę do podzielenia się z Szanownymi Czytelnikami swoim poglądem na to, jaki samorząd podobałby mi się najbardziej. Niespodzianki, rzecz jasna, nie będzie. Jako skrajny liberał najchętniej widziałbym, na wzór liberalnej doktryny państwa, samorząd minimum. Czyli taki, który spełnia dwa elementarne postulaty. Po pierwsze, nie konkuruje z własnymi obywatelami, to znaczy nie prowadzi żadnej działalności gospodarczej. Po drugie, pieniądze podatnika wydaje tylko na cele wspólne. To znaczy? Pojęcia, jak to w naukach społecznych bywa, nie da się zdefiniować jednoznacznie. Autorytatywnie stwierdzić, że to jest cel wspólny, a tamto już nie… Niemniej obszar dyskusyjny trzeba jak najbardziej zawęzić. Drogi, chodniki, latarnie, kanalizacja, wodociągi to niewątpliwie cele wspólne. A sport wyczynowy, koncert muzyczny, kino – nie!
Zatem gdybyśmy się uparli przy rozdzieleniu tych kategorii, to za cele wspólne należałoby uznać takie, które dotyczą wszystkich, albo prawie wszystkich (cokolwiek miałoby to znaczyć) mieszkańców danego obszaru (miasta czy gminy). I gdzie konkurencja jest niemożliwa, czy bezsensowna. Trudno sobie wyobrazić dwie konkurencyjne nitki wodociągu obok siebie. Albo dwie równolegle przebiegające drogi… Coś musimy robić wspólnie! Ale już na przykład gaz… Wielu mieszkańców domów jednorodzinnych ogrzewa je na przykład węglem, a gotuje na kuchni elektrycznej! Tę sprawę trzeba zatem zostawić obywatelom. A teatr albo, temat na czasie, filharmonia? Ilu mieszkańców naszego pięknego miasta odwiedza, albo kiedykolwiek odwiedzi którąś z tych szacownych instytucji? Czemu więc wszyscy muszą finansować ze swoich podatków coś, z czego korzystają nieliczni? Zaraz usłyszę głos, że chcę „zamordować” kulturę w mieście. Czyżby? Teatr czy sala koncertowa nie mogą działać na zasadach rynkowych, jako przedsięwzięcia prywatne? A kino może? A ile jest teatrów prywatnych w Warszawie? I jakoś sobie radzą, również z liczną konkurencją tych samorządowych! Poruszyłem jeden tylko temat, stosunkowo mało kontrowersyjny. Zwłaszcza gdyby rozstrzygać ewentualne wątpliwości w drodze referendum… A są inne, przy których o zgodę znacznie trudniej. Choćby edukacja, opieka społeczna…
Oczywiście samorząd w swoich poczynaniach jest ograniczony prawem stanowionym wyżej. Nie da się zatem z pozycji płockiego ratusza zmienić naszej republiki bananowej w porządny, wolnorynkowy kapitalizm. Ale próbować trzeba …
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze