Rzadko piszę o swoich lekturach, ale tym razem od tej zasady odstąpię. Jestem właśnie po lekturze najnowszej książki mojego ulubionego publicysty, Rafała Ziemkiewicza „Jakie piękne samobójstwo”. Lekturze wyjątkowo na czasie. Jesteśmy po siedemdziesiątej rocznicy napaści Niemców na Polskę, za chwilę ta sama rocznica agresji sowieckiej. Według Autora katastrofa z trzydziestego dziewiątego roku to przede wszystkim rezultat beznadziejnej polityki naszych ówczesnych elit. Szereg błędów i zaniechań zarówno prominentnych polityków, jak i wojskowych doprowadziło do tytułowego samobójstwa II Rzeczypospolitej. Największy z nich to błędny dobór sojuszników. W ówczesnej sytuacji należało, zdaniem Autora, sprzymierzyć się z Hitlerem przeciwko Stalinowi. Nie jest w tym poglądzie odosobniony. Wystarczy przypomnieć „Pakt Ribbentrop – Beck” Piotra Zychowicza… Polska nie powinna była jako pierwsza wojować z Niemcami. To samo przykazanie zostawił następcom Piłsudski. Czy było realne?
Nie jestem historykiem, ale wątpię! Wydaje się, że Hitler nie miał najmniejszego zamiaru atakować Sowietów w trzydziestym dziewiątym roku! Po co mu zatem byłby taki sojusz? Sądząc po tym, co się naprawdę wydarzyło, atak na Związek Sowiecki miało poprzedzić zapewnienie sobie spokoju na tyłach. Najpierw Polska, Francja, Dania, Norwegia, Anglia… Ostatni etap zakończył się co prawda porażką, ale plan realizowano, z wiadomym skutkiem.
A gdyby nawet do sojuszu doszło… Wyobraźmy obie „ustawkę” kibiców, dajmy na to, Legii i Lecha. Przypadkiem na miejscu zdarzenia znalazła się grupka kibiców Widzewa. Co powinni zrobić? Oczywiście sprzymierzyć się z którąś ze stron. Tyle, że po zakończeniu starcia i tak wzięliby po gębach od zwycięzców… Dobrego wyjścia w pewnych sytuacjach nie ma. Tylko złe i złe, parafrazując dialog z „Psów”. Co można było zrobić? Lepiej się przygotować do wojny. Już kilka lat wcześniej było jasne, że Hitler nie zamierza przestrzegać ustaleń z Wersalu. Stalina też trudno było posądzać o nadmierne umiłowanie pokoju… Toteż wszystkie siły należało skupić na wzmocnieniu systemu obronnego. Dziś też warto z tamtych zdarzeń wyciągnąć wnioski. Zgodnie z przysłowiem „chcesz pokoju, szykuj się do wojny”. I „umiesz liczyć, licz na siebie”! Nie zadowalaj się „wzrostem prestiżu Polski” spowodowanego tym, że „habemus presidentum Europae”. Jeśli to jest wyznacznik mocarstwowości, to co mają sobie pomyśleć mieszkańcy Luksemburga, którzy mają rodaka na znacznie ważniejszym stołku szefa Komisji Europejskiej…
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze